Martwe żółwie, kaszaloty w ropie. Greenpeace ujawnia zdjęcia rządu USA z katastrofy Deepwater Horizon [FOTO]

Wyciekły szokujące zdjęcia morskiej fauny, która ucierpiała w wyniku katastrofy platformy wiertniczej BP "Deepwater Horizon" w 2010 r. Rząd USA nigdy ich nie ujawnił. Do mediów docierały zdjęcia skutecznego ratowania przyrody Zatoki Meksykańskiej. Prawdziwy obraz katastrofy pokazała Greenpeace. "Rząd ukrywał prawdę" - twierdzą ekolodzy.
Greenpeace otrzymał zdjęcia na podstawie prawa do wolności informacji. Organizacja ekologiczna zdobyła zdjęcia od Amerykańskiej Narodowej Służby Oceanicznej i Meteorologicznej (NOAA). Według działaczy Greenpeace zdjęcia wykonano w sierpniu 2010 r. i miały stanowić dowód szkód, jakie spowodowała katastrofa platformy Deepwater Horizon. Nie zostały jednak nigdy opublikowane przez rząd.

Greenpeace twierdzi, że zdjęcia oblepionych ropą żółwi morskich, kaszalotów i delfinów przeczą oficjalnym informacjom BP i Białego Domu na temat skutków katastrofy dla środowiska naturalnego. Organizacja na swojej stronie internetowej stwierdza wprost, że Biały Dom i BP ukrywały prawdę o skali zniszczeń spowodowanych katastrofą platformy wiertniczej.

- Te zdjęcia pokazują nam zupełnie inny obraz sytuacji, niż przedstawiały władze - mówi pracujący dla Greenpeace biolog morski John Hocevar. - Kiedy Biały Dom mówił przede wszystkim o tym, jak ratują zwierzęta i pozwalają im wrócić na wolność, miał w rękach te szokujące fotografie - podkreślił.


Ubrudzony ropą żółw morski wyłowiony z Zat. Meksykańskiej, fot. NOAA

Greenpeace: Niech cały świat zobaczy prawdziwą skalę zniszczeń

Według ekologów zdjęcia trzeba udostępnić jak największej liczbie ludzi, by mogli uzmysłowić sobie prawdziwą skalę zniszczeń w Zatoce Meksykańskiej. - Te zdjęcia przypominają ponurą prawdę o prawdziwych szkodach, które wyrządziła ta nieodpowiedzialna firma - mówi Kert Davies, dyrektor amerykańskiego Greenpeace ds. badań. Przestrzega przy okazji: - Cały czas zastanawiamy się, co jeszcze BP i rządowi eksperci widzieli i nigdy nie pokazali opinii publicznej.


Plama ropy na wodach Zatoki Meksykańskiej, fot. NOAA

Po otrzymaniu zdjęć Greenpeace zwrócił się do władz, by przyjrzały się sprawie. Organizacja wysłała list do departamentu sprawiedliwości i prokuratora generalnego. "Piszemy dziś, by jasno stwierdzić, że jakiekolwiek ustalenia ws. katastrofy, w których nie poruszy się sprawy odpowiedzialnych za nią, będzie oznaczało zaniedbanie obowiązków oraz zdradę zaufania amerykańskich obywateli do administracji" - czytamy w liście.

"Czuję, jakby rząd ukrywał przed nami prawdę"

Zdobyte po prawie dwóch latach od wysłania zgłoszenia zdjęcia są rzeczywiście straszne. Jak poniższe, przedstawiające żółwia morskiego Kemp's Ridley, czyli żółwia zatokowego.


Ubrudzony ropą żółw morski wyłowiony z Zat. Meksykańskiej, fot. NOAA

- Te zdjęcia przedstawiają coś zupełnie innego niż przekaz, który otrzymywaliśmy od administracji rządowej - podkreśla Hocevar. Jesteśmy ciekawi, co jeszcze zobaczyli ludzie BP i rządowi naukowcy, czego nigdy nie widzieli obywatele - dodaje.

Większość zdjęć nie ma daty i opisów, choć ekolodzy wnioskowali o fotografie datowane na okres między 20 kwietnia a 30 czerwca 2010 r. - w szczycie kryzysu ekologicznego w Zatoce Meksykańskiej. - Czuję, jakby ludzie z agencji rządowych ukrywali przed nami prawdę. - Mieli te zdjęcia od dwóch lat, a publicznie mówili, że wszystko jest w porządku, a ropy już nie ma - mówi John Hocevar. - A w tym czasie już planowali nowe wiercenia w zatoce czy w Arktyce.

Biolog podkreśla, że do mediów przedostawały się głównie obrazy uratowanych, umytych z ropy żółwi wypuszczanych do morza. Podkreślali, że je ratują. Tymczasem chowali (przed społeczeństwem) zdjęcia martwych żółwi, żółwi w plastikowych workach, pudłach - zdjęcia, które pokazują inny obraz tej ekologicznej katastrofy - podkreślał Hocevar.

Skażony ekosystem Zatoki Meksykańskiej

Katastrofa platformy wiertniczej miała miejsce 20 kwietnia 2010 roku w Zatoce Meksykańskiej. Najpierw doszło do wycieku ropy, a potem do wybuchu i pożaru. W jego wyniku zginęło 11 pracowników, a 17 zostało rannych. 22 kwietnia platforma zatonęła.


Żółw morski dotknięty katastrofą ekologiczną w Zatoce Meksykańskiej, fot. NOAA

Do oceanu wpłynęło 666 tys. ton ropy naftowej, która skaziła wody Zatoki i południowe wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Zatonięcie platformy jest uważane za największą katastrofę ekologiczną w historii USA. BP w czerwcu 2010 roku założył specjalny fundusz, który ma przekazać 20 mld dolarów poszkodowanym przez katastrofę mieszkańcom wybrzeża USA. Otrzymało je już prawie 200 tys. osób.

Wyciek ropy skaził tamtejszy ekosystem. 790 km amerykańskiego wybrzeża (więcej niż wynosi linia brzegowa Polski) nadal jest uważana za skażone. Naukowcy zanotowali, że dwa lata po katastrofie morskie ssaki umierają dwa razy częściej niż zwykle. Podawane są również informacje o znalezieniu zmutowanych krabów, ryb i krewetek.

Od chwili wybuchu i wycieku ropy z "Deepwater Horizon" NOAA wybrała z wód Zatoki Meksykańskiej 613 martwych żółwi, a 274 przesiedlono na Florydę. Wyciek ropy do Zatoki po katastrofie platformy był największym w historii USA. W wybuchu zginęło 11 osób.

DOSTĘP PREMIUM