Przesłuchiwali ofiarę w zaświatach. Szokujące fakty ze śledztwa ws. neonazistów

W jaki sposób grupa neonazistów mogła przez dziesięć lat bezkarnie mordować imigrantów, napadać na policjantów i banki? W dochodzeniu prowadzonym przez specjalną komisję Bundestagu na jaw wychodzą coraz to nowe, szokujące fakty.
Jedenastu członków speckomisji to doświadczeni parlamentarzyści, których byle co nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi. Jednak z posiedzenia na posiedzenie widać rosnącą bezradność i frustrację posłów. Zarówno liczba błędów i zaniedbań, jak i ignorancja funkcjonariuszy służb specjalnych jest tak wielka, że zadają oni coraz częściej pytanie - czy niemieckie służby dorosły w ogóle do wypełniania powierzonych im zadań? I czy przez lata nie były ślepe na prawe oko?

Absurdalne pomyłki

Od stycznia 2012 r. komisja składająca się z przedstawicieli wszystkich klubów poselskich prawie na każdym posiedzeniu zajmuje się groteskowymi zaniedbaniami. Neonaziści z organizacji Narodowosocjalistyczne Podziemie (NSU) dopuścili się co najmniej dziesięciu zabójstw w pięciu krajach związkowych. Przy wszystkich używano tej samej broni, ale śledczy nie potrafili skojarzyć ich ze sobą. Wyniki śledztw prowadzone były oddzielnie w pięciu krajach związkowych. Nikt nie wpadł na pomysł, by je porównać albo przynajmniej wymienić informacje. Przestępcy, jak się okazuje, potrafili znakomicie wykorzystać słabości federalnie zorganizowanego państwa.

Co więcej, kiedy pojawiły się wreszcie poszlaki, że za serią zabójstw nie stoi turecka mafia, ale neonaziści, policja zlekceważyła je. Także kontrwywiad nie wpadł na trop NSU - pomimo kontrowersyjnej praktyki werbunku płatnych informatorów wśród samych neonazistów. Jak się okazało, poprzez takich właśnie tajnych współpracowników kontrwywiad miał dostęp do domniemanych sprawców - Uwe Bönhardta, Uwe Mundlosa i Beate Zschäpe, którzy ukrywali się w Saksonii. Przełomem stało się dopiero samobójstwo dwójki z nich w listopadzie 2011 roku i rozesłane pocztą wideo, w których - pośmiertnie - przyznali się do popełnionych morderstw.

"To jedno wielkie partactwo"

Dotychczasowa praca speckomisji unaocznia przede wszystkim ciężkie błędy poszczególnych funkcjonariuszy. Oburzenie posłów wywołała na przykład informacja o zatrudnieniu przez hamburską policję perskiego jasnowidza, który miał za zadanie "przesłuchać" w zaświatach jedną z ofiar. - Pod względem fachowym to jedno wielkie partactwo - skomentował Bernhard Falk, przesłuchany w charakterze eksperta były wiceprezes Federalnego Urzędu Kryminalnego.

Oprócz tego dochodzenie ujawniło ogromne problemy strukturalne. Współpraca różnych organów bezpieczeństwa w Niemczech po prostu nie funkcjonuje. Władze wymieniają między sobą za mało informacji - podsumował Clemens Binninger, reprezentujący w speckomisji Chrześcijańską Demokrację. Zarzucił im schematyzm i biurokrację. - Szokujące jest to, że policja i służby specjalne nawzajem się blokują - dodaje Wolfgang Wieland, przedstawiciel partii Zielonych w speckomisji. Kontrwywiad mógł dostarczyć policji kluczowych informacji. Tak było w Bawarii, gdzie jeden z analityków wysunął hipotezę o neonazistach jako sprawcach zbrodni. W żadnym momencie nie było koordynatora, który zebrałby wszystkie dostępne wskazówki. Pewne jest jedno - wizerunek organów bezpieczeństwa jest fatalny, a zaufanie do nich - zrujnowane.

Zniszczone akta

Ponurym punktem kulminacyjnym dotychczasowej pracy speckomisji jest ujawnienie informacji o zniszczeniu akt kontrwywiadu, dotyczących działań w środowisku neonazistów wokół NSU. - To nieprawdopodobny skandal - komentuje przedstawicielka socjaldemokratów w komisji Eva Högl. Posłowie chcą teraz wyjaśnić, czy nie była to próba zatuszowania jeszcze większego skandalu. Ujawnienie informacji o zniszczeniu akt spowodowało konsekwencje personalne - do dymisji podał się szef kontrwywiadu Heinz Fromm, a zdymisjonowany został prezes Urzędu Ochrony Konstytucji w Turyngii Thomas Sippel. Przesłuchanie Fromma przed speckomisją w czwartek (5.07.12) nie wniosło nic nowego. Nie potrafił on wyjaśnić, dlaczego jeden z jego podwładnych (odmawia zeznań) zdecydował o zniszczeniu akt. Przyznał jednak, że śledztwo w sprawie NSZ "było klęską niemieckich organów ścigania".

Prawie jak hydra

Członkowie komisji sarkastycznie przyznają, że każde pojedyncze pytanie powoduje powstanie trzech następnych. Punktem kulminacyjnym prac speckomisji będą zapewne przesłuchania ministrów. Wnioski z prac komisji dotyczące reformy struktury służb bezpieczeństwa mają zostać przedstawione w 2013 roku. Są jednak już pierwsze praktyczne kroki: do życia powołano wspólne centrum służb federalnych i krajów związkowych RFN do obrony przed neonazizmem. Ich najważniejszym instrumentem jest centralna baza danych o neonazistach, do których dostęp mają wszystkie organy ścigania.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''



DOSTĘP PREMIUM