Internetowy raj za pieniądze... Amerykanów, nowy serwis... - Kim Dotcom kontratakuje

Kim Dotcom przystępuje do kontrataku. Po zapowiedzi uruchomienia nowego serwisu Megabox teraz snuje plany przeciągnięcia przez Pacyfik kabla, który uczyni z Nowej Zelandii internetowy raj. Wyceniany na 400 mln dolarów projekt zostałby sfinansowany z... pieniędzy uzyskanych od rządu USA i hollywoodzkich koncernów. Jeśli tylko Dotcom wygrałby z nimi procesy.
Kabel światłowodowy przebiegałby przez dno Pacyfiku między Nową Zelandią a Kalifornią. Dzięki temu podwoiłaby się przepustowość internetu tego pierwszego kraju, a jego mieszkańcy uzyskaliby stały szerokopasmowy dostęp do sieci. I to za darmo lub za niewielką opłatą. Nowa Zelandia stałaby się także krajem bardzo atrakcyjnym pod względem rozwoju branży internetowej, przyciągając tego typu biznes z całego świata. Wyspa byłaby internetowym rajem, a ludzie żyli dostatniej.

Brzmi bardzo efektownie, w stylu dotychczasowych pomysłów Kima Dotcoma: wykorzystać sieć dla dobra ludzi. Jednak takie określenie jego działalności z pewnością nie spodobałoby się amerykańskim agencjom ochrony praw autorskich, które doprowadziły do aresztowania kontrowersyjnego biznesmena - ikony internetu i osadzenia w nowozelandzkim areszcie w styczniu tego roku.

Tania energia i szybki internet

Zdaniem agencji RIAA (Zrzeszenie Amerykańskich Wydawców Muzyki) oraz MPAA (Amerykańskie Stowarzyszenie Filmowe), które reprezentują muzyczno-filmowy biznes związany z Hollywood, Dotcom to po prostu złodziej dorabiający się na pracy innych, a jego zamknięta strona Megaupload była niczym innym jak platformą, która umożliwiała ominięcie płacenia tantiem.

Czekający na ekstradycję do USA Dotcom, który naprawdę nazywa się Kim Shmitz, kontratakuje. Ma zamiar wytoczyć procesy rządowi USA i koncernom z Hollywood za "bezprawne i polityczne zniszczenie biznesu" - jak to określa. I właśnie z tych pozwów miałyby pochodzić pieniądze na sfinansowanie projektu Pacific Fibre - przeciągnięcia przez ocean kabla.

Długi na niemal 13 tys. km światłowód połączyłby Auckland, Sydney i Los Angeles. - Macie tanią i uzyskaną z naturalnych źródeł energię, a to ona jest najdroższym składnikiem dla wielkich centrów danych na całym świecie. Ze swoim kablem i tanią energią Nowa Zelandia stałaby się niezwykle atrakcyjna dla międzynarodowego biznesu internetowego - rysuje swoje wizje na łamach "The New Zealand Herald" Dotcom.

"Nie potrzebujemy asfaltu!"

Zresztą nie tylko swoje, bo pomysł drugiego kabla przez Pacyfik nie jest nowy. - To sprawa warta zastanowienia. Nowozelandzki biznes, szczególnie z technologicznego sektora, domaga się kabla od dawna. Ich żądań nie powinniśmy lekceważyć - powiedziała Clare Curran z Partii Pracy - największego ugrupowania w Nowej Zelandii. Krytykuje ona rząd za inwestowanie milionów w przestarzałe technologie. - Kabel pomoże rozkwitnąć naszej ekonomii, wpłynie na rozwój firm i eksportu - dodaje. Curran popiera słowa Dotcoma, który uważa, że rząd chce jechać do przyszłości asfaltowymi drogami. - Ludzie za 10, 15 lat będą pracować i robić zakupy z domu. Nie potrzebujemy asfaltu. Potrzebujemy światłowodu! - grzmiał.

Dotcom otrzymał też wsparcie od Paula Brislena ze stowarzyszenia użytkowników telekomunikacji. - Jeśli ktokolwiek miałby zrealizować ten pomysł, to może to być tylko Dotcom - powiedział. Dla Brislena drugi kabel byłby potężnym wsparciem dla nowozelandzkiej gospodarki, a - jak zauważa - Google już kołuje nad tym krajem, rozważając większe inwestycje.

Zemsta na wytwórniach

Kim Dotcom nie próżnuje też w swojej koronnej dziedzinie. 19 stycznia 2013 r., dokładnie w rocznicę zamknięcia serwisu Megaupload (i na dwa dni przed swoimi 39. urodzinami), chce ruszyć z nowym serwisem o nazwie Megabox. Tym razem zemsta na wytwórniach muzycznych może okazać się bardzo dotkliwa. Megabox chce bowiem wyeliminować pośrednictwo wydawców i sprzedawać muzykę na linii twórca - klient. Ma to być nie tylko ogromny sklep muzyczny, ale także strona społecznościowa z profilami i wymianą informacji między nimi. Fani muzyki albo konkretnych artystów będą mogli łączyć się w grupy, a możliwość lokalizacji odbiorcy podpowie, gdzie jest najbliższy koncert ulubieńców.

Możliwości ma być więcej, jak choćby dostępność na urządzeniach mobilnych; nie wszystkie są jeszcze znane. Należy się jednak spodziewać, że Megabox, tak jak jego poprzednik Megaupload, może trafić idealnie w gusta klientów i, niejako przy okazji, zadać decydujący cios wielkim wytwórniom. Istnieje teza, która mówi, że to zaawansowane prace właśnie nad tym serwisem i lęk przed jego mocą doprowadziły do aresztowania Dotcoma. Także 19 stycznia 2013 r. ma ruszyć następca Megauploadu, serwis Me.ga. Ma on być większy, lepszy, szybszy, mocniejszy i bezpieczniejszy - informuje Dotcom.

Owoce zza krat?

Kim jest zatem Kim Dotcom? Rabusiem na potężną skalę czy wizjonerem podpowiadającym rozwiązania służące po prostu ludziom? Amerykański Departament Sprawiedliwości wspomagany przez RIAA i MPAA nie mają wątpliwości. Chcą ekstradycji i osądzenia Dotcoma w USA. W marcu 2013 r. ma odbyć się rozprawa ekstradycyjna. Jednak czym bliżej tej daty, narastają wątpliwości związane z aresztowaniem Dotcoma.

Pierwszą tercję tego sporu już wygrał, bo nowozelandzki sąd uznał, że styczniowy rajd na posiadłość Dotcoma nieopodal Auckland i zajęcie jego potężnego majątku były bezprawne. Nowozelandzka agencja wywiadowcza z kolei nielegalnie go szpiegowała. Nawet dla samych Amerykanów sprawa wydaje się coraz bardziej zagmatwana. Prowadzący sprawę sędzia ma ponoć problemy ze znalezieniem odpowiedniego paragrafu, który mógłby doprowadzić do skazania Dotcoma.

On sam kontratakuje i informuje, że w areszcie, gdzie trzymany był razem z mordercami, traktowano go w sposób brutalny, przerywając co dwie godziny sen. - To była tortura, to było pozbawienie mnie snu - narzeka.

Być może Amerykanie będą musieli obejść się smakiem, a Dotcom będzie mógł dalej swobodnie rozwijać swoje pomysły. Może też się zdarzyć, że owoce swojej pomysłowości będzie obserwował zza krat.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM