Izraelskie służby medyczne podawały żydowskim imigrantkom z Etiopii antykoncepcję wbrew ich woli. Rząd milczał

Po ujawnieniu, że imigrantki z Etiopii były nakłaniane, a czasem zmuszane szantażem do przyjmowania środka antykoncepcyjnego Depo-Provera, w Izraelu wybuchł skandal. Do tej pory władze zaprzeczały, by lek był stosowany. Teraz Izraelski minister zdrowia nakazał lekarzom zaprzestanie podawania Depo, jeśli pacjentki nie mają wystarczającej wiedzy o tym leku i jego skutkach. A zagraniczna prasa pisze o izraelskim rasizmie wobec Żydów z Afryki.
Reportaż dla kanału Educational Television ukazywał historie 35 kobiet, które twierdzą, że jeszcze w obozach przejściowych w Etiopii, a potem w Izraelu w tymczasowych centrach przyjmujących imigrantów żydowskich, zastraszaniem lub przymusem przekonywano je do tego, by przyjmować co trzy miesiące zastrzyk środka antykoncepcyjnego Depo-Provera. - Mówili nam, że kobiety, które często rodzą, cierpią. Brałyśmy to, co trzy miesiące. Mówiłyśmy, że nie chcemy - opowiada jedna z nich. Imigrantki podkreślały, że gdy odmawiały, grożono im, że ich wyjazd do Izraela nie dojdzie do skutku i nie otrzymają pomocy od amerykańsko-żydowskiego komitetu Joint Distribution Committee, który zarządza szpitalami w obozach przejściowych dla imigrantów.

Zeznania żydowskich imigrantek z Etiopii mogą tłumaczyć 50-procentowy spadek liczby urodzeń w społeczności etiopskich Żydów w Izraelu w ciągu ostatnich 10 lat - pisze "Haaretz". Izraelska gazeta podkreśla, że nakaz ministra zdrowia nieprzedłużania recept na Depo-Propera dla kobiet pochodzenia etiopskiego, "jeżeli z jakichkolwiek powodów zachodzi obawa, że mogą one nie rozumieć charakteru terapii", to pierwszy głos z rządu przyznający, że takie działania w ogóle miały miejsce.

Rasizm w Izraelu wobec Żydów z Afryki?

"To kolejny rozdział w historii wpadek Agencji Żydowskiej i rządu Izraela, które popełniły w ramach programu sprowadzania żydowskich społeczności z całego świata do Izraela. Nie ma takiej grupy, zwłaszcza z Azji i Afryki, która nie spotkałaby się z protekcjonalnym traktowaniem, podkreślaniem wyższości kulturowej czy ukrytym lub zupełnie otwartym rasizmem ze strony izraelskiej administracji" - pisze blogerka i dziennikarka "Haaretza", Alison Kaplan Sommer. Jak zaznacza, w Izraelu i innych krajach Zachodu podaje się wystarczające na trzy miesiące zastrzyki z Depo głównie kobietom, które uznano za niezdolne mentalnie lub niewystarczająco odpowiedzialne do zażywania zwykłej, codziennej pigułki antykoncepcyjnej.

Podkreśla jednak, że informacje o naciskach na kobiety, by przyjmowały obowiązkowo zastrzyki Depo, nabrały w zagranicznych mediach sensacyjnego kształtu, a w artykułach pojawiają się oskarżenia o rasistowskie próby zmniejszenia liczby ludności Izraela z niższym wykształceniem, biedniejszej i - po prostu ciemnoskórej, czy wręcz "stosowanie metod doktora Mengele stosowanych na bezbronnych ofiarach". Niektórzy komentatorzy, tacy jak autorka specjalnego raportu Hedva Eyal, nazywają tego typu praktyki działaniami eugenicznymi, mającymi na celu znaczną redukcję ubogich i gorzej wykształcanych mieszkańców Izraela - podkreśla Katolicka Agencja Informacyjna.

Depo-Provera niebezpieczna dla zdrowia

W komentarzu w "Haaretz" Sommer podkreśla, że Depo-Provera to zastrzyk, który dostaje się u lekarza co trzy miesiące, i wątpi, by po przyjeździe do Izraela imigrantki z Etiopii przez lata przyjmowały tę antykoncepcję wbrew swojej woli. Sugeruje też, że dla niektórych imigrantek takie rozwiązanie - przyjmowanie antykoncepcji "przy okazji" wizyty u lekarza - mogło być bardzo wygodne, pozwalało bowiem uniknąć kontroli mężczyzn.

Faktem jest jednak to, że Etiopkom żydowskiego pochodzenia, czekającym w obozach przejściowych na transfer do Izraela, podawano Depo i nie uświadamiano ich o innych dostępnych metodach antykoncepcji. Sprawa jest tym bardziej kontrowersyjna, że hormonalny zastrzyk antykoncepcyjny Depo-Provera - według KAI "propagowany w krajach Trzeciego Świata, m.in. przez Fundację Belindy Gates", jest niezbyt bezpieczny dla zdrowia. Niezwykle wygodny w krajach o gorszej opiece medycznej, kiepskich warunkach sanitarnych i słabszej dostępności pigułek antykoncepcyjnych środek jest opatrzony przez WHO całą listą przeciwwskazań do stosowania. Do tego opóźnia powrót płodności kobiety, może też - choć w bardzo niewielkim stopniu - zwiększać ryzyko wystąpienia raka piersi. Powoduje też osteoporozę i według amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), nie może być stosowany dłużej niż dwa lata.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM