Mord sprzed 42 lat - historia z Facebookiem w tle

- Gdzieś tam jest osoba, która coś wie - powtarza sobie Melissa Carson i zakłada profil na Facebooku. Profil nazywa się ?Phyllis O'Brien Carson? i dotyczy matki Melissy: kobiety, która 42 lata temu została zamordowana w małym miasteczku. Sprawcy brutalnego mordu nigdy nie znaleziono.
"Zakładamy tę stronę, aby wydobyć z mroku te zdjęcia i tę historię. Chcemy, by ludzie wiedzieli, że nie zapomnieliśmy i nigdy nie spoczniemy, dopóki nie dowiemy się, kto odebrał jej życie 27 października 1970 roku we French Camp, w Kalifornii" - pisze Melissa. Kobieta ma teraz 51 lat. Gdy zginęła jej matka, była zaledwie 8-letnią dziewczynką.

French Camp to niewielkie miasteczko 100 km od San Francisco. Do zbrodni doszło jesienią. Matka czwórki dzieci, 32-letnia Phyllis O'Brien Carson, wybrała się do Francis Truck Stop - popularnego w okolicy baru. Towarzyszyli jej siostra i brat. Wieczorem kobieta zadzwoniła do domu, sprawdziła, jak radzą sobie dzieci, i zapowiedziała, że niedługo będzie z powrotem. - Przyjaciel mnie podwiezie - dodała. Niestety, nie podała nazwiska "przyjaciela". To była jej ostatnia rozmowa z bliskimi.

"Zabójca musiał znać okolicę"

Trzy tygodnie później porzucone w odludnym miejscu ciało Phyllis znaleźli myśliwi. Szczątki były w tak zaawansowanym stadium rozkładu, że nie dało się ustalić przyczyny zgonu. - To trwało zbyt długo. Patolog zrobił wszystko, co możliwe, ale nie mogliśmy nic oficjalnie stwierdzić - mówi telewizji Fox detektyw Chandra Bassett z lokalnej policji.

Melissa Carson poznała dokumentację śledztwa, gdy skończyła 18 lat. Teraz twierdzi, że policja miała jedną teorię: Phyllis miała zostać zgwałcona i potem zamordowana. - Ciało było tylko częściowo ubrane, wyglądało, jakby zostało wyrzucone z samochodu. Bieliznę znaleziono po drugiej stronie drogi, była odwrócona na lewą stronę - opowiada Melissa. Policja wykluczyła motywy rabunkowe, bo portfel i biżuteria kobiety pozostały nienaruszone. - Matka nie wyszłaby z baru z kimś, kogo nie znała. Zabójca musiał znać okolicę, wybrał odludne miejsce - twierdzi Carson.

Są ludzie, którzy wciąż żyją i COŚ wiedzą

Z kim pojechała do domu Phyllis? Ludzie z miasteczka nie powiedzieli nic. Nikt nic nie widział, nikt nie zgłosił się na policję. A przecież w barze byli wtedy inni klienci. I musieli coś widzieć.

"Są ludzie, którzy wciąż żyją i COŚ wiedzą. Muszą wyjawić prawdę, zanim odejdą z tego świata" - pisze Melissa na Facebooku. Profil Phyllis zalajkowało już kilkaset osób. Ludzie wspierają, wzruszają się, trzymają kciuki: "Modlę się do Boga, by doprowadził Cię do prawdy", "Nigdy nie przestawaj robić tego, co robisz", "Przeczytałam historię Twojej matki, poruszyła mnie do głębi...".

Nowy trop?

Dzięki Facebookowi o sprawie dowiedziała się lokalna telewizja. Wyemitowano reportaż. Wspomnienia wróciły. - W miasteczku zawrzało. Materiały telewizyjne sprawiły, że ta historia wróciła na powierzchnię - mówi detektyw Bassett. Policjantka podkreśla, że na posterunek zgłosiła się jedna osoba, która przekazała ciekawe informacje. Jakie? - Śledztwo trwa - ucina detektyw.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny