Albert Goering, brat Hermanna. Niemcy już gotowi na historię o "dobrym" Goeringu

Kilka lat temu młodego Australijczyka zafascynowała wiadomość, że Albert Goering, brat nazistowskiego zbrodniarza Hermanna, był antynazistą i ratował Żydów. Efektem jego zainteresowań była książka "34". W Niemczech ukazała się dopiero w maju tego roku. - 50 lat temu nikt nie chciał słuchać historii o "dobrym" Goeringu - skomentowała córka przedwojennego reżysera filmowego, który dzięki pomocy Alberta uciekł przed nazistami.
W 2005 r. Australijczyk William Hastings Burke kończy studia ekonomiczne na Uniwersytecie w Sidney. Nie zaczyna jednak kariery w finansach ani nie kontynuuje nauki. Od dawna intryguje go informacja, że Hermann Goering, marszałek III Rzeszy i najbliższy współpracownik Adolfa Hitlera, miał brata antynazistę. Burke postanowił zbadać historię życia Alberta Goeringa, który podczas II wojny światowej pomagał ofiarom hitlerowców. Spakował rzeczy i wyruszył w trzyletnią podróż po Ameryce i Europie w poszukiwaniu śladów działalności Alberta.

Po trzech latach badań napisał książkę "34". W Polsce została wydana w 2011 roku (pod tytułem "Lista Goeringa"), ale nie wzbudziła wielkiego zainteresowania. W Niemczech ukazała się dopiero w maju tego roku z tytułem: "Brat Hermanna, kim był Albert Goering".

Niemieckie media: nie taki z niego bohater

Niemiecki wydawca, Aufbau-Verlag, reklamuje ją jako biografię brata okrutnego Hermanna, stawiając Alberta w jednym szeregu z Oskarem Schindlerem, Raoulem Wallenbergiem i Clausem Stauffenbergiem. Ale recenzje w mediach są dość sceptyczne. "Die Welt" zarzuca książce reporterskie uproszczenia prawdy historycznej, wytyka też brak wyjaśnień motywacji Hermanna, który wiele razy nie tylko ulegał wstawiennictwom Alberta w obronie szykanowanych Żydów (dodajmy gwoli uściślenia, że chodziło tu o ówczesnych celebrytów), ale też ratował go przed aresztowaniem przez Gestapo, którego notabene Hermann był założycielem.

"Der Spiegel" z kolei próbuje odbrązowić Alberta, przypominając, że opuścił on drugą żonę, która umierała na raka, dla młodszej o 20 lat kobiety.

Niepodobni bracia Goering

Albert Goering, urodzony w 1895 r., był przeciwieństwem o dwa lata starszego brata Hermanna. Przyszły nazistowski zbrodniarz miał ekspansywne i gwałtowne usposobienie, był śmiały i władczy. Pewnego dnia przeciął wszystkie struny w szkolnych instrumentach, został za to wysłany do szkoły wojskowej. Nie zmartwił się tym, bo od dziecka pociągało go wojsko.

Alberta zaś cechował spokój, a nawet melancholia, choć miał buntowniczą naturę. W młodości mówiono o nim, że "jest smutnym chłopcem". Bardziej od wojaczki pociągała go kultura i sztuka. Lubił zamknięty w swoim pokoju czytać książki. Hermann podczas procesu norymberskiego powiedział, że "Albert był moją antytezą".

Nawet fizycznie bracia się różnili. Przyszły marszałek Rzeszy, Hermann, był przysadzistym blondynem, Albert zaś wysokim, szczupłym brunetem. W 1945 r., gdy obaj bracia siedzieli w więzieniu, strażnicy dziwili się, jak ten wątły mężczyzna mógł być bratem otyłego Hermanna.

Zbrodniarz i bon vivant

Bracia pochodzili z bogatej rodziny o szlacheckich korzeniach. Wśród przodków mieli m.in. kanclerza cesarskiej Austrii Klemensa von Metternicha. Ich ojciec był prawnikiem i dyplomatą. Pełnił m.in. funkcję pierwszego komisarza II Rzeszy w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej - dzisiejszej Namibii oraz konsula na Haiti i w Egipcie. W dzieciństwie niczego im nie brakowało.

Hermann Goering został asem lotnictwa w czasie I wojny światowej. Po klęsce II Rzeszy szybko związał się z Adolfem Hitlerem i jego partią - NSDAP. Wkrótce stał się jedną z głównych postaci ruchu nazistowskiego, by pół roku po wybuchu II wojny światowej zostać marszałkiem Wielkiej Rzeszy Niemieckiej, a w czerwcu 1941 oficjalnym następcą Hitlera.

