Putin: Nie wtrącam się w śledztwo, nie upolityczniajmy tragedii smoleńskiej

Władimir Putin zaprosił ponad 1000 dziennikarzy z Rosji i innych państw na konferencję prasową podsumowującą 2012 rok. Nie zabrakło pytań o katastrofę smoleńską i wrak tupolewa.
Dzisiejsza doroczna konferencja prasowa jest ósmą prowadzoną przez Władimira Putina. Po czterech latach przerwy prezydent Rosyjskiej Federacji powrócił do organizacji wielkich spotkań z dziennikarzami, na których podsumowuje kończący się rok i odpowiada na pytania mediów.

Putin zadowolony z gospodarki

Władimir Putin przytoczył wskaźniki pokazujące stan rosyjskiej gospodarki. Zaznaczył, że jest zadowolony z tego, jak Rosja poradziła sobie z kryzysem. Powodem do zadowolenia określił przede wszystkim wzrost PKB wynoszący 3,7 proc. Wspomniał też o wyjątkowo pozytywnych efektach walki z bezrobociem, zaznaczając, że sytuacja w Rosji jest znacznie lepsza, niż w zachodniej Europie. W 2012 r. bezrobocie w Rosji spadło z 6,6 proc. w pierwszych miesiącach roku do 5,4 proc. Jednocześnie zauważył, że problem ten ciągle wymaga jeszcze rozwiązania w republikach kaukaskich. Za jeden z największych sukcesów kończącego się roku Putin uznał odwrócenie spadkowych tendencji demograficznych. W 2012 r. wskaźnik urodzeń był największy od 20 lat.

"Nie wtrącam się w śledztwo"

Podczas konferencji padło też pytanie o katastrofę smoleńską. Korespondent TVN Andrzej Zaucha zapytał, czy Putin może wpłynąć na komitet śledczy, by przyspieszyć zwrot wraku tupolewa. - To należy do komitetu śledczego. My nie wtrącamy się w śledztwo, nie znam jego detali - powiedział Putin. Dodał, że śledczy polscy i rosyjscy pracują razem i współpraca ta układa się dobrze. - To była wielka tragedia, nie powinniśmy jej upolityczniać - zaznaczył. Przypomniał też reakcje Rosjan bezpośrednio po katastrofie. - To było absolutnie szczere - podkreślił, dodając, że Rosji zależy na obiektywnym śledztwie i uzyskaniu odpowiedzi na wszystkie pojawiające się pytania. - Omówię te kwestie z komitetem śledczym - podsumował.

"Gdybyśmy w Rosji łamali prawa człowieka tak jak w USA..."

Jednym z najważniejszych tematów konferencji okazały się stosunki rosyjsko - amerykańskie i wprowadzony właśnie zakaz adopcji rosyjskich dzieci przez Amerykanów. To polityczna odpowiedź Moskwy na tzw. prawo Magnitskiego, czyli przyjęty przez kongres USA zakaz wjazdu dla urzędników rosyjskich zamieszanych w śmierć prawnika Siergieja Magnitskiego. Na mocy tego aktu zablokowano też ich aktywa w Stanach Zjednoczonych. Rosja odpowiedziała "aktem Dimy Jakowlewa", nazwanym tak od imienia kilkulatka z Rosji, który zmarł pozostawiony przez adopcyjnego ojca w zaparkowanym samochodzie. Dziennikarze pytali Putina o jego osobisty stosunek do nowych przepisów. Sugerowali też, że to zamknięcie rosyjskim dzieciom szansy na lepsze życie.

Prezydent Rosji podkreślił, że nowe przepisy są reakcją na pobłażliwe traktowanie przez władze amerykańskie przypadków przestępstw, jakimi padają adoptowane rosyjskie dzieci. - Władze stanowe odsyłają nas do władz federalnych, a władze federalne - na szczebel stanowy. Sądy nie dopuszczają nawet obecności naszych obserwatorów. Tak nie można postępować - ostro stwierdził Putin. - Decyzja deputowanych jest emocjonalna, ale adekwatna - podsumował.

Władimir Putin zarzucił też Stanom Zjednoczonym łamanie praw człowieka. Przypomniał o Abu Ghraib i Guantanamo. - Więzienie w Guantanamo miało być zamknięte, a nadal funkcjonuje. Nie wiemy, czy nadal nie mają tam miejsca tortury. Gdyby takie rzeczy działy się w Rosji, mówiłby o nich cały świat, a tutaj jest cisza - powiedział.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM