Jednego z liderów Hamasu zabili Arabowie, nie Mossad

Wstępne dochodzenie w sprawie zabójstwa Mahmuda al-Mabhuha wskazuje na to, że zabili go agenci jednego z państw arabskich, a nie Mossad - poinformował Hamas, o czym pisze gazeta "Haarec". Chodzi o śmierć jednego z ważniejszych bojowników tej organizacji, którego zabito w pokoju hotelowym w Dubaju. Automatycznym podejrzanym stał się Izrael.
Al-Mabhuh odpowiadał za organizowanie szmuglu broni z Iranu do Strefy Gazy. 20 stycznia znaleziono go w pokoju hotelowym, gdzie został uduszony. Hamas natychmiast wskazał na izraelski Mossad jako służbę odpowiedzialną za zabójstwo. Jednak według wstępnych wyników śledztwa prowadzonego przez policję Zjednoczonych Emiratów i wysłanych na miejsce hamasowców wskazuje, jak pisze "Haarec", na służby jednego z państw arabskich.

Hamas oświadczył, że znalezienie motywu nie będzie trudne, bo Mabhuh "miał wrogów na całym Bliskim Wschodzie". Był poszukiwany przez władze Jordanii i Egiptu, w którym już raz trafił do więzienia.

Według danych policji w Dubaju do pokoju Mabhuha tuż przed zabójstwem weszło siedem osób, z których cztery udało się już zidentyfikować.

Jeden z liderów palestyńskiej organizacji przyleciał do Dubaju dzień wcześniej, posługując się fałszywym paszportem. Zameldował się w luksusowym hotelu, upewniając się że w jego pokoju nie ma balkonu i zabezpieczając okna. W hotelowym sejfie zostawił pakiet dokumentów.

Śledczy ujawnili, że pod uszami zamordowanego znaleziono ślady porażenia prądem, prawdopodobnie po ogłuszeniu. Patolodzy ustalili, że przyczyną śmierci nie było - jak początkowo informowano - otrucie, a uduszenie. Prawdopodobnie za pomocą poduszki.

DOSTĘP PREMIUM