Nie można wykonać wyroku na skazanym na śmierć? 'Musi się odchudzić'

Ważący 218 kg zabójca z Ohio, Ronald Post, jest zbyt gruby, aby wykonać na nim wyrok śmierci - twierdzą obrońcy mężczyzny. Na dowód przedstawiają orzeczenie lekarza, że z powodu tuszy Post nie ma na ramionach i nogach żadnej żyły, w którą można by się bez problemu wkłuć z trucizną. - Szuka furtki, żeby uniknąć kary, ale wskazał na istotny problem - mówi etyk prof. Paweł Łuków.
W 1983 roku Ronald Post zastrzelił 53-letnią pracownicę hotelu, Helen Vantz, w miasteczku Elyria. Kilkakrotnie strzelił kobiecie w głowę z pistoletu, ukradł około 100 dolarów i 13-calowy telewizor.

Sąd skazał go za to na karę śmierci. Wyrok ma zostać wykonany 13 stycznia 2013.

Zbliżający się termin egzekucji determinuje Posta do różnych prób zmiany wyroku śmierci na karę więzienia. Najpierw, po znacznym przybraniu na wadze za kratkami, zaczął głosić, że nie można wykonać na nim śmiertelnego zastrzyku, bo jego tusza zamieni egzekucję w tortury. Na dowód jego prawnicy przedstawiają opinię lekarza, który wskazuje, że tłuszcz Posta uniemożliwia bezproblemowe znalezienie odpowiedniej żyły na jego ciele. Już przed czterema laty pielęgniarka kilkakrotnie próbowała podłączyć choremu Postowi kroplówkę.

Obrońcy zabójcy zauważają także, że sugerowane jako alternatywa wstrzyknięcie trucizny bezpośrednio do mięśni Posta wymagałoby zastosowania wielu prób w ciągu kilku godzin, a nawet dni, i doprowadzić do wyczerpującej i bolesnej śmierci. Post zwraca także uwagę na fakt, że łóżko, na którym miałby umrzeć, może nie wytrzymać jego ciężaru i doprowadzić do uszkodzeń ciała.

Post szuka furtki, żeby uniknąć kary

Czy argumentacja Posta jest wiarygodna? - Myślę, że ten człowiek stara się znaleźć furtkę, żeby uniknąć tej kary i prawdopodobnie jest to jeden ze sposobów - mówi etyk prof. Paweł Łuków. Profesor zaznacza jednak, że więzień wskazał problem, który przy tym wymiarze kary jest niesłychanie ważny. - Pokazał, że istnieją wątpliwości, czy te kary rzeczywiście są dokonywane zgodnie z prawem, tzn. czy nie są nadmiernie okrutne - mówi Łuków.

- Z tego, co wiem, istnieją poważne wątpliwości co do tego, czy przynajmniej cześć skazanych nie jest świadoma tego, co się z nimi dzieje w trakcie wykonywania kary, bo nie są całkowicie nieprzytomni. Środki zwiotczające uniemożliwiają im danie jakiegokolwiek znaku, a są świadomi tego, że umierają - przekonuje etyk i podkreśla, że to władze publiczne chcą wykonać karę. - Dlaczego więc miałyby tego człowieka zmuszać, żeby się odchudził - pyta.

Profesor przyznaje jednak, że argument Posta, iż nie można się wkuć, jest dosyć niepoważny. Gdyby chodziło o leczenie tego człowieka, to najprawdopodobniej nie byłby to problem, że trudno znaleźć żyłę. Myślę, że nie należy tego traktować poważnie. Należy się po prostu zastanowić, czy kara śmierci jest właściwą karą, a moim zdaniem nie jest - mówi Paweł Łuków

Nie ma wystarczających dowodów

Prokuratorzy także nie są przekonani do argumentacji zabójcy. Uważają, że 53-letni Post nie przedstawił wystarczających dowodów, iż jego otyłość bądź inne warunki fizyczne stanowią istotne ryzyko, że jego egzekucja zostanie wykonana w sposób niehumanitarny. Specjalnie przetestowano także wytrzymałość łóżka, na którym wykonuje się karę śmierci. Nie powinno być z nim problemów.

Ta opinia sprawiła, że Post postanowił zwiększyć liczbę swoich argumentów za zmianą wyroku i... przedstawił inną wersję dotycząca zabójstwa Helen Vantz. Tym razem zarzeka się, że był na miejscu zbrodni, ale to nie on pociągnął za spust.

Mimo że tłumaczenia Posta są mało wiarygodne, sąd zgodził się na jego wysłuchanie, które ma się odbyć w najbliższych dniach.

Nie pierwszy taki przypadek

Jak zauważają amerykańskie media, kwestia wagi skazanego pojawiała się już wcześniej w przypadku dyskusji na temat kary śmierci. W 2008 roku podwójny zabójca Richard Cooey twierdził, że jest zbyt otyły, aby wykonać mu śmiertelny zastrzyk. Sąd nie uwzględnił jednak jego argumentów i ważący 121 kg mężczyzna został stracony.

W 2007 roku pracownicy więzienia w Ohio przez dwie godziny próbowali wstrzyknąć do żył środki, które uśmierciłyby ważącego 121 kg Christophera Newtona. Problem stanowiła właśnie zbyt duża waga mężczyzny.

W 1994 roku zaś ważący 193 kg Mitchell Rupe, skazany przez waszyngtoński sąd na karę śmierci przez powieszenie, również postanowił walczyć o życie. Rupe stwierdził, że nie można wykonać wyroku powieszenia na kimś, kto waży tyle, co on, ponieważ grozi to dekapitacją. Po kilku apelacjach oraz trzecim procesie mężczyźnie zamieniono karę śmierci na dożywocie.

DOSTĘP PREMIUM