Barber dla "Polityki": Obama to nie dobro, tylko mniejsze zło. To przez nas, bo głupio głosujemy

- Zwycięstwo Obamy nie sprawi, że wszystko będzie wspaniałe. Sprawi tylko, że będzie mniej straszne - mówi w rozmowie z "Polityką" słynny politolog Benjamin Barber. Wg niego Obama to mniejsze zło, a Amerykanie nie potrafią wybrać liderów godnych kierowania mocarstwem: - Jesteśmy winni, bo głupio głosujemy albo nie głosujemy wcale.
Barber, autor bestselleru "Dżihad kontra McŚwiat", to jeden z czołowych krytyków neoliberalizmu. Wg niego dominacja tego nurtu wśród zarówno elit, jak i wyborców doprowadziła do skolonizowania świata polityki przez kapitalistyczne instytucje, takie jak banki i korporacje, co stanowi zagrożenie dla demokracji.

W rozmowie z Jackiem Żakowskim, którą drukuje najnowsza "Polityka", Barber podtrzymuje to, o czym pisze od lat i komentuje w tym kontekście trwającą właśnie w USA kampanię prezydencką. Wybory za niecałe dwa tygodnie, a walka trwać będzie do końca - wg sondaży kandydaci idą łeb w łeb.

Wg Barbera wybory wygra Obama, ale będzie to dla Amerykanów wybór mniejszego zła. - Nie jest dość silny, postępowy, przekonany o znaczeniu nowej współzależności. Nigdy się nie przeciwstawił jastrzębiom. Jego mowa na uroczystości wręczenia pokojowego Nobla była mową wojenną. Ws. ekologii nie dokonał obiecywanej zmiany - wylicza politolog i dodaje, że nawet sztandarowe osiągnięcie Obamy - reforma systemu ochrony zdrowia - jest połowiczne, bo nie dało się utworzyć publicznej instytucji ubezpieczeń.

Mądrzy przegrywają wybory z radykałami bez doświadczenia

Barber zauważa też, że Obama wciąż jest nijaki i nie wiadomo, jakie ma poglądy. Dlatego choć zwykle po reelekcji prezydenci są mniej kompromisowi i bardziej zdecydowani niż podczas pierwszej kadencji, w przypadku Obamy może być inaczej: - Jest ryzyko, że będzie bardziej pasywny i prawicowy. Bo nie wiemy, jaki naprawdę Obama jest dziś. Na początku poprzedniej dekady (...) mówił, że rząd jest OK, ale Ameryce potrzeba jeszcze więcej rynku. W poprzedniej kampanii i jako prezydent mówił już inaczej, ale nie wiemy, co myśli.

Słynny politolog podkreśla, że władza w USA trafia w ręce coraz słabiej przygotowanych i coraz bardziej radykalnych polityków - i chodzi nie tylko o trwającą kampanię. - W Ameryce problemem jest wpływ radykałów w tradycyjnych partiach. Wśród republikanów jest bardzo wielu inteligentnych, rozsądnych, racjonalnych ludzi, którzy chcą mieć trochę mniej państwa i potrafią to jakoś sensownie ułożyć. Ale ich propozycje dewastuje radykalna prawica. Trzy czwarte doświadczonych republikańskich senatorów przegrało wybory z niedoświadczonymi ultraradykałami - mówi Barber.

Stąd też coraz większe podziały na szczytach władzy: umiarkowanym republikanom i umiarkowanym demokratom było bliżej do siebie niż obecnym teraz na szczytach władzy radykałom: - Różnica między Clintonem a Bushem seniorem była w istocie niewielka. (...) Romneya i Obame różni niemal wszystko. To pokazuje, że świat będzie miał do czynienia z coraz bardziej radykalnymi amerykańskimi prezydentami i Ameryka targaną od ściany do ściany przez nasilającą się polaryzację elit politycznych.

Dlaczego źle się dzieje? "Bo głupio głosujemy"

Dlatego - wg Barbera - lepiej, by wygrał Obama, bo wygrana Romneya ściągnie Stany dużo bardziej na prawo, a to zradykalizuje demokratów.

Politolog wylicza też przyczyny tego pogarszania się jakości elit politycznych. Z jednej strony to wpływ kapitalistycznych instytucji, którym zależy na hodowaniu kupujących, bezrefleksyjnych marionetek, ale - z drugiej - to wina samych wyborców, którzy pozwalają z siebie takie marionetki robić i wierzą, że nie mają wpływu na władzę.

Barber, jak mówi, "wścieka się, gdy młodzi ludzie mówią mu, że banki mają polityków w kieszeni i nic się nie da zrobić": - Bankierzy w dużym stopniu kontrolują polityków, kontrolują media i naukę, ale wciąż to wyborcy głosują. Mimo wszystko to nie bankierzy wypełniają nasze kartki wyborcze. Oni mogą tylko wypełniać nasze głowy ideami sprzyjającymi interesom banków. Ale to są wciąż nasze głowy. Nie musimy im na to pozwalać. Problem w tym, że ludzie najpierw pozwalają sobą manipulować, a potem czują się coraz bardziej oszukani i już nie ufają nikomu.

- To my, wyborcy, wciąż jesteśmy winni, bo głupio głosujemy albo nie głosujemy wcale - podsumowuje.

I dodaje, że widzi szansę na poprawę sytuacji. Leży ona w demografii. Cały wywiad w "Polityce".

"W Stanach nikt nie traktuje Polski poważnie jako państwa - niestety czy to Republikanie, czy Demokraci" - pisze czytelnik na naszym profilu na Facebooku. Zgadzasz się czy nie? Podyskutuj >>>

Amerykanie wybierają prezydenta - najnowsze informacje z USA na naszym liveblogu >>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM