"Głosujemy na Obamę, bo jest czarny" - czy to rasizm? Amerykanie dyskutują

Głosujemy na Baracka Obamę, bo jest czarny - mówią aktor Samuel Jackson i raper Snoop Dogg. - Popieram Romneya - ogłasza czarnoskóra aktorka Stacey Dash i spotyka się z falą krytyki. Cztery lata po wyborze pierwszego czarnoskórego prezydenta USA za oceanem trwa dyskusja o rasie i rasizmie.
Przeżycie niewolnictwa, segregacji rasowej i dekad dyskryminacji wytworzyło szczególny rodzaj dumy w społeczności Afroamerykanów. Teraz niektórzy mówią, że ta duma przybrała formy uprzedzenia i objawia się ślepą lojalnością wobec prezydenta Baracka Obamy. Czy Afroamerykanie popierają Obamę głównie dlatego, że jest czarny? Jeśli rasa jest jednym z czynników, czy oznacza to, że są rasistami? Czy można porównać to z sytuacją, w której biały wyborca popierałby Mitta Romneya dlatego, że jest biały?

Czarnoskóra aktorka popiera Romneya i wywołuje burzę

Dyskusję na temat rasy i rasizmu w USA wywołała ostatnio czarnoskóra aktorka Stacey Dash (znana m.in. z filmu "Clueless" czy serialu "Single Ladies"). Publicznie wyraziła poparcie dla Romneya i ściągnęła na głowę gromy ze strony innych Afroamerykanów.

"Zarobisz trochę pieniędzy i zapominasz, że jesteś czarna i jesteś kobietą. Romney nienawidzi tych dwóch rzeczy" - napisała do Dash Veronica Scott-Miller, jedna z czarnoskórych studentek Hampton University. Później tłumaczyła, że "Obama lepiej rozumie problemy czarnych kobiet" i że "Republikanie często generalizują na temat rasy i afroamerykańskiej społeczności".

Stacey Dash. Fot. DAN STEINBERG AP

Inni byli mniej delikatni - Dash nazwano m.in. "zdrajczynią", "suką" i "house nigger" (obraźliwy zwrot na niewolnika, który zajmuje się domem). Wielu wprost pisało, że czarna kobieta musi być "głupia i służalcza", by nawoływać do poparcia białego Republikanina zamiast pierwszego czarnego prezydenta.

"Gdyby Dash była biała, nie doszłoby do ataków"

Te kwestie od dawna denerwowały konserwatywnych polityków, którzy są sfrustrowani stwierdzeniami, że biali ludzie krytykujący Obamę są rasistami. Użytkownicy Twittera nie reprezentują oczywiście całej Ameryki i zwolennicy Obamy szybko potępili ataki na Dash. Burza wobec Dash wywołała gorącą dyskusję.

Russell Simmons, znany współzałożyciel wytwórni muzycznej i zwolennik Obamy, nazwał to, co spotkało Dash, mianem "rasizmu". Podobnie wypowiedziała się znana dziennikarka Barbara Walters. - Gdyby była biała, to nigdy by do tego nie doszło - stwierdziła.

"Mamy mentalność jak z ery walki o prawa obywatelskie"

Reporter agencji AP Jesse Washington zapytał o tę sprawę zwykłych Amerykanów. - To działa w dwie strony. Są uprzedzenia wśród białych i wśród czarnych - mówi informatyk Art. Gary.

Antonio Luckett, czarnoskóry handlowiec z Milwaukee, uważa, że to, co spotkało Dash, jest niesprawiedliwe. - Ale kiedy ludzie krytykują taki symbol emancypacji, jakim jest Obama, czujesz się wewnętrznie zraniony. Cały czas mamy mentalność jak z ery walki o prawa obywatelskie, ale świat się zmienił. Chcemy powiedzieć: "Jak jesteś czarny, to musisz wspierać czarnych" - mówi.

Luckett mówi, że podczas prawyborów w 2008 roku głosował na Obamę, a nie Hillary Clinton. Otwarcie przyznaje, że zrobił tak, bo Obama jest czarny. Według niego nie jest to rasizm. - To po prostu głosowanie na kogoś, kto lepiej rozumie ciebie i twój los - uważa.

Obama przebił szklany sufit

Gdy tę logikę zastosujemy w drugą stronę, pojawiają się problemy. Czy biały mógłby zagłosować na Romneya i powiedzieć, że lepiej rozumie on problemy białych? - Oba te podejścia są nie do zaakceptowania - mówi Ron Christie, jeden z czarnoskórych konserwatystów, który pracował dla George'a W. Busha. - To nie jest wizja, jaką popieraliby liderzy ruchu obywatelskiego, tacy jak Martin Luther King - dodaje.

