Niemcy: "Na ulice Polski wróciła tradycja, która doprowadziła do zabicia Narutowicza"

"Na ulice Polski wróciła tradycja, która w 1922 roku doprowadziła do zamordowania prezydenta Gabriela Narutowicza" - czytamy w poniedziałkowym wydaniu lewicowej, berlińskiej gazety "Neues Deutschland". Niemiecka prasa pisze m.in. o sobotniej demonstracji w Sejmie, zapowiedzi ustąpienia Waldemara Pawlaka i kradzieżach samochodów.
Po raz pierwszy od wielu miesięcy lewicowe partie w Polsce zjednoczyły się we wspólnej akcji - pisze "Neues Deutschland", berlińska gazeta zbliżona do postkomunistycznej partii Die Linke.

Gazeta szczegółowo relacjonuje wspólną inicjatywę SLD, Ruchu Palikota, PPS i przedstawicieli lewicowych organizacji pozarządowych, którzy pod hasłem "Za Europą, przeciw faszyzmowi" demonstrowali w sobotę w Sejmie. Do czynu pobudziły lewicę nacjonalistyczne i antysemickie hasła, "które szokowały część opinii publicznej podczas Marszu Narodowców w Święto Niepodległości 11 listopada" - tłumaczy "Neues Deutschland".

"Na ulice Polski wróciła tradycja, która w 1922 r. doprowadziła do zamordowania prezydenta Gabriela Narutowicza" - dodaje dziennik. Pożywką dla faszystów jest kryzys i pogłębiająca się bieda - powtarza gazeta za szefem SLD Leszkiem Millerem opowiadającym się za socjalną Europą.

"Trzeba jeszcze wspomnieć dwa charakterystyczne fakty" - stwierdza autor komentarza. - "7 listopada Sejm - głosami rządzącej Platformy Obywatelskiej i PSL, a także opozycyjnego PiS - przyjął uchwałę, w myśl której Narodowe Siły Zbrojne, faszystowska gałąź polskiego podziemia, odpowiedzialna za morderstwa na Żydach i mniejszościach narodowych, uczczona została jako siła patriotyczna. A prezentowany od 9 listopada w polskich kinach film 'Pokłosie', piętnujący morderstwa na Żydach (jak choćby w Jedwabnem w 1941 r.), w prawicowych pismach krytykowany jest jako plucie we własne gniazdo".

Tusk traci zastępcę

Wiodące niemieckie dzienniki odnotowują zapowiedzianą przez Waldemara Pawlaka rezygnację z funkcji wicepremiera i ministra gospodarki. "Tusk traci zastępcę" - tytułuje doniesienie "Süddeutsche Zeitung", a "Frankfurter Allgemeine Zeitung": "Zmiana w Polskim Stronnictwie Ludowym".

Obydwie opiniotwórcze gazety zaznaczają, że "zwycięzca sobotnich wyborów w PSL, Janusz Piechociński, apelował do Pawlaka, by nie ustępował ze stanowiska. Jednocześnie zapewnił, że w koalicji z liberalną PO Tuska PSL pozostanie niezawodnym i rozsądnym partnerem".

"FAZ" przypomina, że Waldemar Pawlak już podczas pierwszej kadencji Donalda Tuska był w latach 2007-2009 wicepremierem i ministrem gospodarki. Stanowiska te przejął ponownie po zwycięstwie koalicji rządowej w 2011 r.

Berlin: "Litewskie i polskie bandy kradną auta lub części"

"Jest i już go nie ma: - tak mniej więcej można przetłumaczyć tytuł porad konsumenckich na łamach dziennika "Tagesspiegel". Dotyczą szkód spowodowanych kradzieżą aut, tylko częściowo pokrywanych przez ubezpieczenie, nawet w wypadku odnalezienia samochodu. "Mekką złodziei jest Berlin. Biorąc pod uwagę liczbę zarejestrowanych samochodów nigdzie indziej tyle z nich nie pada łupem złodziei" - pisze gazeta.

W ubiegłym roku berlińska policja odnotowała 7340 przypadków kradzieży samochodów, w porównaniu do 2010 r. to wzrost o 2,2 procent. Spadła natomiast ilość kradzieży w Brandenburgii: od stycznia do października 2012 r. o 12 procent w porównaniu z rokiem ubiegłym. "Berlin i Brandenburgia cierpią z powodu bliskości do Europy Wschodniej" - pisze berliński dziennik. "Przede wszystkim litewskie i polskie bandy kradną auta lub części samochodowe i przez granicę przewożą je dalej na wschód - wynika z najnowszego raportu Federalnego Urzędu Kryminalnego. Droga niejednego niemieckiego samochodu kończy się w Tadżykistanie albo Uzbekistanie".

Najczęściej kradzione są volkswageny, co - jak stwierdza "Tagesspiegel" - nie dziwi: produkty z Wolfsburga są bowiem wiodącą marką w Niemczech. Ulubieńcem złodziei jest jednak konkurencja z Monachium - terenowy BMW X5/X3. Na tysiąc samochodów tego modelu - 16,7 procent pada łupem złodziei.

"Związki automobilowe radzą zakładanie blokad, alarmów i GPS-ów, co jednak po czasie przestaje skutkować. Najnowszy trik, ulubiony złodziei zwłaszcza mercedesów klasy C: kieszonkowcy kradną klucze samochodowe z kieszeni ich ofiar i spokojnie odjeżdżają. Do Polski, na Litwę i potem dalej, ciągle, ciągle dalej" - kończy gazeta.

Tekst pochodzi z serwisu Deutsche Welle.



DOSTĘP PREMIUM