Nikt nie może powstrzymać plamy ropy. "To Katrina Obamy"

To będzie Katrina Obamy - tak konserwatywny dziennikarz Rush Limbaugh skomentował w swoim programie skutki, jakie dla prezydentury Baracka Obamy przyniesie katastrofa spowodowana wyciekiem ropy w Zatoce Meksykańskiej. CNN cytuje innych komentatorów porównujących sytuację, w której znalazła się administracja Obamy, do tej administracji Busha w 2005 roku.


Obama ma dziś przybyć w rejon Zatoki Meksykańskiej, gdzie zła pogoda - wysokie fale i silny południowy wiatr - utrudnia walkę z gigantyczną plamą ropy powstałą po eksplozji na platformie BP. Statki, które miały zbierać ją z powierzchni wody, utknęły w portach. Narastają obawy, że skala katastrofy ekologicznej będzie kilkakrotnie większa niż przypuszczano. Eksperci twierdzą, że powierzchnia, która została skażona wyciekiem, powiększyła się trzykrotnie - obecnie ma już 10 tysięcy kilometrów kwadratowych.

Amerykańskie media ujawniły tymczasem wewnętrzny raport BP z 2009 roku, w którym brytyjski koncern bagatelizował zagrożenie związane z wydobywaniem ropy z dna oceanu. W raporcie czytamy, że wyciek, który mógłby zagrozić plażom, rybom i ssakom, jest praktycznie niemożliwy.

W piątek Obama oświadczył, że BP będzie musiało pokryć wszystkie koszty walki z plamą. W USA coraz częstsze są jednak głosy krytyki władz federalnych, które dopiero tydzień po zatonięciu platformy Deepwater Horizon ogłosiły stan poważnego zagrożenia.

Popularny, konserwatywny komentator Rush Limbaugh powiedział w swoim programie "The Rush Limbaugh Show" powiedział, że Obama będzie miał z powodu plamy takie same problemy jak George W. Bush z powodu huraganu Katrina. W 2005 władzom też zarzucano zlekceważenie zagrożenia. - To Katrina Obamy - stwierdził Limbaugh.

W podobnym tonie wypowiadają się inni konserwatywni komentatorzy. - Zagrożenie ogłoszono dziś, ale eksplozja miała miejsce osiem dni temu! - ocenił wczoraj inny krytyk Obamy Joe Weisenthal z serwisu BusinessInsider.com.

- To zawsze wina Waszyngtonu. Za każdym razem, gdy stanie się coś takiego, rusza lawina spekulacji - broni władz doradca Białego Domu David Axelrod. Wylicza wszystko, co władze zrobiły w reakcji na eksplozję: na miejscu natychmiast były służby Straży Przybrzeżnej, a także przedstawiciele rządu, którzy monitorują sytuację.

Niektórzy wzywają też Obamę, by w związku z katastrofą ograniczył wydobywanie ropy z dna morza. W liście do prezydenta senator Bill Nelson napisał, że katastrofa wymaga podjęcie natychmiastowych akcji prewencyjnych do momentu, gdy znana będzie jej przyczyna. - Wzywam Pana do zakazania wydobywania surowców na wodach przybrzeżnych do momentu, gdy będziemy wiedzieć, co się stało - napisał senator.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM