Michelle Obama na ratunek partii męża

Kiedyś ?wściekła czarna kobieta?, dziś ostatnia deska ratunku dla tracących w sondażach Demokratów. Michelle Obama rusza w teren pomóc kandydatom partii męża wygrać tegoroczne wybory uzupełniające do Kongresu USA. Niektórzy politycy otwarcie liczą, że wsparcie Pierwszej Damy da im więcej niż błogosławieństwo Baracka Obamy
Michelle Obama jest w cenie - piszeportal France24 . W 2008 roku w początkach amerykańskiej kampanii prezydenckiej partyjni spece od wizerunku drżeli na dźwięk jej imienia. Bali się, że twarda prawniczka z Chicago znów rzuci na partyjnym wiecu ostrą lub kontrowersyjną uwagą, co mogłoby zrujnować szanse Baracka Obamy na przeprowadzkę do Białego Domu.

Z twardej prawniczki w ciepłą Pierwszą Damę

Przedstawiana wcześniej w karykaturach jako "wściekła czarna kobieta", w końcowej fazie kampanii prezydenckiej Michelle Obama postawiła na ciepło i deklarowanie miłości do męża. Z sukcesem. A po przeprowadzce do Białego Domu skutecznie zbudowała obraz osoby spoza waszyngtońskiej polityki. Wyniki jej sondaży, w przeciwieństwie do wyników jej męża, są znakomite. Pierwsza Dama jest chwalona za swój styl, piękny uśmiech i ciepłe gesty - i podziwiana za inteligencję i wykształcenie. Teraz politycy Demokratów liczą na to, że ten apolityczny wizerunek pomoże im w walce...politycznej.

Gdzie Obama nie może, tam żonę pośle

W obliczu złych wyników sondaży demokratycznych kandydatów w zimowych wyborach uzupełniających do Kongresu Biały Dom wysyła żonę prezydenta na pierwszy front wyborczej walki. Na uszczknięcie odrobiny splendoru i poparcia Pierwszej Damy mają nadzieję kandydaci w całym kraju. Niektórzy w prośbach słanych do Białego Domu otwarcie proszą o uświetnienie swoich konwencji nie osobą prezydenta, ale jego małżonki.

Michelle na ratunek

Demokraci postawili na Michelle. 13 października pani Obama otworzy kampanie w stanach Waszyngton, Illinois, Wisconsin, Kolorado i Kalifornii.

- Tak jak większość Pierwszych Dam, Michelle jest popularniejsza od męża - wyjaśnia Ari Melber, korespondent polityczny najstarszego amerykańskiego tygodnika "The Nation" w rozmowie z France24. - Może dodać blasku Białego Domu lokalnej kampanii, nie przynosząc ze sobą wielkiej polityki z Waszyngtonu - dodaje Melber.

DOSTĘP PREMIUM