Internetowy lincz na dziennikarzach za śmierć pielęgniarki nabranej ws. Kate. Ekspert: Masa jest głupia

Póki był to tylko przypadek ?sprytnego? wyciągnięcia informacji, internauci poklepywali po plecach cwanych dziennikarzy, jednak kiedy się okazało, że sytuacja doprowadziła biedną kobietę do śmierci, przestało być zabawnie - Paweł Lipiec, ekspert od social media, ocenia zachowania internautów, którzy zarzucają australijskim dziennikarzom doprowadzenie do śmierci pielęgniarki.
Dzisiaj media poinformowały o znalezieniu ciała pielęgniarki, która odebrała telefon od australijskich dziennikarzy 2Day. Kobieta, myśląc, że rozmawia z królową Elżbietą II, przekazała telefon koleżance, która udzieliła informacji na temat ciąży księżnej Kate.

Brytyjskie tabloidy, powołując się na własne źródła, informują że nabrana przez dziennikarzy pielęgniarka popełniła samobójstwo. Na portalach społecznościowych natychmiast ruszyła fala krytyki pod adresem prezenterów. "Macie jej krew na rękach"; "Wstydźcie się"; "Zabiliście matkę dwójki dzieci"; "Jesteście obrzydliwi" - piszą w komentarzach internauci. Dziennikarze, którzy byli autorami żartu, usunęli swoje konta na Twitterze.



Ekspert: Najpierw poklepywali po plecach, potem przestało być zabawnie

- Lekkość, z jaką szafuje się osądami w sieci, jest przerażająca. Fakt, że pracownicy pewnego brukowca podszywają się pod rodzinę królewską w Wielkiej Brytanii, nie jest specjalnie zabawny już sam w sobie. Z tych samych przyczyn, dla których podszywający się pod pracownika kancelarii premiera człowiek bez problemu dostaje kontrakt w TVP. Nie zmienia to oczywiście faktu, że to pielęgniarka, która udzieliła informacji, popełniła karygodny błąd - ocenia bloger i ekspert od social media Paweł Lipiec z Hubro.pl.

Lipiec zaznacza, że postrzeganie działań dziennikarzy 2Day przez internautów diametralnie zmieniło się po śmierci pielęgniarki. - Póki był to tylko przypadek "sprytnego" wyciągnięcia informacji, internauci poklepywali po plecach cwanych dziennikarzy, jednak kiedy się okazało, że cała sytuacja doprowadziła biedną kobietę do śmierci, przestało być zabawnie, ponieważ do wszystkich komentujących w jednej chwili dotarło, że przekroczono pewne granice, a efektem tego okazało się samobójstwo - zaznacza.

Jak dodaje, do całej sprawy dochodzi specyficzny, "internetowy owczy pęd". - Wystarczy kilka pierwszych komentarzy w tonie świętego oburzenia lub pochwał, aby ukierunkować całą dyskusję. Oczywiście zawsze trafi się jeden czy drugi myślący samodzielnie człowiek, natomiast w dużej masie użytkowników zostanie bardzo szybko spacyfikowany i zakrzyczany przez dziesiątki bezmyślnych "owiec". Niestety - masa jest głupia, a pojedyncze opinie giną w tej masie - stwierdza Lipiec.

Osierociła dwójkę dzieci

W środę do szpitala im. króla Edwarda VII w Londynie zadzwoniła para australijskich dziennikarzy z radia 2Day. Pełniącej dyżur w recepcji pielęgniarce przedstawili się jako rodzina królewska. Kobieta przekazała połączenie koleżance, która - myśląc, że rozmawia z królową Elżbietą II - udzieliła dziennikarce informacji na temat stanu zdrowia ciężarnej księżnej Kate.

Żart dziennikarzy obiegł media na całym świecie i stał się hitem na YouTube. Ludzie oceniali skandaliczną niedyskrecję personelu szpitala i śmiali się z żartu radiowców.

Dzisiaj pielęgniarka została znaleziona martwa na terenie posesji niedaleko szpitala.

Szpital im. króla Edwarda VII w Londynie wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że wobec pielęgniarki nabranej przez dziennikarzy nie wyciągnięto żadnych konsekwencji. "Była wspaniałą pielęgniarką, szanowaną i bardzo popularną osobą" - głosi komunikat dyrekcji. Kobieta w szpitalu pracowała przez ponad cztery lata. Osierociła dwoje dzieci. Po informacji o śmierci pielęgniarki para książęca wyraziła z tego powodu "głęboki smutek".

DOSTĘP PREMIUM