Coraz większa groźba zamachów na szkoły w Niemczech. "Szokujące liczby" i "nisza na rynku"

Nieopublikowana jak dotąd praca badawcza uniwersytetu w Kolonii po raz pierwszy wymienia liczbę ostrzeżeń przed zamachami na niemieckie szkoły. Liczby są szokujące. Szkoły wyciągają wnioski
Od czasu ostatniej masakry w Niemczech - w szkole w Winnenden w Badenii-Wirtembergii - psycholog Sarah Neuhäuser zarejestrowała czterokrotny wzrost liczby gróźb zamachów na szkoły z użyciem broni palnej. W latach 2006-2010 zanotowano 2016 tego typu sygnałów. W Niemczech, ze względu na federacyjny charakter państwa, sygnały te rejestrowane są tylko na poziomie krajów związkowych. Nie ma jak dotąd centralnego rejestru. Różnie wygląda też reakcja ze strony władz oświatowych poszczególnych landów na rosnące zagrożenie.

W Badenii-Wirtembergii na przykład stawia się na fachową opiekę i poradnictwo dla uczniów. Liczba psychologów szkolnych ma zostać podwojona w ciągu najbliższych trzech lat do 200.

Turyngia i Berlin koncentrują się z kolei na programach antymobbingowych (mobbing bywa częstą przyczyną agresji). Władze tych landów finansują specjalne szkolenia dla nauczycieli i rodziców. Celem szkoleń jest umożliwienie wczesnego wykrywania niebezpieczeństwa oraz umiejętność prawidłowej interpretacji sygnałów ostrzegawczych.

W przypadku dotychczasowych masakr w niemieckich szkołach zawsze były takie sygnały. Przeważnie sprawcami byli uczniowie, którzy interesowali się bronią i brutalnymi grami komputerowymi. Często nie dawali sobie rady z presją otoczenia. Uczniom, którzy pasują do tego schematu, ma zostać zaoferowana pomoc.

Innowacje techniczne tak, ale bez bramek i czipów

Po zamachach w Erfurcie, Emsdetten i Winnenden wielu polityków domagało się wyposażenia szkół w różnego rodzaju systemy bezpieczeństwa. Dyskutowano m.in. nad wykrywaczami metali przy wejściu albo kartami czipowymi umożliwiającymi dostęp do szkoły, nie zdecydowano się jednak ostatecznie na żadną z tych możliwości. - Chcemy atmosfery, w której uczniowie będą się dobrze czuli - oświadczyły organizacje branżowe nauczycieli.

Wprowadzono jednak innowacje techniczne. I tak niemal we wszystkich szkołach istnieje system alarmowy, który automatycznie zawiadamia policję o zagrożeniu. Drzwi do klas zostały wyposażone w specjalne klamki umożliwiające - w razie potrzeby - ich zablokowanie od wewnątrz. Poszczególne budynki szkolne maluje się na różne kolory, tak by ułatwić orientację policjantom w czasie ewentualnej interwencji. Nauczyciele otrzymali też specjalne pagery, które umożliwić mają łatwiejszą komunikację ze służbami.

Tylko w niewielu szkołach znaleźć można kamery wideo. Takie inwestycje okazały się za drogie. Jedynie 16 szkół w jednej z najbardziej zagrożonych dzielnic Berlina Neukoelln zdecydowało się na usługi prywatnych firm ochroniarskich. Ich pracownicy uzbrojeni są jedynie w telefony komórkowe.

Rynkowa nisza i brak ćwiczeń, by nie prowokować

Mimo ponawianych apeli władz oświatowych jedna trzecia niemieckich szkół nie ma jasnej koncepcji działania na wypadek zamachu na placówkę. Jednocześnie władze odradzają przeprowadzanie oficjalnych ćwiczeń, by nie prowokować ewentualnych zamachowców.

Tragedie ostatnich lat uświadomiły istnienie pewnej niszy rynkowej. Patrick Kane założył firmę, która trudni się doradzaniem dyrektorom szkół i wypracowywaniem procedur na wypadek zamachów. - Prawie codziennie otrzymujemy zapytania o pomoc - mówi Kane.

Jego zdaniem ważne jest, żeby nie dopuścić do fałszywych alarmów. W sytuacji prawdziwego zagrożenia najważniejsze jest natomiast, by potrzebne informacje trafiły tam, gdzie trzeba. - W wielu przypadkach zanim pojawi się policja, odpowiedzialność spoczywa na dyrekcji szkoły - wyjaśnia Kane.

Eksperci są zgodni co do tego, że nowe procedury podwyższają bezpieczeństwo uczniów i nauczycieli. Stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa nigdy jednak nie będzie.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM