Plama ropy ma już 10 tys. km2. Na miejsce przyleci Obama

Zła pogoda utrudnia walkę ze skutkami wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej. Narastają obawy, że skala katastrofy ekologicznej będzie większa niż przypuszczano. Eksperci twierdzą, że powierzchnia, która została skażona wyciekiem, powiększyła się trzykrotnie. Jutro w rejon Zatoki uda się prezydent Barack Obama.
Wysokie fale i silny południowy wiatr zatrzymały w portach statki, które miały zbierać ropę z powierzchni wody i rozkładać wzdłuż brzegów pompowane pływające zapory. Tymczasem plama ropy powiększa się bardzo szybko i obecnie ma już powierzchnię 10 tysięcy kilometrów kwadratowych. Według niektórych ekspertów, rządowe szacunki, że z podwodnego odwiertu wycieka 750 tysięcy litrów ropy dziennie, mogą być kilkakrotnie zaniżone.

Biały Dom ogłosił, że jutro rano prezydent Barack Obama odwiedzi wybrzeże Zatoki Meksykańskiej. Żadnych innych szczegółów na temat wizyty nie podano.

Amerykańskie media ujawniły tymczasem wewnętrzny raport BP z 2009 roku, w którym brytyjski koncern bagatelizował zagrożenie związane z wydobywaniem ropy z dna oceanu. W raporcie czytamy, że wyciek, który mógłby zagrozić plażom, rybom i ssakom jest praktycznie niemożliwy. W piątek Barack Obama oświadczył, że BP będzie musiało pokryć wszystkie koszty walki z plama ropy. W USA coraz częstsze są jednak głosy krytyki władz federalnych, które dopiero tydzień po zatonięciu platformy Deepwater Horizon ogłosiły stan poważnego zagrożenia.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM