Brytyjskie władze szykują pogrom borsuków. Zagazują je w norach

W Wielkiej Brytanii ważą się losy tysięcy borsuków, które - jak twierdzą farmerzy i rząd - roznoszą gruźlicę zarażając krowy i mleko. Farmerzy w Anglii mają dostać pozwolenie na odstrzał borsuków na własnych gruntach. Obrońcy zwierząt przegrywają batalię o ochronę borsuków.
Los borsuków leży na sercu Brytyjczykom, wychowanym na literaturze dziecięcej, w której te pasiaste stworzenia są symbolem narodowej praktyczności, solidności i wytrwałości. Opinie naukowe w kwestii ich roli w roznoszeniu gruźlicy bydła są podzielone, ale notowania borsuków wyraźnie idą w dół.

W grudniu mają się zakończyć konsultacje w sprawie proponowanego ogólnokrajowego programu ich likwidacji - przy pomocy gazu pompowanego do nor. W Walii lokalny rząd chce wprowadzić ich pilotażowe trzebienie przez 5 lat w 2 hrabstwach, w których jest najwięcej przypadków krowiej gruźlicy.

W całej Wielkiej Brytanii roczny koszt walki z chorobą i odszkodowań dla farmerów wynosi ponad 60 mln funtów i rośnie z roku na rok. Szczepienie krów jest na razie niepraktyczne i likwidacja borsuków jest już niemal pewna. Jak się ocenia, w Wielkiej Brytanii jest ich co najmniej 300 tysięcy, z czego 50 tysięcy rocznie ginie na drogach.

Borsuki występują w lasach Europy i Azji. Najchętniej wybierają lasy liściaste i mieszane, z bogatym poszyciem, lubią też tereny podmokłe. Te wszystkożerne ssaki prowadzą nocny tryb życia, a w ciągu dnia przesiadują w swoich norach. Borsucze nory często mają bardzo skomplikowaną budowę, kilka oddalonych od siebie wejść i kręte korytarze. W norach borsuki zapadają też w sen zimowy.

DOSTĘP PREMIUM