Albert z kolei w czasie I wojny światowej służył na froncie jako technik łączności. W czasie walk dwukrotnie został poważnie ranny. Po zawarciu pokoju zajął się biznesem i... zabawą. Prowadził dosyć nieustabilizowane życie. Lubił alkohol i kobiety, miał opinie bon vivanta. Żenił się cztery razy. W 1928 r. został przedstawicielem firmy lotniczej Junkers w Austrii. Potem pracował tam w wytwórni filmowej Sascha-Film.

W przeciwieństwie do brata Albert od początku gardził narodowym socjalizmem. Gdy hitlerowcy wprowadzali dyktaturę w Niemczech, Albert na znak protestu zrzekł się niemieckiego obywatelstwa. Niestety nazizm, dopadł go po przyłączeniu w 1938 r. Austrii do Niemiec. Wtedy zaczęły się jego pierwsze zmagania ze zbrodniczym reżimem. Właśnie te zmagania opisał w swojej książce William Hasting Burke.

Brat marszałka szoruje ulice

Na początku Albert pomagał znajomym. Korzystając z nazwiska, pomógł uciec z okupowanej Austrii swojemu byłemu szefowi (z wytwórni filmowej) żydowskiego pochodzenia - Oskarowi Pilzerowi i jego rodzinie.

Naziści zagrażali również jego przyjacielowi o żydowskich korzeniach Jacques'owi Benbassatowi. Zorganizował jego ucieczkę do Szwajcarii. Albert powiedział mu wtedy: "Przyjaciel jest kimś, kto ryzykuje majątek, bezpieczeństwo, nawet życie, gdy tego potrzebujesz".

Zdarzały się mu również spontaniczne akty cywilnego oporu. Gdy pewnego razu natknął się na grupę żydowskich kobiet, którym policja kazała szorować bruk, w geście protestu przyłączył się do nich. Policja chciała go aresztować, ale znów zasłonił się nazwiskiem. Nie wiedząc, co robić, funkcjonariusze pozwolili i jemu, i Żydówkom odejść.

Nie bał się nawet Gestapo. Raz pobił dwóch funkcjonariuszy tajnej policji, gdy znęcali się na jednej z ulic Wiednia nad 75-letnią Żydówką. Dla każdej innej osoby oznaczałoby to wtedy śmierć, ale nie dla brata marszałka Rzeszy.

"Nazywam się Goering i potrzebuję pracowników z tego obozu"

W czasie wojny pracował jako dyrektor ds. eksportu broni w fabryce Skody w Protektoracie Czech i Moraw. Wspomagał ruch oporu w fabryce, ignorując przypadki sabotażu przez pracowników produkcji.

Bronił przy tym czeskich pracowników przed Gestapo. Gdy do obozu koncentracyjnego został zesłany lekarz zakładowy, Albert wysłał list z prośbą o jego uwolnienie z podpisem "Goering". Więzień został zwolniony, a zarządcy obozu nawet nie pomyśleli, że to mógł być Albert, nie Hermann. Produkcja zbrojeniowa dla Rzeszy w jego fabryce osiągała mizerne wyniki. W raportach tajnej policji można było przeczytać, że Albert Goering jest "defetystą najgorszego rodzaju".

Jedną z najbardziej śmiałych i niebezpiecznych akcji, opisywanych przez Burke'a, było wysłanie ciężarówek do obozu koncentracyjnego w Theresienstadt. Tam Albert powiedział strażnikom: "Jestem Albert Goering z zakładów Skody i potrzebuję pracowników". Zarządcy obozu bez wahania przekazali mu kilkudziesięciu więźniów. Albert ich potem przetransportował w odludne miejsce i wypuścił.

Jednak autentyczność tego faktu podważa "Die Welt" w recenzji książki Burke'a. Zwraca uwagę na to, że ta spektakularna akcja nie jest potwierdzona dokumentami, a tylko opowieściami z drugiej ręki.

"Hermann, jesteś taki ważny..."

Albert - pomimo wszystko - był do końca wojny w bliskich stosunkach z bratem. Twierdził, że Hermann wiedział o jego działaniach, ale dopóki nie uderzały w jego pozycję, przymykał na wszystko oczy.

