Skandal korupcyjny w czeskiej armii

Czechy zakupiły 107 kołowych transportowych opancerzonych Pandur od austriackiego Steyera po cenie ponadtrzykrotnie wyższej, niż Portugalia. Według czeskiego "DNES" stało się na skutek lobbingu i korupcji pośród czeskich polityków.
Dzisiejsze wydanie gazety publikuje dotychczas tajny szósty paragraf umowy, jaką czeskie MON i austriacka firma Steyer zawarły w sprawie zakupu transporterów. Zastąpiły one przestarzałe, 40-letnie polsko-czechosłowackie OT 64. Czechy kupiły 107 takich pojazdów, płacąc czterokrotnie więcej za sztukę, niż Portugalia, która kupiła 233 takich pojazdów.

Dziennik "DNES" podkreśla, że umowę z austriackim koncernem podpisał w ubiegłym roku w marcu wiceminister obrony Martin Bartak jedenaście dni przed upadkiem rządu premiera Mirka Topolanka. Miało się to stać wskutek działań lobbystów z partii konserwatystów i socjaldemokratów. Ciekawa jest też sama historia przetargu: w 2008 roku Czechy ogłosiły, że "ostatecznie" wycofują Pandura z przetargu, bo nie spełnia 24 z 94 podanych kryteriów. Nie podano nigdy oficjalnie dlaczego austriacki transporter wrócił do obiegu zainteresowania czeskiej armii.

Ostatecznie kontrakt podpisano w marcu ubiegłego roku, za 107 sztuk austriackiego transportera płacąc 539 milionów euro - czyli nieco ponad pięć milionów za sztukę.

Czeska armia otrzymała już 17 transporterów. Produkcję pozostałych 90-ciu rozpoczęto w Wojskowych Zakładach Remontowych w Šenovie (czyt. Szenowie) koło Nowego Jiczina.

DOSTĘP PREMIUM