Reżyser "Outfoxed": Fox News to kocyk bezpieczeństwa dla starszych, białych mężczyzn

Już 8 lat temu, kiedy kręciliśmy "Outfoxed", zszokował nas poziom zaangażowania politycznego Fox News. A dziś, o ile to możliwe, jest jeszcze gorzej. Manipulacja to jednak coraz powszechniejszy problem w czasach konsolidacji mediów. Powierzanie tak niewielu tak ogromnej kontroli nad tym, co czytamy, oglądamy, jest bardzo groźne - mówi Gazeta.pl Robert Greenwald, autor głośnego dokumentu o Fox News.
Joanna Berendt, Gazeta.pl: Swój film dokumentalny "Outfoxed: Rupert Murdoch's War on Journalism" - bardzo krytyczny względem tej stacji - wypuścił Pan w 2004 r. Jak zmienił się Fox News w ostatnich ośmiu latach?

Robert Greenwald, autor dokumentu "Outfoxed": - Już kiedy kręciliśmy ten film, byliśmy zszokowani poziomem zaangażowania politycznego osób pracujących w Fox. Bo to nie było zwykłe sympatyzowanie z jednym z ugrupowań. Dziś Fox, o ile to możliwe, jeszcze bardziej otwarcie wspiera Partię Republikańską. Tak jak wcześniej w zasadzie otwarcie organizował Ruch Herbaciany w Stanach Zjednoczonych.

Kiedy patrzy Pan wstecz, to właśnie zaangażowanie polityczne wydaje się Panu najbardziej rażące, jeżeli chodzi o Fox News?

- Nie było jednej takiej rzeczy. Przede wszystkim jednak, co było najbardziej szokujące, to fakt, jak stacja podporządkowała sobie swoich pracowników, jak trzymała w swoich szeregach dyscyplinę, wysyłając dzienne wytyczne odnośnie tego, które materiały robić, w jaki sposób je robić, i w którym momencie je robić - np. żeby przykryć inne wydarzenie. Szokująca była też skala agresji wymierzonej w Demokratów. Nikt przed nami w zasadzie tej skali nie zmierzył.

Jak to się dzieje, że jest to nadal najbardziej popularna stacja w USA? Po tylu kontrowersjach związanych z nią i jej dziennikarzami, np. Billem O'Reillym, który zasłynął z częstego polecania swoim gościom, by "się zamknęli"?

- W Stanach jest dosyć znacząca grupa odbiorców - głównie starszych, białych mężczyzn - którzy panicznie boją się zmian. Oglądanie Fox News, która jakimkolwiek zmianom tak zdecydowanie się sprzeciwia, jest dla nich jak kurczowe trzymanie się kocyka bezpieczeństwa. Tacy widzowie potrafią oglądać Foxa nawet godzinami, bez żadnej przerwy.

Myśli Pan, że dziś mógłby zrobić podobny dokument?

- Krajobraz medialny wygląda dziś zupełnie inaczej niż te parę lat temu. Zmieniły go przede wszystkim media społecznościowe, jak YouTube, Facebook czy Twitter. Internet ogólnie doprowadził do ogromnej medialnej rewolucji, która nadal trwa.

Jak te zmiany w mediach wpływają na obecną kampanię wyborczą, w której Fox News - podobnie jak i inne media - też gra rolę?

- W kampaniach politycznych dużo ważniejszy stał się przekaz wizualny. W kampanii każdego kandydata pojawia się więcej spotów wyborczych, każdy kandydat nawiązuje też dużo bardziej bezpośrednią relację ze swoimi potencjalnymi wyborcami przez media społecznościowe. Fakt, jak szybki jest przez te media przepływ informacji, sprawił też, że czas na odpowiedź polityka na konkretne wyzwanie znacznie się skrócił.

Media odgrywają dziś ważniejszą rolę w kampaniach wyborczych niż wcześniej?

- Z każdą kampanią media stają się ważniejsze. Przez tę rewolucję medialną, o której mówiłem, wyborcy zmuszeni są przetrawić coraz większą ilość informacji. Media, których decydują się słuchać, stają się dla nich narzędziem filtracji tego, co jest ważne i co należy sobie przyswoić z tego nadmiaru danych, którymi Amerykanie są bombardowani na co dzień.

Jest różnica w tym, jak kandydaci używają obecnie mediów?

- W każdym sztabie są dziś najlepsi specjaliści od mediów elektronicznych, którzy próbują dotrzeć do nowinek przed konkurencją, aby jak najbardziej unowocześnić kampanię swojego kandydata.

Pana tegoroczna produkcja, "Koch Brothers Exposed", jest dokumentem stricte politycznym. Mówi o braciach biznesmenach reprezentujących 1 proc. najbogatszych ludzi w USA, którzy swoją szeroką działalność poświęcili, jak Pan to ujął, walce z pozostałymi 99 proc. amerykańskiego społeczeństwa - na polach oświaty, opieki społecznej, ochrony środowiska czy polityki.

- Celem filmu było przede wszystkim zwrócenie uwagi opinii publicznej na braci Kochów. Kiedy zaczynaliśmy ten projekt, bardzo, bardzo niewiele osób miało w ogóle pojęcie o tym, kim oni są. Pamiętam wiele spotkań naszego zespołu, na których dogłębnie dyskutowaliśmy, jak możemy przekonać ludzi o randze tej historii. Chcieliśmy, by ludzie zobaczyli, jaki wpływ na politykę mają pieniądze. Nasza praca to trochę jak zanurzanie się w ciemność, próba połączenia ze sobą faktów tak, aby pokazać normalnie trudne do uchwycenia powiązania i przedstawić, jak naprawdę wygląda system, w którym funkcjonujemy.

To powinno być też zadanie każdego dziennikarza. Pan zresztą wykładał dziennikarstwo na Harvardzie - jak więc Pan widzi rolę dziennikarza w czasach, kiedy nie wystarczy już tylko powiedzieć odbiorcy, co się stało - bo on już pewnie i tak to wie dzięki mediom elektronicznym czy społecznościowym - ale też dlaczego to się stało i co to oznacza?

- Myślę, że w dzisiejszych czasach w mediach powinno być dużo więcej dziennikarstwa śledczego. Nie sądzę też, że każdy dziennikarz musi mieć dziś opinię. Ale prawdą jest, że media elektroniczne sprawiają, że poranne gazety mogą wydawać się nieco nieświeże. Rolą mediów papierowych powinno być więc rzeczywiście dostarczanie treści mocno pogłębionych, które pomogą czytelnikowi zrozumieć "Dlaczego?".

Zapytam jako dziennikarka - w jaki sposób osoba, która odpowiada na to pytanie, ma wiedzieć, gdzie jest ta cienka linia między interpretacją a nadinterpretacją?

- To jest odwieczne pytanie, bo ta linia się przesuwa. I nie ma tu prostych odpowiedzi. Jedyne, co dziennikarze mogą dziś zrobić, to szukać nieustannie tej prawdy, sprawdzać fakty, potem sprawdzać je jeszcze raz, a potem raz jeszcze.

W jaki sposób media zawiodły swoich odbiorców w ostatnich latach?

- Media są zbyt opętane wizją fałszywej równowagi. Jeden naukowiec, który zakwestionował istnienie globalnego ocieplenia, nie równa się kolejnym stu, którzy jednoznacznie potwierdzili, że globalne ocieplenie to fakt i stanowi dla ludzkości zagrożenie. Media powinny nieco krytyczniej filtrować informacje, które do nich docierają.

Od lat krytykuje Pan proces skupiania mediów w jednym ręku. W Stanach 90 proc. mediów skupia sześć korporacji. Jakie są tego konsekwencje?

- Konsolidacja mediów to jeden z najjaskrawszych przejawów niebezpieczeństw związanych z niekontrolowanym kapitalizmem. I ma to naprawdę destrukcyjny skutek na funkcjonowanie mediów. W większości przypadków oznacza to, że każdy program informacyjny ma być najpierw źródłem dochodu - a nie informacji. Drugie niebezpieczeństwo jest takie, że zbyt mało osób ma zbyt dużą kontrolę praktycznie nad wszystkim, co dziś oglądamy, czytamy, czy czego słuchamy. To groźne.

DOSTĘP PREMIUM