Ambasador Niemiec: Polska 2012 to cud

- Po Euro 2012 wyłania się obraz nowoczesnego europejskiego kraju, który z pasją zorganizował sportowe święto - mówi ambasador RFN Rüdiger von Fritsch. Zdaniem dyplomaty rozwój Polski to cud, ale zasłużony i wytłumaczalny.
Róża Romaniec: EURO 2012 dobiega końca, była to pierwsza tak duża międzynarodowa impreza sportowa w Polsce. Jak Niemcy oceniają gospodarzy pod koniec turnieju?

Rüdiger von Fritsch: Na pewno zmienił się wizerunek Polski. W niemieckich mediach wyłania się obraz nowoczesnego, europejskiego kraju, który zręcznie i z pasją był organizatorem sportowego święta. Mnie osobiście zauroczyła serdeczność i gościnność Polaków. Kiedy polska drużyna wypadła z turnieju, można by oczekiwać, że euforia nieco osłabnie. Ale nic podobnego! Jadąc przez małe miejscowości, nadal widzę wszędzie okna i samochody udekorowane flagami. Bardzo mi się to podoba, podobnie jak i niemieckim kibicom, którzy odwiedzają Polskę.

RR: Niemiecka drużyna zdecydowała się w czasie turnieju na historyczne akcenty podczas swojego pobytu. Dlaczego?

RvF: Decyzje Niemieckiego Związku Piłki Nożnej są odbiciem polsko-niemieckich stosunków. Polacy i Niemcy mają za sobą trudną przeszłość, o której stale pamiętamy. Równocześnie chcemy wspólnie budować przyszłość w Europie. Jestem przekonany, że Niemiecki Związek Piłki Nożnej ma tego pełną świadomość i dlatego zdecydował się na taki krok. Przedstawiciele związku oraz drużyny byli nie tylko w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz, ale także na Westerplatte.

RR: Kiedy organizację mistrzostw powierzono Polsce i Ukrainie, pojawiły się nadzieje, że pomoże to w europejskiej integracji Ukrainy. Polska i Niemcy mają ambicję kształtowania unijnej polityki na wschodzie Europy. Jak ocenia Pan tę sytuację w obliczu nastrojów poprzedzających ME?

RvF: To jest złożony problem. Z jednej strony organizatorzy ME podkreślają, że sport nie ma nic wspólnego z polityką. Z drugiej strony widzimy, że sportowe wydarzenia mogą mieć również polityczny wymiar, jak np. mundial w Korei i Japonii. Nie można więc zupełnie oddzielić sportu od polityki. ME na Ukrainie uświadomiły wielu w Europie Zachodniej, że ten region jest częścią Europy. To była szansa do wykorzystania, bo taka impreza jak ME zawsze niesie ze sobą dużą dozę sympatii.

W przypadku Polski było oczywiste, że się ją wykorzysta, inaczej podeszły do tego, niestety, władze Ukrainy. Mimo wszystko sądzę, że sam kraj zyskał na ME, bo goście z Ukrainy prawdopodobnie wrócą z pozytywnymi wrażeniami. Faktem jest, że kształtowanie polityki sąsiedztwa na Wschodzie nie jest łatwym procesem. Polska i Niemcy mają jednak wspólne cele i podobny punkt widzenia, gdyż obydwu krajom nie jest obojętne, co się dzieje zaraz za naszą granicą. Mistrzostwa pokazały, że zbliżenie nie jest łatwym procesem.

RR: Turniej chyba uwidocznił, że ten proces jest wręcz trudniejszy, niż sądzono. Tym bardziej że uwaga Europy skierowana jest teraz na południe...

RvF: Kształtowanie międzynarodowych stosunków zawsze wymaga sporo czasu. Trzeba się przebić przez wiele warstw i potrzebna jest wola dwóch stron. UE pozostaje otwarta na współpracę. Gdyby władze Ukrainy chciały, mogłyby lepiej wykorzystać szanse na poprawę relacji z Unią. Obecnie są one skomplikowane. Chodzi o kwestie jurysdykcji oraz praw opozycji i mediów. Osoby takie jak Julia Tymoszenko uosabiają ten proces. Krytyka UE nie dotyczy faktu, że ktoś odpowiada przed sądem, lecz tego, jak sąd się z nim obchodzi, jakie gwarantuje mu prawa i jak umożliwia obronę. W tym punkcie oceny Polski i Niemiec pokrywają się.

RR: Przebywał Pan już dłuższy czas w Warszawie w latach 80. Z jakim uczuciem powrócił Pan jako dyplomata do Polski po 20-letniej przerwie?

RvF: Zawsze pilnie śledziłem rozwój Polski. W sumie ten rozwój jest niesamowity, to jakby cud, ale równocześnie jest on wytłumaczalny. Po 20 latach wróciłem do zupełnie innego kraju niż ten, który opuszczałem w 1989 roku. Polacy dokonali ogromnego wysiłku i reform, które miały po części dramatyczne skutki dla społeczeństwa - było bezrobocie, zamykano całe gałęzie przemysłu. Ale Polacy byli zdeterminowani budować własną przyszłość, byli gotowi do poświęceń i wysiłku.

W tej determinacji leży klucz do ich sukcesu. Uwieńczenie tego sukcesem wcale nie było oczywiste. Po 1989 roku niektórzy przewidywali, że inne kraje środkowej Europy lepiej sobie poradzą. A jednak Polska świetnie się rozwinęła. Także dzięki dobrym politycznym decyzjom i pomocy UE.

RR: Polacy i Niemcy przeszli w ciągu ostatnich lat wszystkie możliwe wzloty i upadki, teraz daje się odczuć normalizacja. Jakie tematy i wyzwania stoją dziś Pana zdaniem na wspólnej agendzie?

RvF: W kwestiach bilateralnych nie widzę kontrowersyjnych tematów. Współpraca koncentruje się na stosunkach międzyludzkich, np. w ramach współpracy młodzieży czy partnerstw miast i szkół. Teraz oczekuję intensywnej współpracy na płaszczyźnie europejskiej. Są dziedziny, w których mamy różne poglądy, jak np. polityka energetyczna, ale wiele tematów nas łączy. Poza tym mało który inny kraj w Europie zdaje sobie sprawę, że Europa to nie tylko projekt zapewniający dobrobyt, ale przede wszystkim zapewniający pokój. I w tym też tkwi potencjał naszej współpracy. Na pewno wkrótce będą dla nas wyzwaniem negocjacje budżetowe oraz walka z kryzysem. Polska jest przy tym pomocna, dając dobry przykład własną polityką budżetową.

Oczywiście jej dążeniem jest wyrównanie poziomu życia i dlatego Polska jest dzisiaj największym beneficjentem środków UE, które w niemałym stopniu pochodzą z Niemiec. W obliczu trwającego kryzysu stoimy przed trudnym zadaniem, ale z wypowiedzi polskich polityków wnioskuję, że mają oni świadomość, w jakiej trudnej sytuacji się znajdujemy. To należy wziąć pod uwagę podczas aktualnych negocjacji budżetowych w UE.

Równocześnie Niemcy podkreślają zasadę solidarności, bo służy ona dalszej integracji. Być może więc patrzymy na niektóre sprawy z innej strony, ale jestem optymistą, że osiągniemy dobre porozumienie.

RR: Jak Pan sądzi, komu dziś będą bardziej dopingowali polscy kibice na Stadionie Narodowym?

RvF: Jestem przekonany, że polscy kibice będą najmocniej trzymać kciuki za piłkarzy polskiego pochodzenia.

RR: Dziękuję za rozmowę.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''



DOSTĘP PREMIUM