Piloci lądowali wbrew zaleceniom. Potwierdza to zapis rozmów

Zapis rozmów pilotów Tu-154, który rozbił się pod Smoleńskiem wskazuje, że nie bacząc na zalecenia rosyjskiej strony, załoga polska postanowiła lądować - powiedział, wg relacji portalu newsru.com, z-ca prokuratora generalnego Aleksander Bastrykin na spotkaniu z Władimirem Putinem w sztabie operacyjnym na miejscu tragedii.
Z powodu złych warunków atmosferycznych: mgły i fatalnej widoczności, strona rosyjska zalecała lądowanie na lotniskach w Mińsku - poinformował premiera Putina przedstawiciel prezydenta Gieorgij Połtawczenko, który czekał na lotnisku na polską delegację i był świadkiem katastrofy. Powiedział - jak donosi newsru.com, że przy lądowaniu samolotu nie było słychać hałasu silnika, a tylko kilka dziwnych uderzeń

- Był pan pierwszy na miejscu zdarzenia? - zapytał Putin. - W ciągu trzech minut - odpowiedział Połtawczenko.

Według rosyjskiego ministra transportu Igora Lewitina, pilot polskiego samolotu sam podjął decyzję o lądowaniu, pomimo że widoczność wynosiła zaledwie 400 metrów, choć niezbędne jest 1000 metrów - informuje agencja Interfax .

Wcześniej podobnie relacjonował tragedię wiceszef rosyjskich sił powietrznych Aleksandr Aloszyn. - Załoga podjęła decyzję, że wykona podejście do lądowania, a później zdecyduje, czy lądować, czy też lecieć na lotnisko zapasowe. Nie jest to sprzeczne z międzynarodową praktyką. Ostateczną decyzję o lądowaniu bądź udaniu się na lotnisko zapasowe podejmuje kapitan samolotu - powiedział. - Podejście do lądowania załoga wykonywała regulaminowo do wysokości 100 metrów i odległości 2 km. W odległości 1,5 km szefostwo lotów spostrzegło, że samolot zbyt szybko schodzi do lądowania. Szef lotów polecił załodze ustawienie samolotu w położenie horyzontalne. Gdy załoga nie wykonała dyspozycji, kilkakrotnie wydał komendę, by samolot udał się na lotnisko zapasowe - podał generał Aloszyn. - Załoga, niestety, nie przerwała zniżania i wszystko skończyło się tragicznie - zauważył. Czytaj relację Aloszyna.

- Znaleźliśmy dwie czarne skrzynki, ale niczego nie dotykamy do czasu przyjazdu naszych kolegów z Polski - zapewnił minister Lewitin. A szef służb federalnych transportu lotniczego Aleksander Nieradko dodał, że samolot leciał poniżej dopuszczalnego minimum i pierwszy raz uderzył w ośmiometrowe drzewo, chociaż powinien był w tym momencie znajdować się na wysokości 60 metrów.

DOSTĘP PREMIUM