Żyje w obozie dla uchodźców i zarabia jako projektant WWW. Obóz też zarabia. Miliony dolarów rocznie

Dziewczyna w czarnej chuście na głowie przegląda Facebooka przez komórkę. Przed komputerem siedzą trzej chłopcy. Przez okno wpada podmuch gorącego powietrza, zostawiając na stole i klawiaturze warstwę kurzu. Centrum Nairobi? Nie, to obóz dla uchodźców Dadaab w Kenii, gdzie mieszka informatyk Mohammed.
Mohammed Baszir Szejk przyjechał do obozu dla uchodźców Dadaab z matką osiemnaście lat temu. Miał wtedy tylko cztery lata. Jego rodzina, podobnie jak tysiące jego rodaków, uciekła przed wojną domową w Somalii, szukając schronienia za granicą - w północno-wschodniej Kenii. Matkę stracił jako czternastolatek. - Po jej śmierci życie stało się jeszcze cięższe - mówi. Od tamtej pory wychowywała go starsza siostra. - Racja żywnościowa (6 kg kukurydzy, 300 g oleju i 400 g fasoli na 15 dni dla jednej osoby) ledwie wystarczała - mówi.

Uchodźca, właściciel firmy, projektant WWW

Do tej pory powierzchowna charakterystyka Mohammeda współgra z typowym obrazem uchodźcy. Ale tu kończą się stereotypy. Dziś 22-latek, choć nigdy nie opuścił obozu, nauczył się budować strony internetowe. Założył firmę i teraz uczy innych, jak korzystać z komputerów. Zazwyczaj można go znaleźć w rogu podobozu Ifo2 (przedłużenia obozu Hagadera, jednego z trzech części składowych kompleksu Dadaab) w prowizorycznej sali komputerowej. Prosty budynek z cegły, przykryty blachą falistą, z dwóch stron z przyklejonymi do niego chałupami stoi na jednym z zakoli bitych obozowych dróg.

Upał, kurz, islamscy bojownicy i internet

Przed komputerem siedzi trzech chłopców. Co chwilę przez okno wpada podmuch gorącego powietrza, zostawiając na stole i klawiaturze solidną warstwę kurzu. Pochłonięci technologią zdają się jej w ogóle nie zauważać. W przeciwnym rogu jedna z dwóch siedzących tam młodych dziewczyn z zakrytymi czarnymi chustami buibu głowami, pisze na klawiaturze telefonu komórkowego, rozmawia na Facebooku.

Taka scena mogłaby równie dobrze mieć miejsce w kafejce internetowej w centrum Nairobi. Tymczasem dzieje się w odizolowanym i jałowym zakątku północno-wschodniej Kenii, oddalonym od stolicy o 500 km. Do najbliższego miasta - Garissy - położonego 120 km od Dadaab, trzeba odbyć trzygodzinną podróż w parzącym słońcu i kurzu polnych dróg. Każda z grup zmierzających w przeciwną stronę, do obozu, proszona jest o wynajęcie uzbrojonej ochrony. Przydaje się zwłaszcza na ostatnim odcinku drogi, szczególnie narażonej na atak ze strony bojowników Al Shabaab.

Wychowanek obozu uchodźców zarabia na internecie

Kwestie bezpieczeństwa i niepewnej przyszłości nie przeszkadzają dziś trzem kilkunastoletnim chłopcom stukać z wigorem w klawiaturę. Wykonują polecenia Mohammeda, który uczy ich, jak nawigować wśród różnych programów.

Sala komputerowa w obozie to wyraz jego pasji. Sam nauczył się obsługiwać komputer dzięki warsztatom komputerowym oferowanym przez rozmaite organizacje non profit. Nie mógł kontynuować nauki w gimnazjum i uznał, że internet może zaoferować mu dalszy rozwój. Dzięki rozmowom w sieci nauczył się płynnie angielskiego. A internetowi przyjaciele z różnych krajów na świecie nauczyli go przydatnych komputerowych umiejętności.

Dla Mohammeda pewien Australijczyk specjalnie prowadził regularne "lekcje" przez Skype. - To zabawne, że nigdy nie poznałem go osobiście - mówi 22-latek. Później zagraniczny dziennikarz doradził mu, żeby wykupił domenę. Mohammed pożyczył 300 dolarów i zaczął projektować strony internetowe, w ten sposób zarabiając na życie. Od tamtej pory wśród jego klientów znalazły się różne społeczności i szkoły. Za jeden projekt zarabia ok. 500 dolarów. Średnio wykonuje trzy w roku.

Niedawno założył też sklep w obozowej kantynie, gdzie sprzedaje mleko, wodę i przybory szkolne. Handel przynosi mu dochód równy ok. 100 dolarom miesięcznie.

Jak informatyk samouk został biznesmenem

Mohammed, ojciec czwórki dzieci, przyznaje, że to znajomość informatyki dała mu możliwość zarobkowania. Teraz przekazuje swoje umiejętności następnemu pokoleniu. - Jestem szczęśliwy. Wiedza może przemieniać całe społeczności, nie tylko jednostki - mówi.

Salę komputerową otworzył dwa lata temu z kilkoma przyjaciółmi, po tym jak duńska organizacja charytatywna zaprosiła młodzież z obozu do składania pomysłów biznesowych. Główną nagrodą było 12 tys. dolarów. - Wygraliśmy i zdecydowaliśmy, że zainwestujemy pieniądze w projekt, który pomoże młodzieży - tłumaczy.

Miasto uchodźców ma pół miliona ludzi...

W tym roku przypada dwudziesta rocznica powstania obozu Dadaab. Urząd Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców (UNCHR), który zarządza kompleksem, założył pierwszy podobóz w 1992 roku zaraz po wybuchu wojny domowej w Somalii.

Kompleks miał pomieścić 90 tys. ludzi. Dziś żyje w nim ponad 460 tys. osób, w tym 10 tys. z trzeciego pokolenia. Sytuację w obozie pogarszają niekończące się konflikty w Somalii i najgorsza od sześćdziesięciu lat susza w Rogu Afryki. Uchodźców wciąż przybywa.

...i przynosi miliony dolarów dochodu

Kenijscy politycy wzywają do odesłania Somalijczyków do ojczyzny i do zamknięcia obozu, twierdząc, że są oni ciężarem dla tamtejszej ekonomii. Jednak, jak wskazuje raport z 2010 r. przygotowany na zamówienia kenijskiego, duńskiego i norweskiego rządu, uchodźcy przynoszą Kenii dochód rzędu 14 mln dolarów rocznie, częściowo ze sprzedaży inwentarza, mleka i innych dóbr do obozu. W dodatku firmy założone w Dadaab generują rocznie około 25 mln dolarów.

- Potencjał ludzki w uchodźcach jest ogromny - mówi Dominik Bartsch, z UNCHR. - Większości Somalijczyków w obozie wykazuje lojalność wobec Kenii bardziej niż Somalii. To powinno stać się motywacją dla władz do wprowadzenia struktury, która wykorzystując napływ ludności, umożliwi rozwój kraju - dodaje.

Jednak ze względu na surowe kenijskie prawo pracy i biurokrację, osoby takie jak Mohammed mogą zarabiać na utrzymanie tylko poprzez nieregularne zastrzyki pieniężne. W Kenii uchodźcy z wyuczonymi zawodami nie mogą pracować legalnie. A zarobione pieniądze, średnio ok. 60 dolarów na miesiąc, wystarczają im jedynie na pożywienie i ubranie. Nie mają dokumentów, nie mogą się przemieszczać, nie mogą założyć kont w bankach, których zresztą nie ma nawet w obozie.



Tłumaczenie i opracowanie tekstu Iwona Kadłuczka.

Artykuł powstał dzięki współpracy z PANOS London, członkiem PANOS Network - światowej sieci niezależnych instytutów, których celem jest zapewnienie efektywnego użycia informacji do debaty, pluralizmu i demokracji. Panos London promuje udział osób ubogich i wykluczonych w krajowych i międzynarodowych debatach na temat rozwoju za pośrednictwem mediów i projektów informacyjnych.

DOSTĘP PREMIUM