Kanada: 74-letni Polak pobity w mieszkaniu spędził 75 dni w areszcie. Kraj oburzony

Trójka sąsiadów napadła na dom 74-letniego malarza mieszkającego w Ottawie. Pobity mężczyzna został zaaresztowany przez policję pod zarzutem... próby gwałtu na kobiecie, która uczestniczyła w napadzie. Była ona wcześniej karana, m.in. za kradzieże, i jest uzależniona od narkotyków. Andrzejewski spędził w areszcie 75 dni. Sprawa zbulwersowała kanadyjskie media.
Marian Andrzejewski przyjechał do Kanady w 1987 r. Jest malarzem i działaczem polonijnym. Jego prace pokazywane były m.in. w Canadian War Museum w Ottawie.

Wczesnym popołudniem 23 października 2010 r. dwójka mężczyzn wyłamała drzwi do jego domu. Został brutalnie pobity. Błagającego o życie 74-latka mężczyźni wielokrotnie uderzali w głowę. W końcu napastnicy pozostawili go krwawiącego, leżącego na podłodze. Znał ich z widzenia. Mieszkali naprzeciwko.

Napadnięty przez sąsiadkę

- Przeżyłem wojnę. Pięć lat żyłem w ukryciu, w stodołach i w lesie. Często wiele dni nie jadłem. Od tej pory zbieram bardzo wiele rzeczy. Administracja kazała mi sprzątnąć mieszkanie, bo stwarzałem zagrożenie pożarowe - mówił Andrzejewski w rozmowie z "Ottawa Citizen". W korytarzu napotkał sąsiadkę Gale Doherty - znaną pod pseudonimem "Hollywood". Doherty jest dobrze znana policji. Od 30 lat uzależniona jest od kokainy.

- Zaproponowałem jej, że jeśli chce, może wziąć coś z mojego mieszkania - mówił 74-letni mężczyzna. Kobieta weszła z nim na górę i tam zażądała od Polaka dziesięciu dolarów. Odmówił. - Nawet gdybym miał jakieś pieniądze, to wiem, że wydałaby je na kokainę - stwierdził. Złapał ją za rękę, wyrzucił z domu i zamknął drzwi. Po paru minutach wróciła z dwoma mężczyznami, którzy pobili Andrzejewskiego.

Zadzwonił na policję - nie przełączono go do tłumacza

Bardzo zdenerwowany mężczyzna zadzwonił po policję. Nagranie jego rozmowy z operatorami numeru alarmowego umieścił na swojej stronie "Ottawa Citizen". Rozmowa trwała 13 minut.

Przerażony i obolały mężczyzna miał problemy ze zrozumieniem informacji operatorki. - Nie mówię dobrze po angielsku - mówił kilkukrotnie. Mimo to nie przełączono go do tłumacza, który w Ottawie dostępny jest przy numerze alarmowym przez całą dobę. Sama operatorka też miała kłopoty ze zrozumieniem mężczyzny - Trudno mi pomóc, bo nie rozumiem, co pan próbuje mi powiedzieć - stwierdziła w pewnym momencie. Po dwunastu minutach do mieszkania dotarła policja.

Policjanci, zamiast wejść do mieszkania, rozmawiali z napastnikami

Policjanci nie weszli do mieszkania od razu. Na dole rozmawiali z... Gale Doherty, narkomanką, która uczestniczyła w napadzie na mieszkanie Andrzejewskiego, i jej synem, który, jak wynika z późniejszych ustaleń koronera, uderzył Polaka przynajmniej piętnaście razy.

Kobieta powiedziała policjantom, że Andrzejewski napastował ją seksualnie, ciągnął za włosy i "naderwał paznokcie". Nie wspomniała o zarzutach, jakie ciążyły na niej za fałszowanie czeków, kradzieże i utrudnianie pracy policji. Policja zrobiła zdjęcia rzekomych obrażeń narkomanki. Andrzejewski trafił do szpitala, a stamtąd... na przesłuchanie pod zarzutem gwałtu.

"Napastnicy nie dzwonią po pomoc"

Policjanci oskarżyli mężczyznę, bazując tylko na zeznaniach "Hollywood". Przesłuchanie na komisariacie trwało cztery godziny. - Jeden z funkcjonariuszy mówił, że wszystko jest nagrane na wideo, żebym się przyznał do tego, że próbowałem ją zgwałcić - mówił Andrzejewski. - To było dla mnie jak tortury. Starałem się im wyjaśnić, że to ofiary, a nie napastnicy dzwonią po pomoc. Najtrudniejsza była myśl, że mogę trafić do więzienia za coś, czego nie zrobiłem - mówił malarz. W oczekiwaniu na rozprawę spędził w areszcie 75 dni.

Policja: "dokładnie badamy sprawę"

Dopiero w czasie rozprawy uznano, że Marian Andrzejewski jest niewinny. - Uszkodzone paznokcie pani Doherty to wynik infekcji grzybiczej, na jej głowie nie ma żadnych obrażeń - stwierdził w jej trakcie dr Guy Genier, policyjny koroner. Jeden z mężczyzn, którzy pobili Polaka, przyznał się do winy. Drugi, syn Gale Doherty, cały czas twierdzi, że wyłamał drzwi, żeby "ratować matkę". Ich sprawa jest cały czas w toku.

- Mam poważne zastrzeżenia co do tego, jak ta sprawa była prowadzona - powiedział "Ottawa Citizen" Mike Flanagan, szef policji w Ottawie. Obiecał "dokładne zbadanie sprawy".

DOSTĘP PREMIUM