Koszmar kobiet na Haiti: gwałcone i zmuszane do seksu w zamian za jedzenie

Kobiety i dzieci na Haiti po traumie trzęsienia ziemi stykają się z kolejnymi potwornościami. Na porządku dziennym są zbiorowe gwałty i zmuszanie do usług seksualnych w zamian za wodę i jedzenie.
21-letnia dziewczyna opowiedziała dziennikarzom agencji Associated Press o tym, jak poszła skorzystać z toalety w ciemnym obozowym namiocie i została zaatakowana przez trzech mężczyzn. - Schwycili mnie, zatkali mi usta ręką i po kolei gwałcili - mówiła, kołysząc w ramionach swoją córkę, która urodziła się trzy dni przed trzęsieniem ziemi.

- Tak bardzo jest mi wstyd. Boję się, że ludzie się dowiedzą i zaczną mnie unikać - dodała. 21-latka opowiadała, że jej rodzina nie dostaje jedzenia, ponieważ haitańscy mężczyźni, którzy rozdzielają racje żywnościowe, żądają w zamian usług seksualnych. Dziewczyna cierpi na bóle w jamie brzusznej, prawdopodobnie z powodu infekcji, która wdała się podczas napaści.

Kobiety mieszkają w namiotach, bez elektryczności i ochrony

Gwałty są w Haiti na porządku dziennym. Setki tysięcy domów zostało zniszczonych w trzęsieniu ziemi, ludność mieszka więc w miasteczkach namiotowych. Nie ma tam elektryczności ani ochrony, po zmierzchu przemieniają się więc w oazę przestępczości. Większość gwałtów nie jest nigdzie zgłaszana, bo kobiety się wstydzą i boją stygmatyzacji i odwetu ze strony napastników.

Gwałt bywał na Haiti bronią polityczną

Napaści seksualne były ogromnym problemem na Haiti jeszcze przed trzęsieniem ziemi, w czasie niepokojów gwałty były używane jako swoista broń polityczna. Pierwszy demokratycznie wybrany prezydent Haiti, Jean-Bertrand Aristide, tracił władzę w wyniku zamachu stanu dwa razy. Za każdym razem jego zwolennicy byli zabijani, a ich żony i córki gwałcone.

Trzęsienie ziemi jeszcze bardziej pogorszyło sytuację kobiet. Wiele z nich straciło mężów, braci i ojców - nie są więc przez nikogo chronione. Mieszkają w lichych namiotach, w pobliżu obcych osób.

"Boją się przestępców i boją się policji"

Obóz, w którym mieszka 21-latka, znajduje się na terenie, który wcześniej był boiskiem sportowym. Teraz stłoczonych jest tu 47 tys. osób. Wśród nich jest kilkunastu zbiegłych więźniów, twierdzi Fritznel Pierre, obrońca praw człowieka i jeden z mieszkańców obozowiska. - Nikt nic nie mówi, bo się boją. Boją się przestępców i boją się policji - mówi Pierre.

Działacz udokumentował trzy inne zbiorowe gwałty, w tym napaść na 17-latkę, zgwałconą przez sześciu mężczyzn. Dziewczyna była wcześniej dziewicą. - Naprawdę się o nią martwię - opowiadał Pierre - Nie ma nikogo, kto by się nią zaopiekował. Mówi, że codziennie widuje swoich napastników, ale boi się zgłosić ich na policję, bo musiałaby potem opuścić obóz, a nie ma gdzie iść - dodał.

Aktywiści Human Rights Watch zgłosili pierwsze trzy zbiorowe gwałty urzędnikom ONZ 13 lutego. Dopiero 3 tygodnie później siły ONZ zaczęły patrolować ulice. Pierre uważa jednak, że patrole są nieskuteczne: - Po prostu jeżdżą samochodami wzdłuż jednej drogi, która biegnie przez niewielką część obozu. Nigdy nie wysiadają z samochodów - mówi.

Najmłodsze ofiary gwałcicieli mają zaledwie kilka lat. Lekarze ze szpitala polowego w dzielnicy Petionville udzielili pomocy siedmiolatce i dwulatce, która cierpi na rzeżączkową infekcję jamy ustnej. Oprócz chorób przenoszonych drogą płciową i ciąży, ofiarom grozi także zakażenie wirusem HIV. Haiti ma najwyższy na półkuli zachodniej odsetek nosicieli HIV (jest to jedna na 50 osób).

"Ten problem to nie jest dla nas priorytet"

Kobiety nie chcą zgłaszać gwałtu, ponieważ często stykają się z upokarzającym traktowaniem ze strony policjantów, którzy sugerują, że musiały sprowokować atak. Rzecznik haitańskiej policji, Gary Desrosiers, bagatelizuje sytuację i twierdzi, że od początku roku zgłoszono tylko 24 gwałty. - Wiemy o tym problemie (...) ale nie jest to dla nas priorytet - mówi z kolei minister informacji Marie-Laurence Jocelyn Lassegue.

Kobiety mają nadzieję, że sytuacja zmieni się po wizycie Ban Ki-moona, Sekretarza Generalnego ONZ. Ban odwiedził wyspę z kontyngentem żołnierek ONZ, które wraz z haitańskimi policjantkami osiedliły się w obozie. - Musimy chronić te kobiety - mówił Sekretarz - Jeśli są molestowane, atakowane i gwałcone, nie możemy tego tolerować.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny