Ukraińcy dumni z Euro: Pobiliśmy rekord

Wszystkie ukraińskie media podkreślają, że sukces mistrzostw Europy zmienił postrzeganie ich kraju na świecie. - Następnym gospodarzom Euro trudno będzie nas pokonać - ogłosił w telewizji bokser Witalij Kliczko, krytyk obecnej władzy
Ukraińcy, tak jak Polacy, prześcigają się w cytowaniu opinii na temat wielkiego sukcesu, jakim było Euro 2012. O ile jeszcze przed rozpoczęciem turnieju nieśmiało wspominano o planach organizacji mistrzostw świata w 2030 roku, to teraz gazety zachłystują się słowami hiszpańskich fanów, że w Kijowie powinny odbyć się igrzyska olimpijskie. Nikt już nie pamięta o policjantach, którzy wymusili łapówki od portugalskich dziennikarzy w Lwowie, okradaniu turystów czy fatalnych warunków na kijowskim polu namiotowym, przygotowanym dla szwedzkich turystów. Bo mimo kłopotów i wpadek, mistrzostwa okazały się sukcesem. - A przestępczość, mimo obaw, nie wzrosła - zaznaczono na poniedziałkowej konferencji prasowej.

Ukraińska poprzeczka

- Pokonaliśmy wszystkie strachy i przygotowaliśmy świetne mistrzostwa - podkreśla Kliczko. - Słyszymy od szefów UEFA, że kolejnym organizatorom będzie trudno pokonać wysoko zawieszoną poprzeczkę.

Ukraińcy z dumą podkreślają ogromny sukces stref kibica, które jeszcze przed półfinałami pobiły rekord frekwencji sprzed czterech lat (w Austrii i Szwajcarii bawiło się w nich 4,2 mln ludzi). Podkreślają, że największą była strefa w Kijowie, na Chreszczatiku i Majdanie Niezależności, którą odwiedziło ok. 1,5 mln ludzi. W Kijowie wypito ponad 500 tys. litrów piwa, zjedzono 8 kilometrów kiełbasek, 18 tys. porcji lodów i 1,6 tony hot-dogów.

Dla porównania w polskich strefach kibica według szacunków PL.2012 oglądało mecze ponad 3 mln ludzi. Rekord frekwencji został ustanowiony podczas spotkań Polski z Czechami i Rosji z Grecją - w pięciu miastach zgromadziło się 400 tys. fanów.

Cytują nawet Kissingera

Ukraińcy tak jak Polacy z dumą przytaczają chwalące ich artykuły z zagranicznych mediów czy też słowa wypowiadane przez znane osobistości. Cytowano nawet Henry'ego Kissingera, chwalącego Ukrainę za przygotowanie się do ogromnego przedsięwzięcia, jakim były mistrzostwa Europy. Z drugiej strony gazety nie stroniły od tytułów, że ulubionym zajęciem holenderskich fanów w Charkowie było picie piwa i obściskiwanie się z miejscowymi dziewczynami.

O Euro w Polsce pisano niewiele, dużo mniej niż u nas o Ukrainie. Po informacjach (niepotwierdzonych później), jakoby kibole w Krakowie obrażali piłkarzy Holandii, ukraińskie tabloidy grzmiały, że dobrze im tak, bo skoro grali w ich kraju, to mogli tam zamieszkać, a wtedy nie spotkałoby ich nic złego.

Ciemna strona Euro

Są jednak media, które pokazują Euro od ciemniejszej strony. Gazeta.ua opisuje, jak z Doniecka przed rozgrywanymi tam meczami z miasta wywieziono bezdomnych. - Wyłapywano nas już kilka dni przed rozpoczęciem mistrzostw i zamykano w wagonach - opowiada jeden z nich. Zatrzymanych przewieziono do Melitopola, miasta oddalonego o 300 km. - Kto nie chciał zostać, był bity przez milicjantów po nerkach - opowiadają "przymusowo przesiedleni". Portal przypomina, że już w ubiegłym roku mer miasta Aleksandr Łukianczenko zapowiadał, że w maju bezdomni zostaną wysiedleni do pobliskiej Makiejewki, gdzie powstało specjalne schronisko. W tym roku ogłosił, że bezdomni nie zakłócą przebiegu Euro, bo "od maja do września oni migrują na wybrzeże Morza Azowskiego, do strefy wypoczynkowej".

W Doniecku wita zespół z Rosji

O Doniecki mówiło się najwięcej. Na zachodzie kraju sporym echem odbiły się wydarzenia sprzed meczu Anglii z Francją, gdzie na pięknej Donbass Arenie gości witał zespół folklorystyczny... z Rosji. Mimo to socjologowie i politolodzy podkreślają, że Euro zjednoczyło wschód i zachód Ukrainy jak nigdy w ostatnim 20-leciu. - U większości naszych obywateli Euro spowodowało rozwinięcie narodowej tożsamości. Świadczą o tym flagi i barwy narodowe na samochodach. Kraj się zjednoczył - tłumaczą. A Hrihorij Surkis, prezydent ukraińskiej federacji piłkarskiej, podkreślił, że Polska i Ukraina pokazały, że nie są państwami gdzieś na Wschodzie, ale leżą w Europie. - Euro się skończyło, nie udało się zarobić tyle, ile zakładano, ale efekty mistrzostw będziemy widzieli przez kilka następnych lat - dodają ekonomiści.

Najwięcej zyska Lwów

Wicepremier Boris Kołesnikow twierdzi, że w czasie mistrzostw Ukrainę odwiedziło 1,8 mln kibiców z zagranicy, którzy w sumie wydali około miliarda dolarów. To o połowę mniej, niż zakładano przed rozpoczęciem Euro 2012. Przyczyny są dwie: negatywna kampania wywołana filmem BBC o rasizmie na stadionach, a także brak reprezentacji Rosji, która swoje mecze rozgrywała w Polsce. Dlatego Sol Campbell, były reprezentant Anglii, który w dokumencie BBC ostrzegał fanów przed wyjazdem na Ukrainę, uważany jest za nie mniejszego wroga od węgierskiego sędziego Victora Kassai, który nie uznał gola dla gospodarzy w spotkaniu z Anglikami. Według ekspertów najwięcej na mistrzostwach Europy może skorzystać Lwów, który liczy na 40-procentowy wzrost turystyki.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM