"Obama między młotem a kowadłem. BP zapłaci finansowo, Obama politycznie"

- Obama znalazł się między młotem a kowadłem. Platforma BP jest przecież prywatna i spisane są umowy między rządem USA a firmą prowadzącą odwiert - mówił w TOK FM prof. Bohdan Szklarski, amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego. - W tych umowach jest zapisane kto i co powinien zrobić w razie różnych wypadków.
- Dla Obamy szczególnie nieciekawe jest to, że jednym z haseł bycia anty-Bushem było zaprzestanie poszukiwania i wydobycia ropy na Alasce. W zamian za to Obama powiedział, że formą rekompensaty będzie intensywniejsze wyszukiwanie złóż w Zatoce Meksykańskiej. To miało znaczenie symboliczne - mówił w TOK FM prof. Bohdan Szklarski. Ostatnie sondaże pokazują, że sytuacja w Zatoce negatywnie wpływa na wizerunek prezydenta USA: 52 proc. Amerykanów źle ocenia reakcję Obamy na kryzys ekologiczny.

- Obama na wszystkich frontach nie ma nic ciekawego do pokazania. To jest jego problem - oceniał Szklarski. - Pojedzie nad zatokę, pozbiera muszelki, umyje ptaszka. To oczywiście w telewizji pokażą, ale łowcy krewetek, którzy przychodzą z rachunkiem i mówią ile to będzie kosztowało, to co innego. Przez żołądek do konsumenta, którym jest wyborca - dodał. A wyborcy, zdaniem Szklarskiego, są podzieleni na dwa bloki. - To, co ludzie widzą, to skaczący sobie do gardeł politycy. Jest pewne przekonanie, że Ameryka jest podzielona i każdy drobny szczegół, np. opóźnienie Obamy z podróżą do Zatoki, pytanie o deklaracje większego zaangażowania BP, jest bardzo widoczny i wpływa na poparcie prezydenta - podsumował Szklarski.

Brytyjski koncern BP przeznaczy na wypłatę odszkodowań 20 miliardów dolarów. Pieniądze zasilą specjalny fundusz zarządzany przez firmę powierniczą niezależną od koncernu. Z niego wypłacane będą rekompensaty - to wynik rozmów prezydenta USA Baracka Obamy z kierownictwem koncernu. Odszkodowania mają dostawać przedsiębiorstwa i osoby indywidualne, które poniosły straty finansowe na skutek wycieku ropy.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM