Kontrowersyjni, konserwatywni, kochani przez Amerykanów [TWARZE FOX NEWS]

Wygadani, inteligentni, zazwyczaj kontrowersyjni. Można ich kochać lub nienawidzić, ale nie można przejść obok nich obojętnie. To oni zapewniają swojej stacji pozycję najpopularniejszej telewizji informacyjnej w USA. Poznajcie czołowych dziennikarzy i prezenterów Fox News.
Bill O'Reilly, król rankingów oglądalności i wróg raperów

fot. World Affairs Council of Philadelphia/ Creative Commons Attribution 3.0 Unported license

To najjaśniejsza gwiazda Fox News - gospodarz najpopularniejszego od 10 lat programu informacyjnego w amerykańskiej TV "The O'Reilly Factor". Regularnie ogląda go ponad 3 mln Amerykanów.

O'Reilly sam określa siebie mianem "tradycjonalisty", ale: jest przeciwny karze śmierci, chce ograniczenia prawa do broni oraz (uwaga!) martwi się globalnym ociepleniem i środowiskiem (to wręcz niespotykane wśród amerykańskich konserwatystów, dla których ekologia jest wymysłem lewactwa). Jak mówi, potrafi zidentyfikować się z problemami przeciętnego Amerykanina, bo pochodzi z biednej rodziny.

Szorstka przyjaźń łączy go z jednym z czołowych wrogów Fox News - komikiem i gospodarzem "Daily Show" Jonem Stewartem. Od czasu do czasu lubią nawzajem odwiedzić swoje programy i pożartować. Po debacie kandydatów na wiceprezydentów (Paula Ryana i Joe Bidena) panowie zaplanowali własną debatę.



Nie lubi za to raperów - w 2002 r. wezwał w swoim programie Amerykanów do bojkotu Pepsi, która zatrudniła w reklamie Ludacrisa. O'Reilly skrytykował muzyka za "promowanie przemocy, narkotyków i brak szacunku dla kobiet". A dzień później triumfalnie doniósł, że Pepsi zerwała kontrakt z raperem. O "poniżanie kobiet" oskarżył też Akona, senegalskiego rapera i piosenkarza r&b.

W swoim programie często pokazuje pazury. W jednym z odcinków ostro pokłócił się z kolegą ze stacji - Geraldo Rivierą. Panowie przez kilka minut wrzeszczeli na siebie, niemal doszło do rękoczynów. - Ile czasu mamy? Minutę? - spytał O'Reilly reżyserki w pewnym momencie - OK. Geraldo, dokończymy rozmowę na twoim show - zakończył grzecznie.



Szerokim echem odbiły się jego wypowiedzi na temat członków ruchu Occupy Wall Street. O'Reilly wielokrotnie pytał "kto sponsoruje ten ruch" i wyrażał zatroskanie "rosnącą przemocą i kosztami protestu". W końcu wypalił z grubej rury: - Są bezrobotni, bo nie chcą pracować! Dla absolwentów koledżu stopa bezrobocia wynosi tylko 4,5 procent! To, co ludzie powinni zrobić, to wziąć prysznic i znaleźć sobie pracę! - mówił dobitnie.

I cukierek na koniec - O'Reilly zagrał samego siebie w filmie "Transformers 3", gdzie ostro krytykował wojnę z Deceptikonami.

Sean Hannity: Occupy Wall Street? To brudni hipisi i gwałciciele

fot. foxnews.com

Autor popularnych książek, m.in. "Wybaw nas od złego: pokonywanie terroryzmu, despotyzmu i liberalizmu" czy "Konserwatywne zwycięstwo: pokonywanie radykalnego programu Obamy".

Zanim trafił do Fox News, pracował m.in. w uniwersyteckiej rozgłośni radiowej KCSB FM, skąd został zwolniony po pewnym incydencie: do dzwoniącej słuchaczki-lesbijki powiedział: "żal mi twojego dziecka". Niezrażony tym zamieścił w mediach reklamy samego siebie, przedstawiając się jako "wywołujący najwięcej dyskusji prezenter radiowy w USA" i dostał ofertę pracy z innego radia.

Do Fox News dołączył w 1996 r. Przez 12 lat prowadził razem z Alanem Colmesem popularny program "Hannity&Colmes". Od czterech lat ma swój własny show, który popularnością ustępuje jedynie programowi redakcyjnego kolegi Billa O'Reilly. Słynie z prowokacyjnego i żywiołowego komentowania bieżących wydarzeń, potrafi bez skrupułów krytykować zaproszonych do studia gości.

Podobnie jak O'Reilly nie przepada za Occupy Wall Street. Członków ruchu przedstawiał jako brudnych hipisów, narkomanów, uprawiających publicznie seks, alkoholików i gwałcicieli. Organizatora protestów zmieszał z błotem w swoim programie: - Mam dla ciebie nową ideę: przestań tracić czas na Wall Street, wstań o szóstej rano, wypij kawę, przestań narzekać, przestań obwiniać wszystkich, podnieś tyłek z łóżka i znajdź pracę - radził.



Jest praktykującym katolikiem, ale popiera prawo do antykoncepcji. Raz stwierdził na antenie, że jeśli zostanie za to ekskomunikowany, to przyłączy się do baptystów.

Megyn Kelly. Atrakcyjna prawniczka plus cięty język i niezależność

fot. public domain

Megyn Kelly, prowadząca "America Live", to ktoś więcej niż kolejna telegeniczna blondynka na telewizyjnym ekranie. Zanim została dziennikarką, przez 9 lat pracowała w Waszyngtonie jako prawniczka. Karierę dziennikarską zaczęła w lokalnej stacji związanej z ABC. Szybko zwróciła uwagę decydentów w telewizji Fox, z którą związana jest od 2004 r. Jej uroda pasuje do standardów Fox News - na wizji dominują fotogeniczne, młodo wyglądające blondynki (trudno w to uwierzyć, ale Megyn skończyła 40 lat), mocno wymalowane, ubrane w dopasowane sukienki w intensywnych kolorach. Ale Kelly dorzuca coś więcej - dociekliwość, inteligencję i umiejętność zadawania właściwych pytań.

Jej prawnicze doświadczenie pomogło, gdy podczas relacjonowania decyzji Sądu Apelacyjnego wydającego wyrok w sprawie konstytucjonalności reformy ustawy zdrowotnej (tzw. Obamacare), Fox News początkowo poinformował widzów, że Obamacare nie jest zgodna z amerykańską konstytucją (ten sam błąd popełniła także telewizja CNN). To Kelly zauważyła, że Sąd Apelacyjny wcale nie tak zadecydował.



Ale Megyn Kelly ceniona jest nie tylko za wygląd czy inteligencję. To jedna z tych osób pracujących dla Fox News, której opinie nie zawsze pokrywają się z tymi wyrażanymi przez innych dziennikarzy i prowadzących programy w tej telewizji. Nie ma oporów, by krytykować słowa wypowiedziane przez konserwatywnych publicystów. Media donosiły o tym, jak w dyskusji na temat urlopu macierzyńskiego, jej zdanie wyraźnie odstawało od poglądów wyrażanych przez konserwatystów. Potrafi także na wizji spierać się z Billem O'Reillym, konserwatywną megagwiazdą telewizyjną.



I widzowie to cenią - oglądalność prowadzonego przez Kelly programu rośnie. W tym roku relacjonowała dla Fox obie konwencje partyjne - to spore wyróżnienie.

Shepard Smith. Widzowie mu ufają, więc świetnie zarabia

fot. foxnews.com

Shepard Smith związany jest ze stacją Fox od 1996 r. Podobnie jak Megyn Kelly nieco odstaje światopoglądowo od tego, co zazwyczaj można usłyszeć na antenie Fox News. To Shep i Megyn uznali, że Chick-fil-A Appreciation Day (akcja konserwatystów namawiająca do korzystania z sieci restauracji, której właściciele wspierają walkę z homoseksualizmem), to pochwała nietolerancji. Shepard Smith jest wysoko ceniony przez widzów, prowadzony przez niego program Studio B jest chętnie oglądany, a jego płaca jest jedną z najwyższych w branży (zarabia 7-8 mln dolarów rocznie). Ale Fox News wie, za co płaci. Program prowadzony przez Sheparda jest jednym z najczęściej oglądanych programów w telewizjach informacyjnych, widzowie mu ufają i wierzą w jego obiektywizm.

Gdy w maju Smith pochwalił na antenie prezydenta Baracka Obamę za słowa poparcia dla małżeństw jednopłciowych, wielu mogło zakrztusić się kawą. A Smith poszedł dalej - powiedział, że Partia Republikańska nie ma racji i że znajduje się po złej stronie.



Mówi się, że Shepard i Megyn to renegaci, którzy ryzykują zakończenie pracy z Foxem. Ale tak naprawdę ich opinie pomagają stacji telewizyjnej. Po pierwsze pokazują, że stacja jest różnorodna, a poglądy, które są wyrażane na wizji, pluralistyczne. Po drugie Kelly i Smith podobają się młodszej widowni - tak bardzo pożądanej przez reklamodawców.

Greta van Susteren. Rzuciła CNN. Liberalna, ale powściągliwa

fot. foxnews.com

Do Fox News dołączyła w 2002 r. Wcześniej przez około 10 lat pracowała w CNN.

Jej specjalność to procesy. Sławę zyskała regularnie komentując w CNN głośny proces OJ Simpsona. Widzowie zakochali się w jej naturalnym, niewymuszonym sposobie bycia.

W CNN (przez długi czas najpopularniejszej stacji informacyjnej w USA, która w ostatnich latach dramatycznie straciła popularność na rzecz Fox News) przestało się jej podobać, gdy stacja zwolniła 10 proc. pracowników niskiego szczebla. Van Susteren oskarżyła telewizję o pozbywanie się "kobiet i mniejszości", a wkrótce później złożyła rezygnację.

Przed pierwszym pojawieniem się na antenie Fox News van Susteren z pomocą chirurga plastycznego zlikwidowała worki pod oczami, do czego od razu otwarcie się przyznała. Rozpoczęła tym samym ogólnonarodową dyskusję nad tym, czy wygląd dziennikarzy pracujących w stacjach informacyjnych powinien mieć jakiekolwiek znaczenie.



W Fox News relacjonowała najgłośniejsze procesy w USA - Michaela Jacksona, Scotta Petersona (mężczyzny oskarżonego o zabicie ciężarnej żony), Casey Anthony (20-latki oskarżonej o zabicie córeczki) i proces po śmierci Anny Nicole Smith.

Od reszty gwiazd Fox News odstaje pod kilkoma względami. Po pierwsze jest liberałem - tak określił ją sam Rupert Murdoch, a po drugie nie obnosi się w programie ze swoimi poglądami i wyrażanie ostrych opinii pozostawia swoim gościom.

Jednym z jej największych wielbicieli jest jej mąż - prawnik John Coale. Publicznie chwalił się, że jego żona wygrywa pojedynek na popularność z Andersonem Cooperem - jednym z najbardziej znanych dziennikarzy CNN.

I ciekawostka: razem z mężem są członkami Kościoła scjentologicznego.

Geraldo Rivera. Człowiek z misją. Tajne plany zdradził na antenie

fot. Justin Hoch/ Creative Commons Attribution 2.0 Generic license

Właściciel największych wąsów w amerykańskiej TV. Ich szlachecki wygląd wskazywałby na polskie pochodzenie, ale Geraldo ma korzenie rosyjsko-portorykańskie.

Sławę w telewizji osiągnął jeszcze przed przyjściem do Fox News. W latach 80. prowadził słynny talk-show "Geraldo". W czasie jednego z programów zaprosił do studia skinheadów i Afroamerykanów. Okazało się to mieszanką wybuchową. Pomiędzy gośćmi rozpętała się bójka, a Geraldo rozdzielając ich połamał nos.



