Atak na niemieckich dziennikarzy w Chinach. Ścigali ich autami, zniszczyli wóz

Ekipa niemieckiej telewizji ARD filmowała wieś Da Yan Ge Zhuang na potrzeby reportażu o urbanizacji Chin. Kiedy odjechali po zakończeniu zdjęć, kilka aut ruszyło w pościg. Napastnicy zepchnęli vana ARD z drogi i zaatakowali go kijami baseballowymi. Dziennikarzom udało się uciec na policję. A tam usłyszeli, że "obrazili" wieśniaków i nie mieli pozwolenia na filmowanie - pisze "Guardian".
Korespondentka ARD Christine Adelhardt, ona i jej dwaj koledzy z Niemiec oraz dwóch chińskich współpracowników zostali najpierw sfilmowani przez okno niezidentyfikowanego samochodu, a potem, po odjeździe ze wsi, brutalnie zaatakowani - relacjonuje brytyjski "Guardian".

Po zakończeniu zdjęć we wsi Da Yan Ge Zhuang dziennikarze ruszyli dalej autostradą. W okolicach miasta Sanhe, 50 km na wschód od Pekinu, ich wóz zaczęły gonić "co najmniej trzy samochody".

Pościg autostradą za dziennikarzami

Rozpoczął się pościg. Napastnicy usiłowali doprowadzić do kolizji. W pewnym momencie ścigający zmusili kierowcę wozu ARD do zjechania z drogi i zatrzymania się na chodniku. Z samochodów wypadło sześciu ludzi z kijami baseballowymi. Zanim kierowca ekipy ARD zdołał wyrwać się z okrążenia, zbili przednią szybę pojazdu, próbowali się też dostać do środka.

Kierowcy udało się odjechać. Kiedy dziennikarze natknęli się na dwóch policjantów na motorach, poinformowali ich o całym zdarzeniu. Tymczasem napastnicy ich dogonili i - mimo prób powstrzymania przez policjantów - znów zaczęli niszczyć ich wóz.

Ekipa ARD "obraziła" mieszkańców wsi?

Gdy nadjechały policyjne posiłki, dziennikarze pod eskortą odjechali na miejscowy komisariat. Trafili tam też napastnicy. Gdy Adelhardt chciała oskarżyć ich o usiłowanie zabójstwa, usłyszała...że już zostali oskarżeni. A potem - że śledztwo wykazało, że mieszkańcy wsi zostali "obrażeni" obecnością ekipy TV, która na dodatek powinna poprosić o pozwolenie na filmowanie.

Według opublikowanego przez "Guardiana" oświadczenia Klubu Korespondentów Zagranicznych w Chinach (Foreign Correspondents' Club of China, FCCC - red.), działającego w Pekinie profesjonalnego zrzeszenia zagranicznych dziennikarzy, chińskie regulacje nie wymagają takiego pozwolenia w przypadku filmowania przestrzeni publicznych. FCCC wezwało chińskie władze do ukarania sprawców napadu na dziennikarzy.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM