Afgańczycy zmęczeni talibami? Buntują się przeciw nim

Dwóch polskich żołnierzy zostało rannych w Afganistanie. - Sytuacja jest nadal bardzo skomplikowana. Napływają dodatkowe grupy talibów z Pakistanu i bojowników z Bliskiego Wschodu - mówi gen. bryg. Bogdan Tworkowski, dowódca XI zmiany, kończący właśnie służbę w Afganistanie. Ale podkreśla, że rośnie niechęć ludności miejscowej do talibów.
W Afganistanie rozpoczęła służbę XII zmiana polskich żołnierzy. Ich służba zaczęła się od ataku talibów na polski śmigłowiec. Rannych zostało dwóch Polaków. Jeden z żołnierzy jest w stanie ciężkim.

Jak podkreśla oddający dowództwo nad PKW gen. bryg. Bogdan Tworkowski, najważniejsze, że na XI zmianie, która skończyła służbę, nie zginął ani jeden polski żołnierz. Choć sytuacja w Afganistanie nadal jest bardzo skomplikowana.

Wsparcie z Pakistanu i Bliskiego Wschodu

A to za sprawą licznych rebelii i powstań antytalibskich. Buntuje się ludność cywilna, ale wspierają ją rządowe oddziały afgańskie. - W wielu dystryktach dochodzi do małych powstań rozpoczętych rebelią w dystrykcie Andar - wskazuje gen. bryg. Bogdan Tworkowski.

Afgańska dziewczynka czeka na pomoc. Wpadła w zasadzkę, ma strzaskane udo

To oznacza także, że w Ghazni rebelianci szukają miejsca odpoczynku i baz wypadowych do swoich ataków. - Do Afganistanu napływają dodatkowe grupy talibów z Pakistanu i bojowników z Bliskiego Wschodu.

Dowódca PKW gen. brygady Andrzej Tuz uważa, że talibowie za wszelką cenę chcą utrzymać zajęte przez siebie pozycje w Ghazni. - Nie wyniosą się. Zostają tutaj, bo wiedzą, że jak się wyniosą, to na wiosnę mogą nie odzyskać terenu. Ludność miejscowa zaczyna nam sprzyjać. Może nie do końca nam, ale zaczyna sprzyjać normalnym warunkom życia - podkreśla.

Dlatego polscy żołnierze chcą się skupić na pomocy rozwojowej dla mieszkańców prowincji, na edukacji i doszkalaniu afgańskiej armii i policjantów. Żeby byli jak najlepiej przygotowani do przejęcia odpowiedzialności za swój kraj. XII zmiana polskiego kontyngentu jest mniej liczna niż poprzednie. To ok. 1800 żołnierzy i pracowników wojska.

DOSTĘP PREMIUM