Urządzenia z bolcem i podejrzane maszyny - jak głosują Amerykanie?

Pocztą lub osobiście. Kilka tygodni wcześniej lub w dniu wyborów. Za pomocą specjalnych maszyn lub listownie. Jak głosują Amerykanie?
W Stanach Zjednoczonych dozwolone jest głosowanie za pomocą poczty, choć niektóre stany wymagają podania powodu, dla którego ktoś chce oddać głos wcześniej. Wypełnioną kartę odesłać można pocztą, przynieść do punktu wyborczego lub pojawić się w nim wcześniej i oddać głos za pomocą specjalnego urządzenia.

Ale wszystko zależy od tego, w którym stanie się mieszka. Na przykład w Oregonie i Waszyngtonie wszystkie karty do głosowania można wysłać pocztą.

Floryda i urządzenia z bolcem

Po tym, jak w 2000 roku wielu wyborców na Florydzie narzekało na nieczytelne karty i sposób głosowania, stany zaczęły inwestować w urządzenia do głosowania elektronicznego.

Dwanaście lat temu Floryda przeżyła tzw. recount, czyli ponowne liczenie głosów. Wielu wyborców, przede wszystkich starszych osób i emerytów mieszkających w tym stanie, deklarowało, że choć zagłosowało na Pata Buchanana, to miało zamiar, i było przekonanych, że głosują na Ala Gore'a. Powodem pomyłki miały być mało czytelne karty, które mogły wprowadzać wyborców w błąd.

Podczas akcji przeliczania głosów prawnicy George'a W. Busha, kandydata Partii Republikańskiej, i Ala Gore'a, który startował z nominacją Partii Demokratycznej, spierali się, jak wygląda poprawnie oddany głos, czy dziurka, którą zrobił bolec, powinna być okrągła, czy prawidłowo oddany głos może mieć otwór w kształcie półksiężyca, i czy jeśli kawałek papieru, który miał być oderwany przez dziurawiący kartę do głosowania bolec, ma być w całości oderwany, czy też może wciąż być przytwierdzony. Spierano się także o maszyny - o to, z jaką siłą należało uderzyć w wajchę, by oddać ważny głos. Walka pomiędzy prawnikami obu stron, jakkolwiek kuriozalna, to pokazała jednak, że maszyny używane w tym stanie są przestarzałe.

Ohio i podejrzane maszyny

W kluczowym dla tych wyborów stanie Ohio stosowane są elektroniczne metody głosowania - głosujący naciska na ekranie nazwisko kandydata, które chce wybrać. Ale te maszyny są podejrzane dla niektórych na amerykańskiej lewicy. Jak się bowiem okazuje, Tagg Romney - najstarszy syn Mitta - za pomocą skomplikowanej sieci inwestycji zainwestował w firmę dostarczającą maszyny wyborcze w Ohio. Dla niektórych lewicowych aktywistów to sygnał, że sztab Romneya może chcieć ingerować w elektronicznie liczone wyniki głosowań.

Jest jeszcze jedna kwestia w Ohio, która budzi wątpliwości - i to nie tylko lewicy. W tym roku praktycznie wszyscy mieszkańcy Ohio dostali pocztą formularze zgłoszeniowe, które pozwalają im otrzymać (właśnie za pomocą poczty) kartę do głosowania. Po jej wypełnieniu i odesłaniu, głos liczy się normalnie. Ale jeśli ktoś wypełnił formularz, a później dostał kartę do głosowania i z niej nie skorzystał, może mieć problem w dniu wyborów. Po przyjściu do lokalu wyborczego taki wyborca dostaje specjalną kartę - provisional ballot - które zgodnie z planem zostaną zliczone dopiero 10 dni po wyborach, po upewnieniu się, że ktoś nie zagłosował po raz drugi. Jak się ocenia, takich głosów może być nawet ćwierć miliona. A ponieważ w 2004 roku Bush wygrał z Kerrym różnicą 118 tysięcy głosów, ilość "provisional ballots" może zdecydować o wyniku. W najgorszym razie wyniki poznamy w tym roku dopiero 16 listopada.

Zagłosuj wcześniej!

Sztaby wyborcze mocno inwestują we wczesne głosowanie. Chodzi o to, by przed dniem wyborów "złapać" nie tylko głosy aktywistów i najbardziej zaangażowanych wyborców, ale także "sporadycznych" głosujących, którzy inaczej by nie zagłosowali. Wtedy wczesne głosowanie może przynieść zyski.

Rejestracja obowiązkowa, dowód niewymagany

Jest jeden czynnik, który zdecydowanie odróżnia USA od Polski. Głosować może tylko osoba, która się wcześniej zarejestrowała. Zwykle taka rejestracja jest możliwa do 5 dni przed wyborami - wszystko zależy od stanu. Tylko w niektórych stanach jest możliwa rejestracja tego samego dnia co wybory - m.in. w Wisconsin czy Minnesocie.

Na dodatek podczas samego głosowania nie zawsze trzeba pokazywać dokument ze zdjęciem - znów, procedura zależy od konkretnego stanu, w niektórych trzeba mieć prawo jazdy, legitymację studencką lub taką z NRA, w innych nie trzeba potwierdzać, że jest się tym, kim się zadeklarowało. Co może szokować - choć nie wszędzie sprawdzają, czy dana osoba ma prawo zagłosować, w zasadzie nie zdarzają się w Stanach fałszerstwa wyborcze.

Czy czeka nas powtórka z koszmaru wyborczego z Florydy? Mimo wielu prób modernizacji, system wyborczy w USA dalej pozostaje niespójny i pełen niebezpieczeństw dla wyborców oraz dla sztabów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM