Polański przerywa milczenie: Ekstradycja bazuje na kłamstwie

Roman Polański wydał wieczorem oświadczenie. - Nie mogę dłużej milczeć. Prośba władz amerykańskich do Szwajcarii o moją ekstradycję oparta jest na kłamstwie. Chciałbym być potraktowany jak każdy inny człowiek, a chciano mojej głowy na tacy - napisał Polański.
Roman Polański, reżyser, który do zatrzymania go we wrześniu przez szwajcarską policję na lotnisku w Zurichu, milczał. Wieczorem wydał desperackie oświadczenie na stronie internetowej www.laregledujeu.org, której redaktorem jest przyjaciel Polańskiego francuski filozof Bernard-Henri Levy. Oświadczenie zamieszczone jest w językach: francuskim, włoskim, niemieckim i angielskim. Przed tygodniem przepadła kolejna apelacja prawników reżysera. Teraz 76-letniego Polańskiego czeka ekstradycja

Reżyser, na którym ciążą wyrok za gwałt i współżycie z 13-latką, zabrał głos po wielu miesiącach milczenia. Agencje policzyły, że oświadczenie Polańskiego ma 900 słów. Pisze w nim, że chciałby być traktowany jak każdy inny człowiek, któremu stawia się podobne zarzuty. Dodał, że nalegania Stanów Zjednoczonych, by przeprowadzić jego ekstradycję to działanie pod publiczkę, które mają być pożywką dla mediów.

Polański podkreśla, że postanowił wydać oświadczenie, by bezpośrednio i własnymi słowami zwrócić się do swoich przyjaciół. - Nie zamierzam prosić was o litowanie się nade mną. Chcę jedynie być traktowany sprawiedliwe, jak każdy inny człowiek - apeluje artysta.

Polański wyraził nadzieję, że Szwajcaria uzna, iż żądanie ekstradycyjne jest bezpodstawne, a on sam będzie mógł zaznać spokoju i znów być ze swoją rodziną, wolny i w swoim kraju. Nie precyzuje jednak, o które państwo mu chodzi.

Wyraża też przekonanie, że amerykańskie władze zadecydowały, że wbrew wszelkim argumentom nie wydadzą wyroku bez jego udziału w procesie, mimo że takie rozwiązanie rekomendował sąd apelacyjny. Reżyser zwraca także uwagę, że sąd nie wziął pod uwagę wielokrotnie ponawianych przez dorosłą już dziś Gailey apeli o to, by zaniechać procesu

W 1977 roku Polańskiemu postawiono sześć zarzutów, w tym gwałtu na osobie pozostającej pod wpływem narkotyków i molestowania nieletniej. Reżyser na mocy ugody sądowej przyznał się do seksu z nieletnią i opuścił areszt po wpłaceniu kaucji. Uciekł do Francji w obawie, że prowadzący sprawę sędzia nie dotrzyma umowy, zgodnie z którą jego kara miała ograniczyć się do 90 dni spędzonych w kalifornijskim więzieniu. Obrońcy reżysera walczyli też o umorzenie sprawy, wskazując na błędy sądu we wcześniejszym procesie.

Zatrzymano go we wrześniu na lotnisku w Zurichu. Reżyser przebywa obecnie w areszcie domowym w Szwajcarii.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM