Chiny: odcięli i połknęli koniuszki palców w proteście

Do wydarzenia doszło przed, budynkiem Uniwersytetu Tsinghua w Pekinie na oczach setek osób. Desperacki akt był protestem przeciwko bezprawnemu zwolnieniu.
- Byliśmy co chwila przerzucani z miejsca na miejsce z naszym problemem - żalili się mężczyźni. Według protestujących, zarząd biura energetyki miejskiej w prowincji Hunan zwolnił ich zarzucając nagminną nieobecność. Mężczyźni próbowali interweniować w miejskim Komitecie ds. sporów pracowniczych. Ich wniosek został odrzucony, bo jak argumentował Komitet, mężczyźni nigdy nie pracowali dla biura.

Zwolnieni nie rezygnowali. Złożyli pozew przeciwko dawnemu pracodawcy. Również on został odrzucony. Protestujący otrzymywali także pogróżki od lokalnych władz prowincji.

Sprawa chińskich protestujących pokazuje do jak desperackich metod zmuszeni są obywatele Chin, aby skupić uwagę świata na problemach ignorowanych przez lokalne władze i sądy. System mający swoje początki w czasach chińskiego imperium określa, iż obywatele mogą wnosić skargi do władz w Pekinie. Odnotowuje się jednak brak jakiegokolwiek odzewu ze strony władz, a także przetrzymywanie petentów i brutalne odsyłanie ich do domu.

DOSTĘP PREMIUM