Rosja i Norwegia kończą spór o granicę. I liczą na gigantyczne zyski

Po 40 latach sporów Rosja i Norwegia zakończyły spór o granicę morską na Morzu Barentsa. Obszar o wielkości połowy Niemiec zostanie podzielony między oba państwa. Umowa zakończy kłopoty z wyznaczeniem stref połowów ryb. I otworzyć nowy rozdział w eksploatacji surowców energetycznych na dalekiej Północy.
Norwescy i rosyjscy rybacy wypływający na połów na smagane zimnymi arktycznymi wiatrami Morze Barentsa nie będą już ryzykować, że wpłyną przypadkiem na terytorium, do którego zgłasza pretensje sąsiedni kraj. Moskwa i Oslo podpisały umowę kończącą 40-letni spór o granicę morską na północy. 175 tys. km kwadratowych morza zostanie podzielonych między Norwegię i Rosję. Ale to nie interesy rybaków stały w centrum długotrwałego granicznego klinczu, ale miliony dolarów ukryte pod powierzchnią morza.

Pod lodem Arktyki leżą miliony

Państwa leżące wokół Bieguna Północnego od lat ostrzą sobie zęby na zalegające pod zmniejszającym się co roku arktycznym lodem zasoby surowców energetycznych. Na arktyczne bogactwa chrapkę mają Kanada, Dania (przez Grenlandię) i Stany Zjednoczone, których brzegi otaczają pokryty lodem Ocean Arktyczny. Według szacunków, w samym tylko Morzu Barentsa mają się znajdować zasoby surowców o wartości energetycznej 7,6 mld ton. A według Bjorna Brunstada ze firmy konsultingowej Econ Poyry wyczerpujące się powoli złoża ropy i gazu na Morzu Norweskim to wielka bolączka Oslo. Dlatego zdobycie możliwości eksploatacji podwodnych złóż na północy to dla Skandynawów powód do radości. - Norwegia będzie bardzo zainteresowana wielkością złóż - mówi Brunstad.

Rosja liczy petrodolary

Cieszą się również Rosjanie, bo wraz z ugodą otwierają się możliwości rozwoju nowoczesnych technologii wydobycia, a zgodnie z danymi rosyjskiego ministerstwa ds. surowców naturalnych jeszcze więcej bogactwa leży pod powierzchnią rosyjskich północnych mórz Karskiego i Łaptiewów. Zasoby energetyczne Morza Barentsa szacowane są na 39 mld. baryłek ropy lub 6,6 trylionów metrów sześciennych gazu ziemnego. Liczby te są jednak sporne, część przemysłu wydobywczego uważa je za zbyt wysokie, podczas gdy inni eksperci twierdzą, że arktyczne zasoby mogą być nawet dwa razy większe. Wydobycie gazu i ropy na dalekiej Północy będzie trudne i drogie.

- Dokładna analiza kosztów i zysków jest w Arktyce kluczowa - mówi BBC Jonathan Stern, dyrektor ds. poszukiwań gazu w oksfordzkim Instytucie Studiów Energetycznych. Według niego wydanie zbyt dużych pieniędzy na eksploatację arktycznych złóż może okazać się dla koncernów wydobywczych zabójcze, jeśli kupcy ropy i gazu nie będą chcieli zapłacić wystarczająco dużo, by pokryć olbrzymie koszty wydobycia.

Niegościnna daleka Północ

Pole Sztokman na Morzu Barentsa, 600 km na północny wschód od wybrzeży Rosji. Średnie dobowe temperatury w najcieplejszym miesiącu roku oscylują tu wokół 10 stopni Celsjusza. Arktyczny wiatr wzburza powierzchnię zimnego stalowoszarego morza. Leżące blisko koła podbiegunowego Morze Barentsa nie jest przyjemnym miejscem dla ludzi. Ale 2 km pod dnem morskim (które ma w tym miejscu głębokość 350 m) leży -według szacunków - 3,2 trylionów metrów sześciennych gazu ziemnego. Wiedzą o tym dobrze francuski koncern Total i norweski Statoil, które zdobyły prawa do jego eksploatacji wraz z rosyjskim Gazpromem. Jednak w ubiegłym roku Rosja wstrzymała prace na złożu. Wydobycie gazu z arktycznych mórz może być trudno opłacalne po tym, jak po odkryciu bogatych złóż gazu łupkowego w USA i innych krajach, m.in. w Polsce, ceny tego surowca na świecie mocno spadły.

"Rosja ma czas"

- Dopóki światowe ceny surowców nie pójdą w górę, wydobycie na Morzu Barentsa będzie wiązało się z ryzykiem - zgadza się Walerij Niestierow, analityk ds. ropy i gazu w rosyjskim banku inwestycyjnym Troika Dialog. Ale utrata przyszłych możliwości eksploatacji złóż jest równie groźna, więc firmy energetyczne będą szukać możliwości ich wykorzystania - twierdzi Niestierow. Według niegi, projekty ulokowane w Arktyce są obliczone na lata, zanim w ogóle rozpocznie się proces wydobywczy, i do czasu ich uruchomienia ceny surowców mogą wzrosnąć do opłacalnego poziomu.

- A Rosja ma czas - mówi BBC Brunstad. Norweski analityk uważa, że syberyjskie rezerwy lądowe wystarczą Moskwie na lata. Według Jonathana Sterna oszacowanie wielkości złóż zajmie co najmniej pięć lat. Do tego czasu Rosjanie we współpracy z Norwegami mogą udoskonalić swoje technologie wydobycia. Już miesiąc temu norweski premier Jens Stoltenberg wyrażał nadzieję, że podpisanie rosyjsko-norweskiej umowy "umożliwi prowadzenie interesów w regionie". A w przeciwieństwie do Norwegii, gdzie rybacy, ekolodzy i nawet członkowie rządzącej koalicji zarzucają premierowi większą troskę o gaz i ropę, niż o środowisko naturalne, Kreml nie będzie musiał pytać się ich o zdanie.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM