"Psujecie opinię swoim rodakom" - niemiecki prokurator do polskich złodziei aut

W Bambergu skazano na kary więzienia polskich złodziei samochodów. W mowie oskarżycielskiej prokurator mówił o ich uczciwie pracujących rodakach. To nowa jakość w walce policji z kradzieżami z udziałem Polaków.
Przy każdej kradzieży samochodów w Niemczech pokutuje utarte mniemanie: to sprawka Polaków. Początek mowy oskarżycielskiej prokuratora generalnego w Bambergu z 2 sierpnia na procesie szóstki polskich złodziei samochodów zabrzmiał jak wyzwanie rzucone pokutującym w Niemczech stereotypom. Martin Dippold, patrząc w stronę oskarżonych powiedział dobitnie: - Swoją kryminalną energią dyskredytujecie dobre imię Polaków, którzy uczciwie zarabiają na życie.

Młodzi Polacy - w wieku od 21 do 34 lat - ukradli ogółem 50 aut marek VW i Audi, o wartości blisko pół miliona euro. Kradli przeważnie w nocy, średnio dwa do trzech pojazdów na całym terenie Niemiec. Wyposażeni w nowoczesny sprzęt elektroniczny pokonywali zabezpieczenia antywłamaniowe i uruchamiając pojazd bez kluczyka odjeżdżali, nie zwracając na siebie uwagi.

Obserwacje śledczych wskazywały na przestępczość zorganizowaną. - Porównywaliśmy mechanizmy działania złodziei w innych miejscach i stwierdziliśmy podobieństwa - wyjaśnia Dippold. Gangi operowały według podobnych schematów. Ich członków aresztowano systematycznie. Pierwszych ujęto po spektakularnym pościgu na autostradzie w listopadzie 2011 r. Otrzymali kary od 21 miesięcy do 5 lat więzienia. Polak, który na stałe mieszka w Niemczech, otrzymał wyrok z zawieszeniem.

Przewodniczący zespołu sędziowskiego stwierdził w uzasadnieniu wyroku, że do kradzieży zmuszała Polaków "zła sytuacja materialna". - Dla czystej przyjemności na pewno nie popełniali tych przestępstw - zaznaczył. Ale łagodniejsze wyroki byłyby - powiedział - złym sygnałem dla opinii publicznej i możliwych naśladowców.

Z Polski auta przerzucane są dalej, nawet do Azji

Według statystyk policyjnych ilość kradzieży w Niemczech wzrosła w latach 2007-2011 o 22,5 proc., w Brandenburgii i w Saksonii podwoiła się. W Berlinie odnotowano wzrost kradzieży aut o 60 proc.

Wyniki dochodzeń Federalnej Policji Kryminalnej (Bundeskriminalamt) oraz krajowych biur śledczych (Landeskriminalamt) opublikowano w tym roku w specjalnym raporcie, z którego wynika, że większość skradzionych pojazdów jest przerzucana do Polski, a stamtąd dalej, do Europy Wschodniej a nawet krajów azjatyckich, takich jak Tadżykistan czy Uzbekistan.

"Grupy złodziei wyposażone są w najnowocześniejsze urządzenia elektroniczne" - można przeczytać w raporcie. Najczęściej są kradzione auta marek Audi, Mercedes, BMW i VW, a ostatnio także Toyoty i Skody.

Specjalna policja SoKo i czujność Niemców

W Brandenburgii działa od 2011 r. Specjalna Grupa Operacyjna Niemieckiej Policji Pogranicza, w skrócie SoKo "Grenze". Kontroluje miejscowości przygraniczne oraz autostrady prowadzące do Berlina. Na początku sierpnia SoKo skontrolowała na pograniczu od Uckermark po Frankfurt nad Odrą 878 pojazdów i 1200 osób. Aresztowano Polaków w wieku od 19 do 24 lat, podejrzanych o kradzież maszyn budowlanych w Saksonii i Nadrenii-Palatynacie i odzyskano skradziony transporter marki VW.

W walce z kradzieżami kluczową rolę odgrywa stała obecność policji - tego domagali się poszkodowani mieszkańcy niemieckiego pogranicza. Wyczuleni na kradzieże, gdy zaobserwują coś podejrzanego, natychmiast dzwonią na policję. Dzięki temu ujęto np. na początku sierpnia dwóch polskich obywateli (28 i 29 lat), którzy wjechali mercedesem między dwie ciężarówki i kradli paliwo z baków. W Pasewalku zatrzymano parę (20 i 19 lat) z Polski z przyczepą na niemieckich numerach, którą ukradli razem z ładunkiem.

W brandenburskim Prenzlau sąd skazał niedawno na rok więzienia Polaka, który ukradł z parkingu samochód marki Audi o wartości 20 tys. euro. 24-latek wpadł, gdyż przy poprzedniej kradzieży jechał za szybko i fotoradar zrobił mu zdjęcie. To tylko kilka przykładów z lokalnej prasy.

Saksonia: obławy na złodziei aut

Saksońska policja wypowiedziała jeszcze ostrzejszą wojnę złodziejom samochodów. 11 lipca policja zorganizowała w Dreźnie operację "Helios". Skontrolowało 868 pojazdów. Złodziei aut nie złapano, za to zatrzymano Polaka, który przewoził kradzione urządzenia.

20 lipca przeprowadzono kolejną kontrolę, tym razem 4,1 tys. aut i 4,5 tys. osób - z lepszym skutkiem. W pierwszej połowie br. odnotowano o 68 proc. kradzieży aut więcej niż w porównywalnym okresie roku 2011. Komendant saksońskiej policji Dieter Kroll zapowiedział kolejne obławy.

Na początku sierpnia 34-letni Polak został zatrzymany na autostradzie wiodącej w kierunku Goerlitz w skradzionej w Gerze z parkingu dealera mazdzie. Złodziej wpadł, bo miał przymocowaną tablicę rejestracyjną ze skradzionego wcześniej daihatsu.

Polska policja pomaga Niemcom - ofiarami kradzieży są też Polacy

Pod koniec lipca dzięki współpracy polskiej i niemieckiej policji rozbito zorganizowaną grupę przestępczą z Polski, operującą głównie w Brandenburgii i Berlinie. Polacy ukradli 50 samochodów japońskich marek o wartości 750 tys. euro. Warszawscy funkcjonariusze przebywali przez trzy tygodnie w Niemczech, uczestnicząc w dochodzeniu.

W Saksonii działa od lipca wspólna grupa dochodzeniowa "Nysa", która ma docelowo liczyć 20 funkcjonariuszy. Jej zadaniem jest walka z przestępczością transgraniczną, szczególnie "samochodową".

W Niemczech kradną samochody także Polakom. W bawarskim Villach 3 sierpnia ukradziono wartą 24 tys. euro ekskluzywną limuzynę bmw 320i coupe na polskich numerach.

Artykuł pochodzi z serwisu "Deutsche Welle".



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM