"Dlaczego? Każdy, kto ma poczucie godności powinien walczyć o wolność. Jak Polacy"

Kopali mnie codziennie. Bili tym, co mieli pod ręką. Ciężko jest opisać wszystkie tortury. Na przykład wieszali mnie za związane nadgarstki pod sufitem i trzymali tak przez kilkanaście godzin - mówi w rozmowie z TOK FM Juan Carlos Herrera Acosta, opozycyjny dziennikarz kubański, były więzień polityczny. Dwa tygodnie temu wyszedł z więzienia na Kubie. Dlaczego walczył o wolność? - Każdy człowiek, który ma w sobie poczucie godności powinien walczyć...
Juan Carlos Herrera Acosta został zwolniony z więzienia dzięki porozumieniu wynegocjowanemu za pośrednictwem Kościoła katolickiego na Kubie i dyplomacji hiszpańskiej. W sierpniu opuścił Kubę razem z innymi zwolnionymi z więzienia opozycjonistami kubańskimi. Juan Carlos gościł w Polsce, odwiedził m.in. Sejm.

Grzegorz Chlasta: Dlaczego pan trafił do więzienia?

Zostałem uwięziony dwa razy tak naprawdę. Spędziłem w więzieniu w sumie 12 lat i pół roku tylko dlatego iż byłem przewodniczącym młodzieżowego ruchu na rzecz demokracji na Kubie i dlatego, że byłem niezależnym dziennikarzem piszącym o rzeczywistości kubańskiej.



Juan Carlos Herrera Acosta: Ma pan zniekształcone nadgarstki. Dlaczego?

Jest to efekt tortur, które na mnie stosowano. Wprowadził je Fidel Castro w więzieniach. Bielejąca skóra to z kolei efekt tortur psychicznych. Fidelowi Castro udało się w pewien sposób kolor mojej skóry, ale nie udało mu się zmienić mojego postrzegania świata.

A nie szkoda panu tych ponad dwunastu lat życia w więzieniu? Dlaczego pan to robi? Dlaczego się pan na to decyduje?

Każdy człowiek, który ma w sobie poczucie godności powinien walczyć o wolność. Nie tylko o swoją, ale całego narodu. Tak, jak robili to Polacy.

Przyjechał pan tutaj dwa tygodnie po wyjściu z więzienia, usiadł i co pan pomyślał?

Przede wszystkim chciałbym podziękować narodowi polskiemu. Lechowi Wałęsie, fundacji Demokracji i Wolności. Bardzo chciałbym podziękować o to ciepłe przyjęcie. To ludzkie ciepło bardzo nas emocjonuje i jest bardzo przyjemnym doświadczeniem.

A jak to się stało, że pan w ogóle wyszedł z tego więzienia?

Po latach tortur i nieludzkiego traktowania i po kilku wydarzeniach... Po śmierci mojego przyjaciela, wręcz brata, który zmarł w wyniku tortur. Po głodówce Farinasa. Po reakcji świata zewnętrznego, w tym przede wszystkim Polski, rząd Castro poczuł się zmuszony do podjęcia działań. Castro nie chciał rozmawiać z opozycjonistami. Opozycja wypracowała dokumenty, propozycje zmian, które mogłyby zajść w kraju. Ale Castro odłożył je na bok. Nie zwrócił uwagi, bo gdyby one weszły w życie, to byłby koniec jego rządów. Sytuacja wygląda teraz tak, że w wyniku dialogu z Kościołem i układu z Hiszpanią nastąpiło "zwolnienie" więźniów. Co de facto jest wygnaniem, ponieważ więźniowie nie mogą wrócić na Kubę.

Ma pan prawie 50 szwów na głowie. Jak to się wydarzyło?

Jest to efekt szkoleń, które przeprowadził Fidel Castro na swoich wojskowych, którzy z kolei trenują strażników więziennych. Są bez człowieczeństwa. To potworne postaci, które nie mają w sobie nic ludzkiego. Kopali mnie codziennie. Bili wszystkimi przedmiotami, jakie mieli pod ręką. Ciężko jest opisać wszystkie tortury. Na przykład wieszali mnie za związane nadgarski pod sufitem i trzymali tak przez kilka lub kilkanaście godzin. Musiałem oddawać mocz, załatwiać się wisząc. Musiałem to wszystko przeżyć, nie mogłem się poddać. Oni nie mogli pojąć tego, że istnieją mądrzy ludzie, którzy nie chcą się poddać systemowi totalitarnemu. Można z nimi robić wszystko, a oni i tak się nie poddadzą.

A co to znaczy być niezależnym dziennikarzem na Kubie?

