Peru: rząd nie dba o ofiary trzęsienia ziemi

Trzy lata po tragicznym trzęsieniu ziemi w Peru, mieszkańcy okolic Pisco ciągle nie dostali rządowej pomocy. Mimo, że taką otrzymali od Stanów Zjednoczonych czy krajów europejskich. Ich własny rząd nie robi nic by wesprzeć ofiary tragedii.
Dlatego mieszkańcy Pisco w rocznicę tragedii na kilka godzin blokują Panamericanę, jedyną drogę wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej. Blokują skutecznie, na kilka godzin, tak, że paraliżują cały ruch w stronę Limy, stolicy Peru czy na południe. Nikt nie ma do nich o to pretensji.

Pisco jest, obok Ica i Chincha Alta, jednym z trzech miast, które najbardziej ucierpiały w trzęsieniu ziemi 15 sierpnia 2007 r. W tej małej miejscowości mieszka niewiele ponad 60 tysięcy mieszkańców. Miasto utrzymuje się głównie z turystyki, bo jest bazą wypadową na pobliskie wyspy czy pustynię i laguny Pacyfiku.

Pisco nie wygląda jednak jak turystyczny kurort. Trzęsienie ziemi zniszczyło miasto niemal w 80 proc. Rozpadły się wszystkie wysokie budynki. Niższe popękały. Pod gruzami zginęło blisko 600 osób.

Ciągle wiele jest tu zniszczonych trzęsieniem domów. Na ich odbudowę i powrót do normalnego życia mieszkańcy nie dostali od peruwiańskiego rządu żadnych pieniędzy. - Co roku blokujemy tutaj most przed wjazdem do Pisco, bo to nasza jedyna nadzieja na to, że w końcu coś się zmieni, że dostaniemy potrzebną pomoc - tłumaczy reporterowi TOK FM Juan Carlos. - Chcemy pomocy - powtarzają za nim ci, którzy 3 lata temu stracili tu bliskich i dobytek.

- Przez ostatnie trzy lata rejon kataklizmu odwiedzało wieli peruwiańskich polityków, ale nie widać żadnych efektów - żalą się protestujący.

Własnymi siłami próbują odbudowywać zniszczone domy. Wielu z nich ciągle mieszka w improwizowanych chatach na przedmieściach Pisco. Tektura, trzcina, trochę kamienia, folii czy blachy - taki widok wydaje się nierealny w zestawieniu z urzędniczymi i rządowymi postkolonialnymi budynkami w centrum Limy.

DOSTĘP PREMIUM