Niemiecki Federalny Urząd Kryminalny niszczył akta neonazistów

Przed komisją śledczą Bundestagu szef BKA przyznał, że w jego urzędzie niszczono akta obciążające neonazistów nawet w trakcie dochodzenia ws. zabójstw dokonanych przez terrorystów z Zwickau.
Słowa Joerga Ziercke, szefa Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA), wprawiły w osłupienie posłów zasiadających w parlamentarnej komisji śledczej. Przyznał on, że jego urząd dopuścił się poważnych błędów i zaniedbań w trakcie śledztwa w sprawie tzw. komórki terrorystycznej z Zwickau. Wyrażał ubolewanie, że niemieckie służby specjalne nie wypełniły powierzonego im zadania: ochrony obywateli. - Zawiedliśmy - przyznał.

Celem komisji śledczej jest wyjaśnienie, jaką rolę Joerg Ziercke odgrywał w serii błędów popełnionych przez władze śledcze w trakcie dochodzenia w sprawie Narodowosocjalistycznego Podziemia (NSU). Ta skrajnie prawicowa grupa w okresie od roku 1998 do jej ujawnienia w 2011 roku prowadziła bez żadnych przeszkód tajną działalność i dopuściła się zabójstwa 10 osób. Joerg Ziercke jest szefem BKA od 2004 roku.

Nieprawdopodobna sprawa

Komisja Bundestagu nie ukrywała oburzenia faktem, że urząd BKA nawet po ujawnieniu przestępczej działalności ugrupowania NSU w ubiegłym roku niszczył akta. - Jest to nieprawdopodobna sprawa - powiedział poseł FDP Hartfrid Wolff. Poseł Zielonych Wolfgang Wieland powiedział, że przedstawiciel berlińskiego MSW potwierdził wobec komisji śledczej fakt niszczenia akt. Jak poinformował komisję, pracownicy BKA mieli 11 listopada 2011 r. przygotować komplet akt dla Prokuratury Generalnej, lecz zamiast tego zniszczyli dokumenty. Tego dnia wyszło na jaw, że broń, z której zabito 9 obcokrajowców żyjących w Niemczech, została znaleziona przy neonazistach z NSU.

Mieli dużo do ukrycia

- To jest niesłychana historia - powiedział Wieland, zaznaczając, że teraz nasuwa się pytanie, czy członkowie terrorystycznej komórki nie byli przypadkiem na liście płac Urzędu Ochrony Konstytucji. Poseł chadeków Clemens Binninger powiedział, że te informacje dają pole do snucia "najróżniejszych teorii".

Posłanka socjaldemokratów Eva Hoegl wezwała federalnego ministra spraw wewnętrznych Hansa-Petera Friedricha do bezwarunkowego wyjaśnienia tych spraw. - Cała ta historia jest nie do zaakceptowania i musi mieć konsekwencje. Trzeba wyjaśnić, czy ktoś nie próbował zatuszować błędów władz bezpieczeństwa - powiedziała.

Posłanka Partii Lewicy Petra Pau jest zdania, że "najwidoczniej organy ochrony konstytucji miały wiele do ukrycia". Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) ma przypuszczalnie zamiar zrekonstruować zniszczone dokumenty kontrowersyjnej akcji prowadzonej pod kryptonimem "Rennsteig". Z taką propozycją wobec komisji śledczej wystąpił przedstawiciel tego urzędu, jak donosi agencja dapd, powołując się na koła zbliżone do BfV.

Jak daleko sięgała współpraca?

Z akt tych miałoby jakoby wynikać, jak dalece i w jaki sposób Urząd Ochrony Konstytucji i Kontrwywiad Wojskowy (MAD) współpracowały z tajnymi agentami "Thueringer Heimatschutz" ("Obrońcy Ojczyzny z Turyngii"). Do tego właśnie ugrupowania należała trójka skrajnie prawicowych terrorystów: Beate Zschaepe, Uwe Mundlos i Uwe Boehnhardt.

Jak się okazało, pracownicy Urzędu Ochrony Konstytucji zniszczyli jeszcze 11 listopada 2011 co najmniej 4 teczki z dokumentami na temat operacji "Rennsteig".

Do ujawnienia ugrupowania NSU doszło po tym, jak Mundlos i Boehnhardt, po napadzie na bank 4 listopada 2011 roku, popełnili samobójstwo w wozie kempingowym, gdy zostali otoczeni przez policję.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''



DOSTĘP PREMIUM