Pisać nie przyjmując żadnych rozkazów z góry. Opisywać prawdziwą rzeczywistość. Wszelkiego rodzaju kroniki, artykuły, nawet wiersz - to wszystko może być przestępstwem na Kubie. To jest jak walka z systemem. Walka dziennikarzy, którzy mają w rękach tylko pióro, którym mogą się posługiwać. Przeciwstawiają się systemowi, który też tak naprawdę nie jest dobrze uzbrojony. Mają tylko pałki i karabiny. Natomiast najważniejsze jest przeciwstawianie się intelektualne.

Jak duża jest opozycja?

Jest duża i ma długą historię. Moje życie opozycyjne rozpocząłem w wieku 21 lat. Teraz opozycja jest nieporównywalnie większa do tych pierwszych lat. Myśląc o tym, jak to się rozrosło, jestem bardzo zadowolony. Ciężko zliczyć ile to osób, ale to duża cześć społeczeństwa. Są to zwykli ludzie, blogerzy, dziennikarze, działacze opozycji w kraju i za granicą. Cieszę się, że ten duch nie zanikł. Castro stara się wsadzić do więzień tę opozycję, ale to nie takie proste, bo musiałby zamknąć o wiele więcej osób niż to robił do tej pory.

Udało nam się przeciwstawiać rządowi wyśmiewając działania braci Castro. Nie można zapomnieć o tym, że to nie tylko opozycjoniści zamykani w więzieniach, ale też osoby wygnane z kraju. Część działa na wyspie a część poza nią.

Mimo to reżim trwa. Castro rządzi. Dlaczego?

To wszystko dzięki sile karabinów. To kultura strachu. Jak wiadomo nikt nie chce być głodny, umrzeć od tak. I dlatego trzeba się jakoś dostosować do tej rzeczywistości. Dzięki temu strachowi ten system istnieje.

A co by pan powiedział turystom, którzy jeżdżą na Kubę?

Tylko tyle, żeby wiedzieli, że pieniądze, które wydają na Kubie w żaden sposób nie pomagają narodowi kubańskiemu. Wszystko idzie w ręce rządu, którego przedstawiciele są prawdziwymi kapitalistami jedynie przebranymi w zielone stroje.

Wycieczki, pieniądze, które tam docierają wspierają nomenklaturę. Są dwa rodzaje turystów: ci, którzy chcą zobaczyć inny system, totalitarny. I drugi rodzaj: ci, którzy nie są świadomi, że ludzie naprawdę cierpią głód, umierają i mają nieludzkie warunki.

Ale jeździć na te wycieczki, czy nie jeździć?

Mam wrażenie, że nikt, kto ma trochę godności, a tym bardziej kto przeżył to, co my tutaj, nie powinien robić sobie wycieczek na Kubę tylko po to, żeby zobaczyć w jakim stanie jest kraj. Pamiętam słowa patrioty amerykańskiego, który powiedział na konferencji w Filadelfii: dajcie mi wolność albo śmierć. Thomas Jefferson powiedział kiedyś: przysięgałem na boskim ołtarzu wieczną wrogość wszelkim rodzajom tyranii, którą będzie się nakładać na rozum człowieka. Przyjąłem to jako motto. Dla wolności zawsze będzie ujmą, jak będzie używana przez jedną partię.

Ze spraw mojej i innych obywateli Kuby, ale wszystkich obywateli, nie wybranych jest zbudowany mój naród. Ojczyzna powinna być dla wszystkich i dla dobra wszystkich.



****

W jaki sposób możemy pomóc Kubańczykom? - Mamy trochę możliwości. Możemy wysyłać pocztówki do więzienie. Mamy aktualnie listę około 70 więźniów. Wiadomo, że więźniów sumienia jest ponad 200. Ale do tych 70 możemy pisać. Możliwe, że pocztówki nigdy do nich nie dotrą, mogą zostać zatrzymane prze pocztę kubańską lub władze więzienia. Jednak fakt międzynarodowego zainteresowania którąkolwiek z tych osób, prawdopodobnie będzie sprawiał, że będzie ona traktowana lepiej w więzieniu. Znam historię, gdy proste, najbardziej podstawowe zaangażowanie ludzi zza granicy, wysyłanie kartek pocztowych, może uratować życie. Np. po takiej interwencji uwięzioną kobietę, która celowo była przetrzymywana w celi z gruźlikami, przeniesiono do innej celi - mówi Tomasz Pisula, prezes zarządu fundacji Wolność i Demokracja. Jak podkreśla, w sprawie więźniów kubańskich polscy politycy zachowali się zgodnie i niezwykle aktywnie. Pisali petycje, domagali się uwolnienia więźniów. Byli to politycy z wszystkich ugrupowań. - Chciałbym im bardzo podziękować - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM