"Nie tylko mroczne, sosnowe lasy". Niemieckie media o Euro w Polsce

Gospodarze pozytywnie zaskoczyli Europę i samych siebie. W takim tonie utrzymane są komentarze niemieckiej prasy podsumowujące mistrzostwa Europy w piłce nożnej.
"Euro 2012 kosztowało dużo, narodowa jedenastka rozczarowała, mimo to dla Polski wysiłek się opłacił" - pisze "Süddeutsche Zeitung" w komentarzu "Nie tylko mroczne sosnowe lasy":

"Niemiec, który po raz pierwszy podróżował po Polsce, pisał: O wyglądzie kraju nie mogę donieść niczego wspaniałego. Są tu tylko rozległe pola, przeważnie żyzne, i gęste, mroczne lasy sosnowe. Podróżny nazywał się Heinrich Heine, jego zapiski pochodzą z roku 1822, z czasów, kiedy Polski nie można było znaleźć jako państwa na mapie świata. Dzisiaj Polska jest jednym z największych państw członkowskich UE, dlatego tym bardziej dziwi, że w oczach wielu Niemców (i w ogóle w oczach większość Europejczyków z Zachodu) od czasów Heinego niewiele się zmieniło. O palmę pierwszeństwa walczyły przy tym z sobą przebrzmiałe stereotypy i ogólny brak zainteresowania. I przyszło Euro 2012".



"Byłoby przesadą powiedzieć, że Europa od nowa odkryła przy tej okazji Polskę (...). Ale można było spotkać w ostatnich tygodniach niejednego, żądnego przygody Europejczyka, który ze zdumieniem stwierdził: Warszawa ma skyline! We Wrocławiu są świetne knajpy! Sopot ma wspaniałe plaże! W Krakowie czynsze rosną tak szybko jak na berlińskim Kreuzbergu! Sedno tych minimalnych odkryć brzmi: Polska jest dość normalnym krajem. Już chociażby dla tego rozeznania wysiłek się opłacił" - stwierdza gazeta.

Miały być "hordy prostytutek pod każdym hotelowym łóżkiem"

W komentarzu "Frankfurter Allgemeine Zeitung" czytamy: "Po meczu wie się więcej. Mistrzostwa są już przeszłością. I nie tylko nie liczy się już wiele z tego, co Europa zdawała się przedtem wiedzieć o krajach gospodarzy, ale także to i owo z opinii, jakie mieli o sobie samych Polacy i Ukraińcy. Chociażby sianie strachu. Przewidywany był chaos komunikacyjny, zmasowana pauperyzacja przyjezdnych kibiców spowodowana niemoralnymi cenami i hordami prostytutek pod każdym hotelowym łóżkiem.

Nawet brytyjskie BBC uległo pokusie zaprezentowania środowisk kibiców gospodarzy jako wylęgarni atawistycznej przemocy, rasizmu i antysemityzmu (...). Niemal nic z tego wszystkiego nie miało miejsca. Stadiony i lotniska zostały skończone, komunikacja funkcjonowała we wszystkich ośmiu miastach Polski i Ukrainy, w których odbywały się mecze (...)".

"Przede wszystkim jednak turniej minął przyjaźnie i radośnie. Ukraińscy i polscy chuligani wystylizowani na wytatuowane swastykami bestie, przed którymi musi drżeć każdy, kto nie jest jasnowłosy i niebieskooki, okazali się ufną młodzieżą, która, co prawda, kibicowała swoim drużynom, ale też po ich wypadnięciu z turnieju pozostała nienagannymi gospodarzami. Nie zmieniła tego też krótka uliczna rozróba w Warszawie przed meczem Polska-Rosja (...). Mistrzostwa te były manifestacją pokolenia urodzonego po '89 r., wolnego od historycznej traumy euronarodu charakteryzującego się radością, autoironią i zerem kompleksów" - komentuje "FAZ". "Także Polacy ku własnemu zdziwieniu stwierdzili, że jednak "nie są tacy inni niż mieszkańcy starej Europy nieco dalej na zachód" - dodaje gazeta.

Gospodarze pozostali sobie obcy

Polsce i Ukrainie zabrakło wspólnej tożsamości, stwierdza "Die Welt": "Prawdziwa wielkość gospodarza objawia się dopiero wtedy, kiedy impreza nie przebiega zgodnie z planem (mowa tu o wykluczeniu z turnieju obydwu reprezentacji - przyp. red.). Polska i Ukraina częściowo zdały ten egzamin, mimo że podział meczów na dwa państwa nie ułatwił sprawy. Tym bardziej że ME zabrakło czegoś takiego jak wspólna tożsamość. Creating history together - głosiło motto turnieju, ostatecznie jednak każdy chciał tworzyć własną historię" - komentuje dziennik.

Na ten sam temat "Süddeutsche Zeitung" wypowiada się w komentarzu "Trudni sąsiedzi": "Co prawda Polska okazała się dobrym gospodarzem i organizatorem ME, opinia publiczna na Zachodzie po raz pierwszy dostrzegła, że Polska zrobiła ogromny skok modernizacyjny. Ale ME ujawniły też słabości Polski. Reformy tkwią w korkach. Przede wszystkim ze względu na ociężałą biurokrację projekty dotyczące infrastruktury, takie jak autostrady i trasy kolei szybkiego ruchu realizowane są znacznie wolniej, niż obiecywano. Premier Donald Tusk, który z liberała w kwestiach światopoglądu i polityki ekonomicznej zamienił się w orędownika silnego państwa, musi nareszcie działać - także po to, by Polska nadal była wzorem dla sąsiadów na Wschodzie" - konstatuje monachijski dziennik.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM