Londyn: ambasador Izraela na dywanik. "Za akcję w Dubaju"

Afera z zamordowaniem w Dubaju przez tajemniczych agentów założyciela zbrojnego skrzydła Hamasu absorbuje brytyjskich polityków i media. Dziś rano w ministerstwie spraw zagranicznych w Londynie ma się stawić ambasador Izraela.
Skandal miałby w Londynie marginalny odzew, gdyby nie to, że 11-osobowa brygada, która uśmierciła Mahmouda al-Mabhouha posługiwała się europejskimi paszportami - w tym 6 brytyjskimi i trzema irlandzkimi.

Rząd w Dublinie już stwierdził, że nigdy nie wydawał paszportów o takich numerach i na takie nazwiska. Natomiast w Londynie ustalono, że nazwiska i numery brytyjskich paszportow były prawdziwe, była to więc jawna kradzież personaliów. Podejrzenia padły na Izrael, gdzie mieszka czterech spośród wykorzystanych w ten sposób obywateli brytyjskich. Izraelskie służby bezpieczeństwa miały więc wiele możliwości, by skopiować ich dokumenty - co więcej, postępowały tak w przeszłości, choć Izrael stanowczo twierdzi, że to nie Mossad przeprowadził operację w Dubaju.

Premier Gordon Brown powiedział, że dołoży wszelkich starań, aby przywrócić wiarygodność brytyjskiego paszportu i zapowiedział dogłębne śledztwo przy udziale władz Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

DOSTĘP PREMIUM