Christie mówi, że mimo konserwatywnych sympatii jest dumny z osiągnięć Obamy i przebicia "ostatecznego szklanego sufitu". Rozumie też, że duma z bycia czarnym bierze się ze wspólnej historii dyskryminacji i zniewolenia, podczas gdy duma z bycia białym ma rasistowski kontekst. Cały czas jednak obserwuje Afroamerykanów, którzy są "ślepo lojalni" wobec Obamy.

Jak Snoop Dogg i Samuel Jackson wspierają Obamę

W ubiegłym tygodniu raper Snoop Dogg opublikował na Twitterze listę, w której wylicza, dlaczego głosuje na Obamę i nie głosuje na Romneya. Powód nr 1: pierwszy jest czarny, a drugi jest biały.

Lista Snoop Dogga. fot. Twitter

Lista Snoop Dogga to dowcip, ale takie wypowiedzi powtarzają się od dłuższego czasu. - Głosowałem na Baracka, bo jest czarny. Dlatego inni ludzie głosują na innych kandydatów - bo wyglądają tak jak oni - stwierdził ostatnio znany aktor Samuel L. Jackson. Radiowiec Tom Joyner powiedział milionom słuchaczy w ubiegłym roku: - Nie rozmawiajmy o faktach. Mówmy o naszym kolorze skóry i naszej dumie i lojalności. Nie boję się i nie wstydzę się powiedzieć, że powinniśmy to zrobić (głosować - red.), bo on (Obama - red.) jest czarny - mówił.

Podobne podejście zaprezentował w 2011 roku przewodniczący zrzeszenia czarnych członków Kongresu. Wzrosła wówczas stopa bezrobocia wśród Afroamerykanów. - Za Clintona pewnie maszerowalibyśmy na Biały Dom, ale teraz nikt nie chce zrobić niczego, co mogłoby pomóc wrogom prezydenta - powiedział.

Na kogo głosują Afroamerykanie?

Od kilkudziesięciu lat społeczność afroamerykańska w USA skłania się ku Demokratom. Nie zawsze jednak tak było. W latach 60. Martin Luther King walczył z dyskryminacją rasową i ustawami, które wspierała Partia Demokratyczna z południa. Później Afroamerykanie przeszli na stronę Demokratów po tym, jak prezydent Lyndon B. Johnson poparł ustawy o prawach obywatelskich. Republikanie tymczasem zyskali poparcie białych, którym nie podobała się emancypacja potomków niewolników i służących.

Kościół w Chicago. Fot. JOHN GRESS REUTERS

Od tamtej pory to Partia Demokratyczna przyciąga "czarne głosy". Billa Clintona w 1992 roku poparło 83 proc. Afroamerykanów, a w 1996 r. 84 proc. Al Gore w 2000 r. przyciągnął 90 proc. "czarnych głosów", a John Kerry w 2004 r. 88 proc. Rekord należy oczywiście do Obamy - w 2008 roku głosowało na niego 95 proc. czarnoskórych.

"Nie ma symetrii między czarną a białą dumą"

Sherrilyn Ifill, czarnoskóra profesor prawa na Uniwersytecie Maryland, napisała obszerny artykuł o tym, dlaczego Afroamerykanie odrzucają Romneya. Jej zdaniem ma to mniej wspólnego z kolorem skóry Obamy, a więcej z tym, jak traktuje go Partia Republikańska. I sypie przykładami: jeden z kongresmenów nazwał prezydenta "leniwym", inny wrzasnął do Obamy: "Kłamiesz!" podczas dorocznego przemówienia "State of the Union". Wielu Republikanów twierdzi, że Obama nie ma prawa do bycia prezydentem, bo... nie urodził się w USA.

Ifill mówi, że gdy Afroamerykanie słyszą takie zarzuty pod adresem pierwszego czarnoskórego prezydenta, mają wrażenie, że "biali ludzie atakują ich godność". - Nie jest to odosobniony przypadek - kobiety czuły wiele wspólnego z Hillary Clinton, a katolicy masowo poparli Johna F. Kennedy'ego - zauważa.

- Porównywanie czarnej dumy z Obamy do białej dumy z Romneya to fałszywa symetria. Powodem tego jest historia dyskryminacji czarnoskórych obywateli - mówi Ifill. Sugeruje też cierpliwość. - To zrozumiałe, że wielu ludzi jest tak dumnych z pierwszego czarnego prezydenta. Nie powinniśmy mieć przed tym oporów - mówi. - Sytuacja się zmieni, gdy będziemy mieć piątego czarnego prezydenta - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM