"Przegrana Obamy byłaby traumą dla Demokratów"

Przegrana Baracka Obamy w najbliższy wtorek nie byłaby dla Demokratów zwykłą porażką. Byłaby traumatycznym doświadczeniem - piszą komentatorzy serwisu "Politico" Alexander Burns i Maggie Haberman.
Burns i Haberman dzień przed wyborami prezydenckimi w USA przewidują, jaki wpływ na Partię Demokratyczną będzie miała ewentualna przegrana Obamy z kandydatem republikanów Mittem Romneyem.

Ich zdaniem, jeśli Obama przegra, będzie to oznaczało "śmierć marzenia o liberalnej przebudowie kraju, które powstało podczas kampanii w 2008 roku". Wielu Demokratów wierzy, że podczas wtorkowych wyborów prezydent zdecydowanie wygra, więc porażka byłaby dla nich bolesna.

Według dziennikarzy wielu Republikanów nie darzy Mitta Romneya "jakąś szczególną miłością". Odwrotnie jest u Demokratów - oni uwielbiają prezydenta Obamę i solidaryzują się z nim. Rozumieją, że objął urząd po trudnej prezydenturze George'a W. Busha, podczas głębokiego kryzysu gospodarczego. Gdyby teraz przegrał, demokraci nagle zostaliby bez przywódcy i musieliby zmierzyć się z trudnymi pytaniami dotyczącymi programu swojej partii, m.in. w kwestii ochrony służby zdrowia.

Jak wytłumaczyć porażkę? Kiepska debata, słaba gospodarka...

Politico przewiduje też, w jaki sposób Demokraci będą starali się wytłumaczyć przegraną Obamy.

Po pierwsze, mogą zrzucić winę na jego słaby występ podczas pierwszej debaty prezydenckiej w Denver. Obama został wówczas przyćmiony przez agresywnego i elokwentnego Romneya. Przed debatą Obama prowadził we wszystkich sondażach i wydawało się, że wygraną ma w kieszeni. Po debacie Romney wyprzedził go w sondażach.

Po drugie, sztab może twierdzić, że Obama poległ w starciu z katastrofalnym stanem gospodarki pozostawionym mu przez Busha. Mogą też pojawić się inne tłumaczenia - po czterech latach prezydentury zabrakło porywającej wizji na drugą kadencję; Obama poświęcił się w szlachetnym celu - przeprowadzenia przełomowej, ale też kontrowersyjnej reformy systemu ubezpieczeń zdrowotnych (tzw. Obamacare), czy przegrał, bo Romney miał po prostu więcej pieniędzy.

Ostatecznie mogą zawsze zrzucić winę na rasę - piszą Burns i Haberman. Sztab Obamy jest od dłuższego czasu zaniepokojony tym, jak prezydenta postrzega biała klasa pracująca. "Podczas kadencji pierwszego afroamerykańskiego prezydenta w historii USA zaskakująco mało mówiło się o rasie. Ale kolor skóry Obamy unosił się nad polityką przez cztery lata i wielu demokratów może starać się wytłumaczyć nim wynik wyborów" - kończą.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM