Turyści nie wjadą na indyjskie wyspy, bo ich wirusy mogą zabić lokalne plemię

Rząd Indii wydał całkowity zakaz wjeżdżania na części archipelagu Anandamany i Nikobary, położone na Oceanie Indyjskim. Władze boją się, że turyści przyniosą ze sobą choroby, które zabiją 350 ocalałych członków plemienia Jarawa.
Sąd Najwyższy w Indiach wydał w poniedziałek zakaz odwiedzania wysp przez turystów - informuje Times of India. Władze są zdeterminowane chronić zagrożone plemię Jarawa.

Radykalny zakaz wjazdu na niektóre części wysp został wydany po tym, jak w ubiegłym miesiącu zmarła Boa Sr. 85-letnia kobieta była jedyną pozostałą członkinią plemienia Bo z Wielkich Anandamanów, które przybyło na wyspy z Afryki około 65 tys. lat temu.

Plemię Jarawa było lepiej chronione od Bo, ponieważ żyje w rezerwacie o powierzchni 400 mil kwadratowych. Jego członkowie mieszkają w dżungli tropikalnej, żywią się upolowanymi jaszczurkami, dzikami, rybami oraz nasionami i owocami z lasu. Obecnie przy życiu pozostaje 350 Jarawa.

Plemię było zdziesiątkowane epidemiami odry

Dalszemu istnieniu plemienia zagraża jednak postępująca komercjalizacja regionu. Od 1998 roku na wyspach są budowane hotele, a odwiedzający je zachodni turyści przywożą ze sobą choroby, na które lokalne plemiona nie są uodpornione. W 1999 i 2006 roku epidemia odry wybiła wielu rdzennych mieszkańców.

Wokół rezerwatu dla zagrożonych plemion powstanie strefa buforowa o długości pięciu kilometrów - nie będzie tam mógł funkcjonować żaden ośrodek turystyczny ani wjechać żaden turysta. Decyzja sądu oznacza zamknięcie luksusowego resortu.

Decyzję sądu pochwala Sophie Grigg z organizacji Survival International. - Jarawa są odizolowani, większość z nich mieszka w lasach, polując i zbierając nasiona. Za każdym razem gdy stykają się z turystami ryzykują zakażenie wirusami, na które nie mają odporności - mówi Grigg.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny