Łukaszenka zaatakowany przez pluszaki. Bezprecedensowa akcja na Białorusi [WIDEO]

Podczas gdy 4 lipca nad USA trwał świąteczny pokaz fajerwerków, nad miasteczkami Białorusi padał deszcz... pluszowych misiów. Szwedzka awionetka naruszyła białoruską strefę powietrzną, aby w ramach protestu przeciwko łamaniu przez reżim Łukaszenki wolności słowa móc spuścić nad krajem swój nietypowy ładunek.
Przez dwa dni nie było wiadomo, czy Szwed Tomas Mazetti mówi prawdę, opowiadając, jak to awionetką nielegalnie wkroczył w białoruską przestrzeń powietrzną i w okolicach Mińska spuścił ładunek tysiąca pluszowych misiów. Władze w oficjalnych oświadczeniach dementowały, że podobny incydent się zdarzył, ale pojawia się coraz więcej dowodów na to, że pluszaki istotnie dołączyły do bojowników o wolność słowa na Białorusi - podaje "Radio Wolna Europa" (RFE/RL).

Choć Mińsk zaprzecza, by ktokolwiek naruszył jego przestrzeń powietrzną 4 lipca, to władze na Litwie przyznają, że tego samego dnia ktoś nielegalnie przekroczył ich granicę, kierując się właśnie w stronę Białorusi. Trwa postępowanie, które ma na celu wyjaśnienie, czy ów przelot mógł mieć coś wspólnego z akcją, która stała się znana pod nazwą "Zrzut Pluszowych Misiów 2012".



"Uciszenie nas jest niemożliwe"

Mazetti w rozmowie z Radiem Wolna Europa tłumaczył, że podjął się tej dość ryzykownej inicjatywy w celu zwrócenia uwagi na problem notorycznego łamania na Białorusi wolności obywatelskich, w tym wolności słowa. - Sytuacja wygląda niezmiennie od 20 lat, a ostatnio nawet jest gorzej - mówił Szwed. - Mam nadzieję, że tą akcją uświadomimy im, że poza nimi jest jeszcze cała reszta świata, której nie jest obojętne, co się tam dzieje - dodał.

Szturm pluszowych misiów miał miejsce w Iwieńcu, miasteczku znajdującym się ok. 50 km od Mińska i 80 km od granicy Białorusi z Litwą. Mieszkańcy okolicy przyznali, że widzieli przelatujący mały samolot, z którego spuszczane były małe paczki, którymi potem okazały się pluszaki z doczepionymi spadochronami i karteczkami z napisem: "Uciszenie nas jest niemożliwe".

Misie sprzątnęła miejska ekipa sprzątająca. - Sprzątnęliśmy paczki, które zabrała potem policja. Widziałam potem całą kolekcję maskotek na komisariacie - przyznała Swietłana Turko, pracownica służb sprzątających.



"Może nasza akcja doprowadzi do zmian"

Data 4 lipca nie była przypadkowa. Zaledwie dzień wcześniej Białoruś obchodziła swój Dzień Niepodległości, do świętowania którego zaangażowano dużą część zasobów militarnych. - Wiedzieliśmy, że w trakcie święta wszystkie jednostki powietrzne będą brały udział w paradach i pokazach, a generałowie wezmą udział w kolacji sowicie zaprawionej wódką. Liczyliśmy na to, że następnego ranka nie będą postawieni w stan najwyższej gotowości - wyznał Mazetti w rozmowie z RFE/RL.

Szwed liczył jednak na coś więcej. Przypomniał przypadek 19-latka z Niemiec, Mathiasa Rusta, który dokonał podobnego manewru w 1987 roku, kiedy przedarł się przez zabezpieczenia sowieckie i wylądował na placu Czerwonym w Moskwie. Wściekły Kreml dokonał wtedy czystki wśród swoich dowódców sił powietrznych.

- Sądzę, że kiedy wiadomość o naszym wyczynie dotrze do wystarczająco szerokiego gremium, Łukaszenka również będzie zmuszony do przeprowadzenia zmian w białoruskim rządzie - ma nadzieję Tomas Mazetti.

DOSTĘP PREMIUM