Richard Sonnenfeldt, Amerykanin biorący udział w procesach norymberskich, wspominał w jednej ze swoich książek opowieść Alberta. Pewnego razu w czasie wojny przyszedł do brata i zapytał go: "Jesteś przecież taki ważny i potężny. Nie mógłbyś więc kazać wypuścić kilku Żydów - dobrych Żydów - z obozu koncentracyjnego?". Hermann, lubiący popisywać się przed bratem swoją władzą, wziął od niego imienną listę więzionych i odparł: "Mogę to zrobić, ale to ma być ostatni raz". Jak się potem okazało, wszyscy z listy zostali wypuszczeni.

Burke objaśnia te ludzkie odruchy zbrodniarza wyłącznie więzami krwi między braćmi.

Austriacka tygodniówka "Profil" przytacza w recenzji książki dawną wypowiedź Simona Wiesenthala na temat Alberta Goeringa, który miał być, podobnie jak jego siostra, dzieckiem z pozamałżeńskiego związku matki z Ritterem Hermannem von Epenstein - Żydem, który przeszedł na katolicyzm.

W tym kontekście - pisze "Profil" - znany cytat Hermanna Goeringa "O tym, kto jest Żydem, decyduję ja!" nabiera dla Wiesenthala wyjątkowego cynizmu: - Z jednej strony bronił on swojego półżydowskiego rodzeństwa, z drugiej zaś "zlecał bestii SS Heydrichowi ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej".

Nigdy nie zeznał przeciwko bratu

Gestapo kilkakrotnie aresztowało Alberta. W Berlinie wydano na niego wyrok śmierci. Jednakże Hermann zawsze wyciągał brata z kłopotów. Na dłużej do więzienia trafił dopiero po wojnie.

Alianci przetrzymywali go tylko dlatego, że był bratem zbrodniarza - śledczy nie mogli uwierzyć, że Albert Goering nie tylko nie miał nic na sumienia, ale i był jednoosobowym ruchem oporu. Na dowód Albert wręczył im listę 34 ludzi, którym uratował życie.

Dzięki ich zeznaniom oraz wstawiennictwu pracowników Skody został wypuszczony na wolność. Nigdy nie zdecydował się zeznawać przeciwko bratu, który tyle razy mu pomagał w czasie wojny. 15 października 1946 roku Hermann, już po skazaniu go na śmierć, zażył cyjanek. Wcześniej zdążył się pożegnać z bratem.

Zmarł w biedzie i zapomnieniu

Po uwolnieniu Albert żył w biedzie. Z powodu jego problemów z alkoholem i licznych romansów opuściła go żona. Przez nazwisko nie mógł znaleźć stałej pracy. Pomimo dobrego wykształcenia żył z dorywczych zajęć - był m.in. tłumaczem. Przeżył dzięki pomocy tych, których ratował, i skromnej emeryturze przyznanej przez rząd. Zmarł w zapomnieniu w 1966 r. Na sporządzonej przez niego liście były 34 osoby, którym uratował życie.

William Hastings Burke swoją książkę wydaną w 2009 r. zatytułował właśnie "34", jednak udokumentował, że Albert uratował życie lub wydostał z rąk nazistów łącznie 92 osoby. Australijski pisarz zabiega, by Alberta Goeringa uznano za Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.



Nikt wcześniej nie chciał słuchać historii o "dobrym" Goeringu

Postać Alberta Goeringa była dotąd w Niemczech mało znana. Pierwsza monografia angielskiego historyka Jamesa Wyllie (pt. "Albert Goering przeciw Hitlerowi, bratu i wszystkim nazistom") ukazała się na rynku niemieckim dopiero w 2006 r., 40 lat po śmierci Alberta. Szerokiej publiczności zapewne nie jest też znany artykuł Ernsta Neubacha (1900-1968), popularnego przed wojną reżysera filmowego i pisarza, który dzięki pomocy Alberta mógł uciec z Austrii przed nazistami. Neubach opublikował ów artykuł ("Mein Freund Goering", czyli "Mój przyjaciel Goering") w 1962 r. w monachijskiej tygodniówce "Deutsches Wochenmagazin".

Telewizja NDR z Hamburga dotarła w 2012 r. do córki Neubacha. Christine Schoeffel opowiada w wywiadzie, że 50 lat temu nikt nie chciał słuchać historii o "dobrym" Goeringu. Jej ojciec napisał również scenariusz do filmu o Albercie Goeringu pt. "Es gab auch andere" ("Byli również inni"), którego realizacji jednak nikt nie chciał się podjąć, bo - jak stwierdziła Schöffel - "wtedy czas jeszcze do tego nie dojrzał".



DOSTĘP PREMIUM