"Klucz do demokracji na Kubie leży w Ameryce Łacińskiej" - prof. Szlajfer w TOK FM

Kolejny opozycjonista kubański - Guillermo Farinas - umiera głodując w domu. Więźniowie polityczni próbują zwrócić uwagę świata, a reżim braci Castro nie ustępuje.
Nie ma dobrego rozwiązania, Raul Castro i jego ludzie prawdopodobnie nie będą chcieli ustąpić. Nie boją się reakcji świata? - Nie, dlatego że to co mogłoby być groźnie dla Raula Castro, jego brata i całej tej ekipy, to gdyby pojawił się silny głos protestu w Ameryce Łacińskiej, a tego protestu nie ma - mówił na antenie TOK FM prof. Henryk Szlajfer z Centrum Studiów Latynoamerykańskich UW. Dlaczego nie pojawia się ten głos sprzeciwu? - Nadal trwa, lekko skruszony, ale trwa mit Kuby, mit Castro, nawet wśród tych, którzy niczego im nie zawdzięczają, czyli nie tylko wśród lewicy latynoamerykańskiej - tłumaczył poranny gość TOK FM.

- Reżim kubański jest w tej chwili traktowany jako coś niewygodnego, ale nie ma mowy o tym, żeby silny głos protestu z krajów Ameryki Łacińskiej się podniósł - podkreślał prof. Szlajfer. - Jak tego głosu nie będzie, że Kuba będzie rzeczywiście izolowana, nie izolowana gospodarczo czy bojkotowana, ale po prostu będzie izolowana politycznie, straci ten swój cały miraż, skończy się mit rewolucji kubańskiej - tłumaczył. - Dopóki tego nie będzie, to jest główny kapitał czy zaplecze polityczne Fidela i Raula Castro - dodał prof. Henryk Szlajfer.

- Czyli klucz do demokracji na Kubie leży tak naprawdę w Ameryce Łacińskiej, a nie w USA, nie w Unii Europejskiej? - pytała swojego gościa Katarzyna Kolenda-Zaleska. - W działaniach takich krajów jak przede wszystkim Brazylia, stanowisko Meksyku odbiegało niejednokrotnie wobec Castro, chociaż kontakty gospodarcze są silne - odpowiadał prof. Szlajfer. - Tego głosu z Brazylii, z Chile, z Argentyny do tej pory nie ma - podsumował.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM