Po zamachu na dworcu w Bonn - nie działał monitoring, bo policja kłóciła się z kolejami

Kto stoi za zamachem bombowym na Dworcu Głównym w Bonn z początku grudnia? Nie wiadomo, bo nie działał tam monitoring. A nie działał, bo policja i kolej kłóciły się o to, kto ma zapłacić za nagrywarkę - podają media. Politycy spierają się już o monitoring w miejscach publicznych.
Polityczny Berlin dyskutuje nad monitoringiem po zamachu w Bonn. 10 grudnia 2012 r. na jednym z peronów nieznani sprawcy - podejrzewa się islamskich ekstremistów, dwie osoby już zatrzymano - podłożyli torbę z bombą złożoną z metalowej rury wypełnionej substancją wybuchową, czterech butli z gazem, budzika i gwoździ nie wybuchła. Do eksplozji podobno nie doszło tylko dlatego, że baterie w zapalniku były wyczerpane.

Nie trzeba zaostrzać przepisów, tylko je egzekwować

Nie udało się odnotować, kto na peronie zostawił torbę, bo na dworcu nie działał monitoring - policja kłóciła się z kolejami o to, kto ma zapłacić za nagrywarkę. Zdania, jak należy postąpić w tej sytuacji, są podzielone. Przedstawiciele opcji trzeba natychmiast coś z tym zrobić mają jasno wyrobione zdanie na ten temat. - Proszę sobie wyobrazić, że w Bonn poszkodowani zostaliby ludzie, byliby zabici. A przecież były tam dwie kamery, tyle że nic nie zarejestrowały. To jest dla obywateli nie do przyjęcia i dlatego trzeba działać - przekonuje premier Hesji Volker Bouffier (CDU).

Odmiennego zdania jest szefowa klubu poselskiego partii Zielonych Renate Künast. Jej zdaniem nie są potrzebne żadne nowe przepisy, bo wystarczą już te istniejące. - Nie potrzebujemy zaostrzenia przepisów - przekonuje. - Już teraz wolno prowadzić monitoring w określonych miejscach. To, że na Dworcu Głównym w Bonn niczego nie zarejestrowano, nie było spowodowane złymi przepisami. Po prostu policja i zarząd kolei nie mogły się porozumieć co do tego, kto ma zapłacić za nagrywarkę.

Minister apeluje do samego siebie

Szef niemieckiego MSW Hans-Peter Friedrich (CSU) zaapelował o modernizację istniejących urządzeń do monitoringu w miejscach publicznych. - To apel, który podkreśla jeszcze raz, że potrzebny jest funkcjonujący monitoring i zapis wideo - tłumaczyła rzeczniczka ministra Mareike Kutt.

Tyle że to policja federalna, której zwierzchnikiem jest szef MSW, odpowiedzialna jest za bezpieczeństwo na dworcach. Rzeczniczka przyznała, że od dłuższego czasu jej ministerstwo spiera się z zarządem Niemieckich Kolei o to, kto ma ponieść koszty monitoringu. - Obecnie prowadzone są jeszcze takie pozytywne rozmowy - dodała.

Tymczasem szefowa resortu sprawiedliwości RFN Sabine Leutheusser-Schnarrenberger stwierdziła, że pomimo iż istnieją podstawy prawne do monitoringu w miejscach publicznych, to nie zastąpi on solidnej pracy policji. - Monitoring nie jest panaceum na wszystko - powiedziała niemiecka minister.

Kropkę nad i postawiła natomiast szefowa Partii Lewicy Katja Kipping. - Kraje związkowe mają nie tylko problemy personalne, ale i z tym, by zapewnić zaopatrzenie radiowozów w benzynę - stwierdziła, wskazując na sytuację w graniczącej z Polską Saksonii.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM