"Rottweiler" po Sorbonie ze... stałą pracą. "Rewolucja". Oto nowa pierwsza dama Francji

Ma opinię wyjątkowo drapieżnej dziennikarki, jest dwukrotną rozwódką i matką trójki dzieci, a z przyszłym prezydentem Francois Hollande'em od kilku lat żyje w niesformalizowanym związku. Poznajcie Valerie Trierweiler - to ona zastąpi Carlę Bruni na stanowisku francuskiej pierwszej damy.
47-letnia Trierweiler urodziła się na prowincji jako piąta z szóstki dzieci inwalidy wojennego i gospodyni domowej. Cała rodzina utrzymywała się z renty ojca. Valerie, od dzieciństwa sumienna i pracowita, skończyła historię i politologię na Sorbonie i zaczęła robić karierę dziennikarki politycznej.

Przez 20 lat pisała dla "Paris Match". Zyskała sobie przydomek "Rottweiler", który przywoływali podczas obecnej kampanii politycy prawicy. - I to nie jest komplement dla psa - dodawali złośliwie.

"Próbowaliśmy z Francois opierać się namiętności"

Trierweiler dotychczas dwa razy wychodziła za mąż. Pierwsze małżeństwo z przyjacielem z dzieciństwa o imieniu Franck skończyło się rozwodem. Para nie miała żadnych dzieci. Później wyszła za mąż za kolegę z redakcji "Paris Match" Denisa Trierweilera. Razem mają trzech nastoletnich obecnie synów.

Jej małżeństwo rozpadło się, gdy w 2005 roku spotkała starszego o 11 lat Francois Hollande'a. Znali się wprawdzie od 1988 roku, ale płomienny romans wybuchł właśnie wtedy. - Próbowaliśmy z Francois opierać się namiętności. Przecież to całkowicie zabronione. Byłam mężatką, on też nie był wolny. W dodatku polityk - opowiadała później.

Życie w trójkącie

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Hollande był wtedy związany z liderką socjalistów Segolene Royal. Żyli w konkubinacie od prawie 30 lat i doczekali się czwórki dzieci.

Royal startowała w wyborach prezydenckich w 2007 roku. Hollande sam miał chrapkę na prezydenturę, ale przegrał walkę o partyjną nominację ze swoją partnerką. Ponoć Royal obiecała mu, że wycofa swoją kandydaturę, jeśli rozstanie się z kochanką, ale Hollande się na to nie zgodził. Mimo że ich związek był już wówczas fikcją, Hollande podczas kampanii grał przykładnego partnera i przyszłego pierwszego dżentelmena Francji. Separację ogłosili 17 czerwca 2007 roku - tuż po tym, jak Royal przegrała drugą turę wyborów z Nicolasem Sarkozym.

Hollande i Trierweiler upublicznili swój związek dopiero w 2010 roku. - To wyjątkowe szczęście odnieść sukces w życiu osobistym i spotkać kobietę swojego życia. Ta szansa może umknąć, ale mnie udało się ją schwytać - mówił Hollande w wywiadzie dla francuskiej "Gali".

Cień byłej partnerki

Idylli zagrażała jednak była partnerka Hollande'a. Stosunki między nim a Royal były przez długi czas lodowate. Royal sama ubiegała się o nominację Partii Socjalistycznej i zabolało ją to, że miała zaledwie 7-procentowe poparcie.

Podczas jednego z wieców pojawiła się jednak na scenie obok Hollande'a. Francuskie media odczytały to jako rozejm. Royal otwarcie agitowała na rzecz byłego partnera, odwiedzała biednych wyborców w domach, przypuszczała ataki na Sarkozy'ego, stwierdziła nawet, że jest "najbardziej wpływową kobietą kampanii". Podobno Hollande w zamian za poparcie obiecał jej stanowisko przewodniczącej Zgromadzenia Narodowego.

"Pan i pani normalni"

Valerie odegrała też istotną rolę podczas obecnej kampanii Hollande'a. Za jej sprawą lider socjalistów porzucił wizerunek "nijakiego misiaczka o budyniowej twarzy" - schudł, zaczął nosić eleganckie garnitury i okulary, zmienił jowialny styl bycia na powagę męża stanu.

Sztab Hollande'a wiedział, że Francuzów drażni wystawne życie Sarkozy'ego i obnoszenie się związkiem z Carlą Bruni. Trierweiler pozostawała więc w cieniu, dyskretnie wspierając partnera. Pytana przez dziennikarzy zaprzeczała, że ma wpływ na decyzje Hollande'a. - Cały świat mu daje rady, dlaczego więc ja nie mogę? - powiedziała w końcu.

Hollande konsekwentnie lansował się jako "normalny prezydent" (w przeciwieństwie do choleryka i ekscentryka Sarkozy'ego). Ostatnio sfotografowano go kupującego kompot w paryskim supermarkecie. - Jak zostanę prezydentem, będę robił to samo, gdy lodówka będzie pusta - skomentował.

Trierweiler opowiadała z kolei, że kupuje ubrania na targach i "godzinami szuka skarpetek dzieci pod ich łóżkami". Chwaliła też Hollande'a, że sam robi zakupy, gotuje i zmywa, choć "ma denerwujący zwyczaj zostawiania otwartych szafek kuchennych".

Pierwsza pracująca pierwsza dama? "To rewolucja"

Ostatnio poinformowała media, że jako pierwsza dama ma zamiar cały czas pracować na utrzymanie swoje i dzieci, bo "nie chce być na garnuszku państwa". Byłby to pierwszy przypadek w historii Francji, gdy partnerka urzędującego prezydenta ma stałą pracę i pensję - zauważył brytyjski "Guardian", pisząc, że Trierweiler "może zrewolucjonizować rolę pierwszej damy".

Francuski "Le Figaro" stwierdził, że Trierweiler musi "sama wymyślić swoją rolę jako pierwsza dama". Ona niezmiennie podtrzymuje, że chce nadal pracować w mediach. - Podczas spotkań z wyborcami podchodzą do mnie kobiety, także w starszym wieku, i radzą mi: - "Zachowaj niezależność". To świetne przesłanie dla nas, dla wszystkich kobiet. To też wyraz wartości lewicowych, jakie wyznaję - mówi.

Życie w nieformalnym związku najwyraźniej odpowiada Hollande'owi i Trierweiler. Prezydent elekt już ogłosił, że nie mają zamiaru brać ślubu, nawet jeśli miałoby to spowodować trudności protokolarne podczas oficjalnych wizyt.



DOSTĘP PREMIUM