Do Fox News przeszedł po atakach na WTC i pojechał do Afganistanu jako korespondent wojenny. To prawdziwy "człowiek z misją", ale nadgorliwość kilka razy wpędziła go w kłopoty. Nieomal stracił pracę po tym, gdy zaczął na antenie opisywać szczegóły planowanej przez wojska USA operacji w Iraku, narysował nawet mapę na piasku. Podczas ataku huraganu Katrina w 2005 r. wdał się w awanturę z dziennikarzami "New York Times", którzy stwierdzili, że odepchnął ratownika, by nagrać się przy pomaganiu kobiecie na wózku inwalidzkim.



Ostatnio sporo zamieszania wywołał wypowiedzią o śmierci Treyvona Martina (czarnoskórego nastolatka zastrzelonego przez członka patrolu sąsiedzkiego). Rivera obwinił za śmierć jego strój - spodnie z opadającym krokiem i bluzę z kapturem - i pouczył wszystkich Afroamerykanów i Latynosów, by nie pozwalali swoim dzieciom ubierać się w taki sposób. Po fali oburzenia przeprosił za tę wypowiedź.

Glenn Beck. Wróg socjalistów. Wszędzie widział układ i spisek



Nie pracuje już w Fox News, ale przez kilka lat był zdecydowanie najbarwniejszą postacią stacji - w równym stopniu kochany, co znienawidzony, wyśmiewany co poważany. Zwolennicy twierdzą, że jest bojownikiem na rzecz tradycyjnych amerykańskich wartości, przeciwnicy uważają go za oszołoma, paranoika i propagatora teorii spiskowych.

Beck doświadczył wielu dramatów: samobójstwo matki i brata, rozwód, depresję, ciężką chorobę córki, kilkunastoletnie zmaganie z uzależnieniem od alkoholu i marihuany. Pociechę odnalazł w religii - od kilku lat jest gorliwym członkiem Kościoła mormońskiego.

Sam siebie określa jako konserwatystę "z libertariańskimi skłonnościami". Rodzina, to jego zdaniem kamień węgielny społeczeństwa. Uważa, że tajna organizacja progresywistów chce przejąć władzę w Ameryce (mają do niej należeć m.in. Al Gore, biznesmen George Soros i Barack Obama, współpracują z organizacjami takimi jak Goldman Sachs czy Chicago Climate Exchange). Beck wielokrotnie zaprzysięgał, że "do dnia swojej śmierci" będzie tępił progresywizm i porównał się nawet do łowców nazistów.



Niezmiennie wysoką oglądalność i słuchalność (najpierw swoich programów w CNN, potem w Fox News) zawdzięcza, zdaniem krytyków, stosowaniu agresywnej i podburzającej retoryki. Analitycy starając się wytłumaczyć popularność Becka określają jego program jako "mieszankę nauk moralnych, ataków słusznego gniewu i apokaliptycznych wizji przyszłości - oddającą odczucia wyalienowania niektórych Amerykanów". Kolega ze stacji określił jego studio mianem "komnaty grozy", na co Beck odparł, że woli określenie "pokój zguby".

Kontrowersyjne wypowiedzi to wręcz jego znak firmowy. Powiedział m.in., że tsunami i trzęsienie ziemi w Japonii to kara za odwrócenie się od Boga. Po ataku terrorystycznym Andersa Breivika na Oslo i Utoyę porównał członków młodzieżówki norweskiej Partii Pracy do Hitlerjugend.

Lubi też przedstawiać swoje teorie na tablicy. Podczas jednego z programów wyrysował "Drzewo rewolucji", którego korzeniami są Che Guevara, Woodrow Wilson i Saul Alinsky, a jednym z liści prezydent Barack Obama.

fot. foxnews.com

30 czerwca 2011 r. pożegnał się z widzami w charakterystyczny dla siebie sposób: - Ten program stał się ruchem. To nie jest show telewizyjny i dlatego nie będzie go już w telewizji. Należy do waszych domów, do waszych osiedli - mówił.



DOSTĘP PREMIUM