Plaga oszustw "na wnuczka" w Niemczech. Stoją za nimi Polacy

W Niemczech rośnie liczba oszustw metodą "na wnuczka" - donosi "Der Spiegel". Według hamburskiego tygodnika za oszustwami kryją się Polacy.
W najnowszym wydaniu tygodnik "Der Spiegel" informuje w artykule pt. "Pozdrowienia od wnuczka" o oszustwach, których ofiarami padają starsze osoby. Oszust dokonywać mają osoby operujące z Polski.

"Od lat policja obserwuje, jak oszuści wykorzystują dobroć osób starszych i celowo wybierają na ofiary osoby samotne i dotknięte demencją. Policja sądzi, że zna już prawie całe środowisko przestępców, którzy operują z położonego na zachodzie Polski Poznania - a mimo to nie ma postępów w dochodzeniu. Śledczy mają związane ręce; sytuacja prawna jest trudna, niejasny jest podział kompetencji, zaś polskie władze nie są skore do współpracy" - twierdzi "Der Spiegel". Hamburski tygodnik opisuje metody stosowane przez przestępców.

Ofiary są wybierane przypadkowo

Ich ofiarami padają seniorzy z reguły w wieku powyżej 75 lat. Wybierani są przypadkowo z książki telefonicznej na podstawie staromodnych imion. Oszust dzwoni i prowadzi rozmowę tak, by staruszka czy staruszek sam wymienił imię wnuczka. Rzekomy wnuczek zwierza się, że potrzebuje pieniędzy. Gdy senior wyraża wolę pomocy, "wnuczek" zapowiada wizytę w celu odebrania gotówki. Z reguły jednak "wnuczkowi" coś "wypada" i na miejsce kieruje kolegę zwanego w żargonie "odbierakiem".

"Zanim ofiara zauważy, że jest oszukiwana, jest już za późno (). Szanse na udowodnienie oszustwa są nikłe. Śledczy skarżą się na regulacje prawne: stosowanie podsłuchów telefonicznych jest w Niemczech ograniczone tylko do bardzo niewielu przypadków, jak np. przestępczości zorganizowanej. Lecz telefonujący i odbierający pieniądze nie są formalnie bandą. Zbieranie danych osobowych w Niemczech, chociaż monitowane przez UE, nie jest jeszcze dozwolone - dlatego policja nie jest w stanie po upływie czasu sprawdzić, kto, skąd i do kogo dzwonił" - pisze "Der Spiegel". Nawet w rzadkich przypadkach przyłapania na oszustwie kończy się na wyroku w zawieszeniu.

Liczba oszustw rośnie lawinowo

"Niektóre wskazówki napływające z Polski gubią się w gąszczu niemieckiego federalizmu. Przecież telefonowanie nie jest zabronione. Jeśli nie ma przestępstwa i miejsca, w którym zostało dokonane, nie ma prokuratora, który byłby skłonny zająć się sprawą" - ubolewa w rozmowie z hamburskim tygodnikiem jeden z niemieckich policjantów. "Nie ma ogólnokrajowego rejestru przestępstw, nie ma też centralnej jednostki, która przejęłaby śledztwo. Do dzisiaj nie została stworzona nawet wspólna grupa dochodzeniowa Polski i Niemiec; współpracę z kolegami z sąsiedzkiego kraju niemieccy śledczy określają jako nader trudną" - pisze "Der Spiegel". "A przecież problemy będą się jeszcze bardziej potęgowały. Rośnie grupa osób w wieku ponad 80 lat, a tym samym grupa potencjalnych ofiar" - dodaje cytowany policjant.

"Der Spiegel" informuje, że liczba oszustw "na wnuczka" rośnie lawinowo. Bawaria odnotowała w 2012 roku wzrost o 370 proc.; wartość oszczędności, które stracili seniorzy wyniosła ponad 3 mln euro. W Kolonii liczba przestępstw wzrosła o 44 proc. w Hamburgu o 25 proc.

Przegląd prasy Deutsche Welle

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''



DOSTĘP PREMIUM