Gruzja po wyborach? "Pytaliśmy: a co, jeżeli jutro nic się nie wydarzy?" [WYWIAD]

- Co się dzieje na dzień po wyborach? Jest spokój. Wczoraj po ogłoszeniu wstępnych wyników zapytałem znajomych, "co jeżeli jutro nic się nie wydarzy?", roześmialiśmy się wszyscy, bo to jest najbardziej pożądany rezultat tych wyborów - mówi Jakub Górnicki, bloger, który obserwował wybory w Gruzji.
Wybory parlamentarne w Gruzji wygrała według wstępnych częściowych wyników koalicja Gruzińskie Marzenie miliardera Bidziny Iwaniszwilego. Pokonała partię prezydencką Zjednoczony Ruch Narodowy (ZRN). Do parlamentu nie weszło żadne inne ugrupowanie. To pierwszy raz w niepodległej Gruzji, gdy dochodzi do zmiany przywódców w drodze wyborów, a nie ulicznej rewolucji czy wojny domowej.

O nastroje w Gruzji pytamy Jakuba Górnickiego, blogera, który obserwował wybory.

Konrad Borusiewicz: Jak znalazłeś się w Tbilisi?

Jakub Górnicki: Zajmuję się współpracą z gruzińskimi mediami niezależnymi. Głównie sprawami technicznymi. Współpracujemy też z jednym z tutejszych uniwersytetów, który prowadził relacje live wyborów.

Atmosfera przed wyborami?

Przyjechałem do Tbilisi na tydzień przed wyborami i już wtedy było czuć w powietrzu wyraźne napięcie. Brałem, na przykład, udział w ostatnim wiecu poparcia dla opozycji. To był pulsujący tłum setek tysięcy ludzi. Nigdy czegoś takiego nie widziałem.

Monitorowałeś wybory także w internecie. Jak wyglądały w sieci?

Internet w trakcie tej kampanii był przestrzenią głównie dla obserwatorów wyborów. Najbardziej popularnym kanałem został Twitter, przez którego tysiące ludzi śledziło wpisy przedstawicieli organizacji pozarządowych, aktywistów, dziennikarzy. Zasypano sieć masą filmików z manifestacji czy fety po ogłoszeniu wstępnych wyników.

A sam dzień wyborów?

Od rana użytkownicy portali społecznościowych punktowali każde uchybienie przy głosowaniu. A to, że gdzieś zauważono niezaplombowaną urnę, że zabrakło kart, gdzie indziej było ich za dużo, każdy incydent. Później zaczęły docierać do nas informacje o dużej frekwencji, której możemy pozazdrościć Gruzinom. Już po południu Gruzińskie Marzenie zaczęło informować swoich wyborców o tym, że po dziewiętnastej można się zbierać w wybranych miejscach, żeby wspólnie, na telebimach śledzić pierwsze wyniki. No i kiedy przyszła godzina dwudziesta, pojawiły się pierwsze wyniki, strasznie różniły się od siebie, jednak wszystkie prognozowały wygraną opozycji.

Byłeś wtedy ze zwolennikami Gruzińskiego Marzenia na Placu Wolności Tbilisi.

To było niesamowite. Stałem wśród kilkudziesięciu tysięcy osób ubranych w niebieskie koszulki z numerem listy wyborczej, zapanowała ogromna radość. Nastrój był szampański. Przy tym zero zamieszek. Dużo spacerowałem i nie widziałem na ulicach policji. Nie widziałem też zwolenników Saakaszwilego. Widać było jedynie radość zwycięzców.

Rozmawiamy dzień po wyborach. Jak wyglądał poranek?

Na ulicach jest totalny spokój. W nocy, po wszystkim, wybrałem się z moimi gruzińskimi znajomymi na późną kolację i zapytałem ich, co jeżeli jutro nic się nie wydarzy. Wszyscy się roześmialiśmy, bo właśnie to jest najbardziej pożądany rezultat tych wyborów. Saakaszwili przyjął swoją porażkę i wszystko wskazuje na to, że jest to pierwsza pokojowa zmiana władzy na Kaukazie.

DOSTĘP PREMIUM