Jest więcej kompromitujących zdjęć księcia Harry'ego? "Fotografie, filmy... Różne rzeczy"

Możliwe, że wkrótce świat zobaczy jeszcze więcej kompromitujących zdjęć księcia Harry'ego. Guru brytyjskiego PR-u Max Clifford oświadczył dziś, że skontaktowały się z nim dwie kolejne uczestniczki imprezy w Las Vegas, podczas której powstały niesławne fotografie młodego kandydata do tronu. - Mówiły, że mają jeszcze więcej różnego rodzaju materiałów - zdradził.
Zdjęcia nagiego księcia opublikował amerykański portal plotkarski TMZ. Widać na nich Harry'ego na imprezie w hotelu w Las Vegas. Na niektórych zdjęciach książę jest kompletnie nagi, a genitalia zasłania ręką, na innych przytula do siebie - również nagą - kobietę. Później tłumaczył się, że grał w rozbierany bilard.

Kompromitujące zdjęcia udostępniła mediom jedna z 15 obecnych w hotelowym apartamencie księcia kobiet. Według przyjaciela księcia, Arthura Landona, pogwałciła ona prawa gościnności, ujawniając zrobione podczas feralnego wieczoru zdjęcia gospodarza.

"To byłoby pogwałceniem prawa do prywatności"

Dziś tymczasem Max Clifford, znany z negocjowania z gwiazdami wywiadów na najbardziej newralgiczne tematy, ujawnił, że skontaktowały się z nim dwie kolejne uczestniczki imprezy księcia w Las Vegas. Miały mu zaproponować udostępnienie jeszcze większej liczby "zdjęć Harry'ego, filmów i innych rzeczy".

Guru brytyjskiego PR-u przyznał jednak, że nie mógłby usprawiedliwić przyjęcia jakichkolwiek materiałów. - To byłoby pogwałceniem prawa do prywatności. Dlatego odmówiłem - powiedział.

"Interes publiczny może usprawiedliwić publikację zdjęć"

Zdecydowana większość brytyjskich mediów była tego samego zdania, odmawiając publikacji zdjęć. Wyłamał się jedynie tabloid Ruperta Murdocha "The Sun". Dziennik oświadczył, że publikacja zdjęć - w najbardziej prominentnym miejscu gazety, na pierwszej stronie - odbyła się w jak najlepiej pojętym interesie opinii publicznej, która ma prawo wiedzieć, co za granicą porabia książę, który reprezentuje kraj podczas oficjalnych okazji.

Prawnik zajmujący się sprawami pogwałcenia prywatności - Chris Hutchings - przyznał, że to może być wystarczająca linia obrony dla "The Sun". - Jeżeli założymy, że książę Harry reprezentuje swój kraj na całym świecie, to te zdjęcia podają w wątpliwość, czy rzeczywiście dobrze spełnia rolę brytyjskiego ambasadora - tłumaczył Hutchings. - Mimo to "The Sun" podjął skalkulowane ryzyko, publikując zdjęcia o tak intymnym charakterze - dodał.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM