Urzędnik Departamentu Obrony zlecał prywatne operacje szpiegowskie

Urzędnik amerykańskiego Departamentu Obrony jest podejrzewany o zlecanie prywatnych operacji szpiegowskich - informuje "New York Times". Informacje gromadzone przez wynajętych agentów dotyczyły sytuacji w Afganistanie i Pakistanie. Urzędnik przekazywał je później przedstawicielom armii i wywiadu USA. Według amerykańskiego prawa do tajnych operacji nie można zatrudniać osób spoza służb specjalnych.
Michael D. Furlong nawiązał współpracę z prywatną firmą kierowaną przez byłych oficerów służb specjalnych. Jednym z założycieli firmy był agent, który odegrał rolę w aferze Iran-Contras, operacji CIA prowadzonej w latach 80. Pracownicy firmy, werbowani wśród emerytowanych agentów CIA brali udział w tajnych operacjach na terenie Afganistanu i Pakistanu. Zbierali tam informacje o ruchach lokalnych partyzantów. Dane były następnie przekazywane przedstawicielom armii i wywiadu USA.

Według amerykańskiego prawa takie działania są nielegalne. Do tajnych operacji nie można bowiem zatrudniać osób spoza służb wywiadowczych. Źródła, na które powołuje się "New York Times" twierdzą, że operacje prowadzone przez wynajętych agentów wykraczały poza zakres kompetencji służb specjalnych.

Furlong nadzorował siatkę opłaconych informatorów, którzy działali na terenie Afganistanu i Pakistanu. Mieli oni za zadanie ustalić, kto z mieszkańców współpracuje z oddziałami partyzantów. Część rozmówców "NYT" twierdzi, że dzięki dostarczanym przez nich informacjom zginęło kilku bojowników Al-Kaidy.

CIA do śledzenia bojowników Al-Kaidy wykorzystuje bezzałogowe samoloty szpiegowskie. Przy ich użyciu armia prowadzi też ataki na obozy partyzantów.

Rozmówcy "NYT" dodają, że pieniądze na działalność agentów mogły pochodzić z kilku źródeł przeznaczonych na gromadzenie informacji wywiadowczych z Afganistanu i Pakistanu.

Przedstawiciele Departamentu Stanu twierdzą, że nielegalne działania urzędnika zostały ukrócone. Dodają, że prowadzą śledztwo w tej sprawie. Przedstawiciele Pentagonu nie chcieli komentować informacji dziennika.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM